Dodaj komentarz

Szybko o: Avengers Czas Ultrona

Lawina zwiastunów, klipów, scen, marketingu, zabawek i czegokolwiek innego wyobrażalnego… i się tak jakby rozeszło po kościach. Film nie jest żadną miarą czymś, czym byli pierwsi Avengersi (dopóki ludzie się nie zorientowali, że to beznadziejnie durny film bez fabuły, napędzany dialogami). Nie jest to film zły, ale jedyny powód, dla którego chcę go jeszcze raz zobaczyć, to żeby sprawdzić, czy w 2D można dla odmiany ogarnąć co się dzieje na ekranie.

Ale dość przedłużania, zapraszam do lektury tradycyjnie chaotycznego i wybrakowanego tekstu.

10869325_591589580977275_2778898650041679518_oTEKST ZAWIERA INFORMACJE DOTYCZĄCE FABUŁY! (chociaż połowę i tak już Marvel wypuścił jako materiały promocyjne)Zacznijmy od postaci, bo w sumie… niewiele poza nimi w tym filmie jest.

  • Natasza Romanoff AKA Czarna Wdowa. Przepraszam, będę wulgarny, co się kurka wodna stało? Serio, znikąd, dosłownie (pewnie było w komiksie czy coś, ale kogo obchodzą tie-iny?) wziął się wątek romantyczny z Bannerem, który stanowi jest CAŁY wątek postaci. Natasza bierze udział albo w walce, albo w nędznym, głupim niepotrzebnym wątku romantycznym, w którym odstawia rolę Betty Ross, bo najwyraźniej MCU chce się pozbyć wszelkich powiązań z solówką Hulka (oprócz Thunderbolta Rossa, który wystąpi w Civil War).
    • No ale dobra, nie bądźmy tacy surowi… kostium ma fajny… chociaż z tymi wszystkimi światełkami kojarzy mi się z halogenami Sama Fishera. I ma wadliwy zamek. Podczas walki jej się coraz bardziej rozpina, bo najwyraźniej ktoś (producenci\reżyser\???) całe życie spędzili w dresach i nie mają pojęcia, że większość osób ma zwyczaj zapinać rozpięte rozporki, zwłaszcza, jeśli ich otwarty status może poskutkować nagłym zawieszeniem funkcji życiowych.
    • wizja, którą zsyła na nią Wanda jest ciekawa, przenosi nas do Red Room, ośrodka szkoleniowego rosyjskich superszpiegów (mieliśmy przedsmak tego w Agent Carter) oraz czegoś, co dość mocno zmieniło Nataszę, została wysterylizowana. Ale są z tym problemy 1. Można to było ominąć. 2. z jakiegoś względu ktoś uznał, że to czyni ją takim samym potworem (?!) co Banner. Osobiście nie widzę, w jaki sposób bycie okaleczoną przez bezdusznych szkoleniowców można w ogóle zrównywać do bycia chodzącą bombą zegarowej czystej furii, ale chyba już ogarniam, czemu Whedon musiał uciekać z Twittera.
  • skoro już przy tym jesteśmy, Bruce Banner, druga połowa tego słodkiego wymuszonego wątku romantycznego. Ale ale! Żeby nie było fair, poza romansem z Czarną Wdową Banner dostaje także spory udział w tworzeniu Ultrona, boryka się z własną naturą jako wspomnianej bomby zegarowej i na końcu odstawia Kapitana Amerykę (tyle tylko, że nie topi sie jak dekiel). much angst very drama.
  • Wanda Maximoff (przyszła Scarlet Witch) – tutaj, dla odmiany, nie mam za dużo do narzekania. Mniej znana Olsenka odstawiła całkiem niezłą robotę, a jej pierwszy atak psychiczny przeciwko drużynie był nawet dość horrorowy. Podobnie to, jak się rusza używając swoich zdolności cholernie mi się spodobało, bardzo…wiedźmie. Drapieżne, pajęcze, miodzio. O wiele ciekawsze, niż epickie machanie łapami. Sam wygląd jej „magii” też był fajny, mi osobiście kojarzył się z parzydełkami meduzy. Ogólnie, Wanda bardzo na plus, chociaż znowu cierpi na obniżony próg dekoltu. Ach, i w tej wersji dysponuje telekinezą oraz zdolnościami telepatycznymi, co właściwie stanowi część siły napędowej fabuły i relacji w drużynie.
  • Pietro Maximoff. Pamiętacie Quicksilvera z X-Men: Days of Future Past? Pewnie tak. Tamten Pietro dostarczył sceny…artystycznej, ale poza tym był trochę nijaki. Tutaj jest inaczej, ten Pietro o wiele lepiej sprawdza się jako ktoś, kto bierze udział w akcji i jest bardziej postacią, niż przepustką do zrobienia czegoś fajnego technicznie. Aaron Taylor-Johnson (Kick-Ass) daje radę (ale dlaczego ma białe włosy i czarny zarost? oglądał polską ekranizację Wiedźmina?). Szkoda, że radość nie trwa długo. Pamiętacie te obietnice, że ktoś w tym filmie zginie? No właśnie. FUCK YOU WHEDON!
  • Clint Barton AKA Hawkeye – wiedzieliście, że Hawkguy z MCU ma rodzinę? Otóż ma. Na epickim zadupiu. Ma żonę i dwójkę dzieci. Przyjemny motyw, wreszcie stał się osobą, która nie wyszła sroce spod ogona. W sumie między ciągłymi żartami drużyny a tym, że ma rodzinę, byłem przekonany, że serio on zginie. Ale nie. Szkoda, że nadal nie jest cwaniakiem i tak dużo nie gada. Może w przyszłości?
  • Tony Stark AKA Iron Man – ach, nasz ulubiony człowiek, który wszystko potrafi zepsuć. Tony Stark, największy fuckup MCU. Chciał zrobić Ultrona (z Bannerem), aby pilnował Ziemi przed tym, co czyha w kosmosie. Pomysł się, wulgarnie rzecz ujmując, skopsał nieprzyjemnie. Tak, tak, to przez Wandę, która pokazała mu jego największy lęk i w ogóle… ale bez przesady. Jako jedyny chyba miał wizję, która cokolwiek wniosła (czytaj: napędziła całość) do fabuły.
  • Steve Rogers AKA Kapitan Ameryka – tak, też był w tym filmie. Powiedział nawet coś tyle o ile inspirującego. Gołymi rękami rozerwał pieniek. Nie lubi jak ktoś przeklina, kurde bele.
  • Ultron – Ultron jest fajny. Lubię Ultrona. Zamiast wyzutej z emocji maszyny mamy antagonistę, które jest…zabawny, ma konkretną motywację, osobowość nawet. James Spader odwalił kawał dobrej roboty. Podobnie scenarzyści, którzy pozwolili Ultronowi być na swój sposób dość smutną postacią, koniec końców. Pomimo parcia na wytępienie Avengersów, zależało mu na Wandzie i Pietro, miał dośc smutną rozmowę z Vision. Nie spodziewałem się tego.
  • Vision – eeeeeh. Spodziewałem się czegoś ciekawszego, jeśli chodzi o wygląd, a zamiast tego pomalowali Paula Bettany na czerwono i dali pelerynkę. Geneza Wizji jest fajna, spór, jaki wynika gdy Stark chce sfinalizować jego…powstawanie jest ciekawy…i nikt o nim później nie wspomina. Jego Solar Jewel to tutaj Mind Gem z berła Lokiego…który mimo wszystko emituje potężną energię…ok. Ma także klasyczną zdolność fazowania się przez obiekty, ale łatwo to przegapić. Ah, i jest w stanie podnieść młot Thora w rewelacyjnej scenie. Ogólnie wydaje mi się, że nieźle poradzili sobie z jego bardziej filozoficzną stroną, ale lekko zignorowali pokazane jego umiejętności.
  • Thor AKA Thor – ma wizję dotyczącą Ragnaroku. Pizga piorunami. Pomaga ożywić Vision. Obaj mają pelerynki. Yay.
  • postacie poboczne: Ulisses Klaw, czyli rola Andiego Serkisa ma bardzo mało do powiedzenia, ale to, co jest jest fajne i raz, że wprowadza wątek Wakandy, dwa, Uli traci rękę, co pozwala przypuszczać, że powróci z działem sonicznym w jakimś późniejszym filmie. Doktor Helen Cho, czyżby matka Amadeusa Cho, najgenialniejszego bachora po tej stronie Baxter Building? Nick Fury i Maria Hill odstawiają Big Damn Heroes pod koniec filmu i nikt nie kwestionuje jakim cudem, bo trzeba opowiedzieć żart pod adresem Kapitana.

Akcja:

  • eeeh ledwo widoczna. Nie jestem naturalnym wrogiem technologii 3D, ale tutaj było po prostu ŹLE. Kamerzysta siedział na mechanicznym byku a montażysta myślał, że montuje zwiastun i koniec końców dostajemy nieczytelny, niewyraźny w 3D obraz, na którym dzieje się za dużo, za szybko.
  • żeby nie było, są też dobre momenty. Pamiętacie, jak w pierwszych Avengersach jedno ujęcie podczas inwazji pokazało, że wreszcie pracują razem? Tutaj od tego zaczyna się akcja filmu. Późniejsze sceny też okazjonalnie robią coś podobnego, ewentualnie pozwalają nam popatrzeć na akcję, więc nie jest źle cały czas
  • epicka walka: Hulk oszalały pod wpływem Wiedźmy vs Hulkbuster? Fajna, pomysłowa (Stark i Banner razem tworzyli „Weronikę”, która normalnie przebywa na satelicie Avengersów i zapewnia części zapasowe jeśli Hulk coś zniszczy), ale za słaba aby stanowić selling point filmu.
  • kojarzycie ten epicki plakat, pokazujący wszystkie postacie stojące wśród hordy Ultronów? HAHA NIE. Tylko raz coś podobnego się zdarza i cała rzecz trwa dosłownie chwilkę i jest o wiele mniej dramatyczna

Cała reszta:

  • oddam honory gdzie trzeba, film jest gdzieniegdzie bardzo zabawny, z ciągłym nabijaniem się z Kapitana, który na początku każe Starkowi uważać na bluzgi, albo Hawkeye, z którego wszyscy łącznie z nim się nabijają, niektóre żarty świetnie dają radę bez użycia słów.
  • „JARVIS take the wheel” i „JARVIS is my co-pilot”
  • trochę easter eggów, tu i ówdzie się znalazło

Avengers Czas Ultrona jest jak ktoś, kto przejechał na pierwszej lokacie wszystkie okrążenia, ale skończyło mu się paliwo kilkadziesiąt metrów od mety i pęd pomógł tylko trochę. AAoU nie jest tak głupi jak pierwsi Avengersi, ale przez to niedoróbki, dziwne decyzje i spazmatyczny montaż rażą bardziej.

Jak już pisałem wyżej, pomimo mojego narzekania, nie jest to zły film, ale mi dostarczył o wiele mniej frajdy niż Avengers, niż Strażnicy Galaktyki albo Zimowy Żołnierz. Nie pokazuje nic nowego, a to co robi, robi bez polotu.

Mongward Czasowi Ultrona daje 6,5\10 i srebrną gwiazdkę za spróbowanie. Jeśli obejrzę po raz drugi, to tylko w celach socjalizacyjnych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: