Dodaj komentarz

Szybko o: Mad Max Fury Road

Czarny koń sezonu letniego. Zjada Avengersów na śniadanie i zagryza jakimkolwiek adaptowanym z książki dla Młodych Dorosłych filmem jaki może wyjść w najbliższym czasie.

Rekomendacja Mongwarda? Jeśli już widzieliście, nie potrzebujecie jej. Jeśli nie widzieliście: migiem po bilety.

A dla zainteresowanych, zapraszam do dalszej lektury wrażeń Mongwarda z pierwszego od trzydziestu lat spotkania z Maxem.

mad maxTEKST NIE ZAWIERA INFORMACJI DOTYCZĄCYCH FABUŁY!

Zmieniłem standardowy disclaimer, ponieważ chociaż idealnie pasująca i klimatyczna, fabuła gra tu drugie skrzypce.

Ale zanim przejdę do opinii, jedno wyjaśnienie: piszę te słowa niecałą godzinę po wyjściu z kina. przemoczony po burzy, jaka dla odmiany odwiedziła moje miasto i w związku z tym wszystkim naładowany pozytywną energią jak rzadko kiedy po seansie kinowym.

Napisałem wyżej, że fabuła gra tu drugie skrzypce i tak w gruncie rzeczy jest. Przede wszystkim film jest piękny. Nie w znaczeniu, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, gdzie ładni ludzie robią ładne rzeczy w ładny sposób. Nie, owszem, mamy tu Toma Hardy’ego, ale pod warstwą brudu. Tak, mamy tu Sharlize Theron, ale nie ma nic wspólnego z seksbombą, a więcej z twardą kobietą z niebezpieczną misją. Ten film jest piękny swoją kreatywnością. Kiedy droga nie prowadzi nas przez zróżnicowane panoramy palone Słońcem lub stygnące w nocy, jesteśmy częstowani kreatywnymi, często szalonymi projektami pojazdów, przekształcanych przez ludzi miejsc, oraz samych ludzi. Rodzina głównego Złego jest zbieraniną popaprańców i mutacji genetycznych, jego sługusy to widoczni na zwiastunach dogorywający albinosi. Poza kilkoma ujęciami projektowanymi dla trójwymiaru (oglądałem w 2D, obawiając się epileptycznego montażu z Avengersów), Mad Max stanowi ucztę dla oka, łącząc styl i rozmach Wodnego Świata i klasycznego Pod Kopułą Gromu bez uncji nudy, głupoty i absurdu, jakie w różnych proporcjach towarzyszyły tym filmom.

Wizualia: 9\10. Muszę ująć za parę walących CGI na kilometr ujęć oraz moje osobiste przeświadczenie, że film wyglądałby znacznie lepiej, gdyby kręcono go z ziarnistym filtrem. Tego typu produkcje powinny być brudne i ziarniste, a nie gładziutkie i w HD.

Pamiętacie ze zwiastunów muzykę symfoniczną? Jest. Do tego mamy plemienne bębny. I elektryczną gitarę-miotacz ognia ze zwiastunów. Muzyka idealnie komponuje się z akcją, jest stosownie epicka bądź stonowana i będę szczęśliwym krasnoludem jak dobiorę się do soundtracku na sucho do przesłuchania. Miód na uszy.

Audio: 10\10

Co do akcji… ktokolwiek robił zwiastuny powinien wylecieć z roboty. Serio. Gdyby nie pochlebne opinie moich znajomych i ogólne pochwały w internecie, olałbym ten film ciepłym moczem ze względu na zwiastuny właśnie. Film jak na Wojownika Szos przystało, ciągle gna do przodu. Wszystkie właściwie sceny akcji toczą się na, obok, przy i pod pędzącymi wehikułami zagłady, a nieliczne momenty wolniejsze służą głównie temu, żeby było kiedy wziąć głębszy oddech i przygotować się na dalszą gonitwę, z krótkim wyjaśnieniem dokąd oraz dlaczego. Wychodząc z kina po dwugodzinnym filmie miałem ponad pół Coli nadal w kubku (ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem smokiem na Colę), bo to, co się działo na ekranie mnie zwyczajnie za bardzo wciągnęło. Film ma rozmach, ale ma też coś, czego w moim odczuciu nie mieli Avengersi: epickość i poczucie, że gra toczy się o realną stawkę. Ten film sprawił, że pod koniec czułem się jakbym musiał odsapnąć.

Akcja: 10\10

Mad Max: Na Drodze Gniewu jest prawdopodobnie najzajebistszym filmem tego roku i cieszę się niesamowicie, że mogłem go zobaczyć w kinie. Tak jak napisałem we wstępie, w wyścigu letnich blockbusterów, to czarny koń. Może i Avengersi skoszą więcej w kasach, ponieważ są aktualną marką, a nie wskrzeszeniem trzydziestoletniej historii, ale Szalony Max deklasuje ich pod każdym względem. To brudny, soczysty, widowiskowy film. Nie ma dużo fabuły, dialogi są szczątkowe, nie skłania do przemyśleń. Ale jest cudownie przemyślanym, opracowanym i wyprodukowanym letnim kinem akcji. Wie czym jest, nie udaje, że jest czymś więcej i realizuje się przez to w 100% bez bycia filmem dla publiki Michaela Baya.

Celowo nie piszę o postaciach, ponieważ obiecałem zero spoilerów. Napiszę tylko, że postać grana przez Charlize Theron ma potencjał być Ripley tego pokolenia.

Mad Max: Na Drodze Gniewu dostaje ode mnie 9,5\10 oraz świeżutką

piczync pyparcia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: