Dodaj komentarz

Szybko o: Marvel’s Daredevil

Parę rzeczy wyszło ostatnimi czasy, którym warto poświęcić odrobinę uwagi. Na dobry początek, kilka spostrzeżeń dotyczących bardzo ciepło przyjętego serialu, który Marvel wypuścił we współpracy z serwisem Netflix.

Nie ma co przedłużać, zapraszam do lektury.

TEKST ZAWIERA INFORMACJE DOTYCZĄCE FABUŁY!

marvels-daredevil-poster-2

Po niezadowalającym filmie z Benem Affleckiem, Daredevil był nieco na cenzurowanym, poza komiksami. A tu nagle przyszła era filmów i produkcji superbohaterskich, Marvel rozwinął skrzydła i od filmu do filmu, ktoś powiedział: Hej. Zróbmy sobie Daredevila.

I chwała im za to. Osobiście uważam, że Daredevil to najlepsza rzecz, jaką Marvel wrzucił na ekrany i, obok pierwszego Iron Mana prawdopodobnie jedyna, która przetrwa próbę czasu. Ale po kolei.

Trzynastoodcinkowa seria (13xok. 50m) opowiada o początkach prawniczej kariery Matta Murdocka oraz Franklina ‚Foggy’ Nelsona, dwóch przyjaciół ze studiów, którzy zdecydowali się być jedynymi w Nowym Yorku uczciwymi adwokatami ludzi niewinnych. Warto tutaj podkreślić słowa „perypetie” oraz „przyjaciół”, ponieważ obok strony superbohaterskiej (działania Matta po godzinach) oraz prawniczej (z czasem schodzi to na nieco dalszy tor), to właśnie relacje między postaciami stanowią jedną z najważniejszych składowych produkcji.

Z jednej strony, mamy Matta, Foggiego oraz Karen, młodą kobietę, którą udało im się ocalić od więzienia (oraz ciężkiego pobicia). Trójka protagonistów, każde na swój sposób (Matt nocą terroryzując popychadła mafii, Karen i Foggy pomagając potrzebującym i szukając prawnych haków na Wilsona Fiska, Kingpina nowojorskiego półświatka). I działa to bardzo ładnie, relacje są dynamiczne, a jak pojawia się jakiś zgrzyt, to wiadomo dlaczego i z czego wynika.

Po drugiej strony barykady jest Wilson Fisk, jego przyjaciel i prawa ręka James Wesley, oraz Vanessa Mariana, kustosz galerii sztuki, którą ukochał sobie FIsk. I jak na osoby „po drugiej strony barykady”, to ciężko nazwać to trio złym. Bezwzględnym, zdeterminowanym, owszem, nawet idącym do celu po trupach, jeśli trzeba, ale jednocześnie nie jest to zło dla zła, nikt tu nie jest Czerwoną Czaszką. Celem Fiska nie jest ostatecznie władanie Nowym Yorkiem, ale doprowadzenie Hell’s Kitchen do ładu, niezależnie od tego, jakich konszachtów to będzie wymagało. Wesley jest wiernym przyjacielem i głosem Fiska, natomiast Vanessa jest tą kobietą, która stoi za każdym wielkim mężczyzną, która stanowi podporę Wilsona równie istotną, co Wesley, jeśli nie ważniejszą.

Do tego mamy niezłą gamę postaci pobocznych. Skorumpowanych i uczciwych policjantów, szefów i marionetki z półświatka, zwykłych ludzi próbujących żyć w Piekielnej Kuchni. „Przyziemność” produkcji sprawia, że po raz pierwszy w historii Marvel Cinematic Universe jest nam to uświadomione, że w tym świecie żyje ktoś poza statystami gapiącymi się z otwartymi ustami we fruwających superbohaterów, a policja to nie tylko półgłówki, które biegają po ulicach podczas ataku Chitauri.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do głównych postaci:

Matt Murdock (Daredevil) – grany przez Charliego Coxa. W porównaniu do Bena Afflecka, Cox jest, moim zdaniem, o wiele lepszym Mattem. Nic w jego wyglądzie, czy cywilnym zachowaniu nie mówi „to jest superbohater”. Stworzony przez niego Murdock to spokojna, cicha osoba, wręcz uspokajająca innych swoją obecnością, co widać chociażby w scenie rozprawy sądowej. Z drugiej strony, jego Daredevil to z jednej strony cień, a z drugiej ktoś, kto nie ma najmniejszych oporów, by spuścić łomot, łamać kości w walce bądź z premedytacją. Jego backstory jest z jednej strony znane, z drugiej, nadal ciekawe, dzięki świetnej postaci Stick, jego mentora sztuk walki. Także jego motywacja, by stać się obrońcą Hell’s Kitchen jest o wiele lepsza, niż jakaś głupia zemsta. Co prawda aspekt jego ślepoty nie zawsze wpływa na fabułę, ale z drugiej strony pokazywanie jego zmysłów jest opracowane o wiele subtelniej, niż bezczelny pseudosonar z filmu.

Wilson Fisk – rola odtwarzana przez Vincenta D’Onofrio. Wow. Prawdopodobnie moja ulubiona kreacja aktorska w całym serialu, wspierana przez świetny scenariusz. Fisk D’Onofrio to człowiek, który, ostatecznie, się boi. Boi się przede wszystkim sam siebie, boi się własnej przeszłości. To ktoś, kto wie, że ma wybuchowy, zabójczy temperament (jeden Ruski się o tym przekonał), i boi się, że straci go w złej chwili. W pierwszym sezonie stanowi pod tym względem kontrast dla Człowieka bez Strachu, Daredevila. Z drugiej strony, jest osobą bardzo inteligentną, która manipuluje i ustawia przedstawicieli półświatka tak, by osiągnąć swój cel i po kolei eliminować zagrożenia. Paradoksalnie, to działania głównego bohatera sprawiły, że krok po kroku Fisk pozbywa się swoich zahamowań i obaw, prawdopodobnie stając się wskutek tego tym zatwardziałym sukinsynem znanym z innych mediów.

Foggy Nelson (Elden Henson) i Karen Page (Deborah Ann Woll) – oboje stanowią serce drużyny. Podczas gdy Matt pogrąża się coraz głębiej w problemy Daredevila, Foggy i Karen poświęcają się pomocy mieszkance terroryzowanego bloku, szukaniu dowodów by pogrążyć Fiska itd. Z tych dwojga, to Karen jest zresztą osobą bardziej zdecydowaną i zmotywowaną, popychając innych do działania. Foggy niejako idzie jej śladem, chcąc pomóc, ale potrzebując kierunku. Nadrabia jednak poczuciem humoru i byciem ogólnie rzecz biorąc fajnym gościem.

Claire Temple – grana przez Rosario Dawson. Pielęgniarka (komiksowa Night Nurse?), która znajduje poobijanego Daredevila w koszu na śmieci i postanawia go przygarnąć i wyleczyć, nieodwołalnie biorąc udział, na ogół pośredni, w jego walce przeciwko zbrodni w Hell’s Kitchen. Dobra, silna postać, tak pod względem scenariusza, jak i charakteru.

Wesley czy Vanessa, chociaż to dobre, porządne postacie, to są, moim zdaniem, zbyt uzależnione w swojej funkcji od FIska, aby o nich szerzej pisać, chociaż związek Wilsona i Vanessy jest interesujący i zaskakująco szczery, natomiast akcja podjęta przez Wesleya nie pozostawia wątpliwości, że jest bezwzględnie wierny Fiskowi.

Na koniec sekcji postaciowej, dodam tylko, że jestem bardzo rozczarowany potraktowaniem Ben Uricha, chyba najsłynniejszego drugoplanowego dziennikarza w komiksach. A raczej tym, że odcinek, w którym jego wątek się rozwiązuje od początku nie pozostawia wątpliwości, co się stanie. Straszne potknięcie w tak zręcznie napisanym serialu. Ale tak czy siak, szkoda, że w drugim sezonie go nie będzie.

Od strony ogólno-aktorskiej, jest bardzo dobrze. Postacie zachowują się jak wiarygodni ludzie, a nie tresowani aktorzy, którzy zawsze muszą wyglądać cool niezależnie od tego, co robią.

Jedną z głównych pochwał wobec Daredevila były sceny akcji, wiec warto o nich wspomnieć. Pierwsza rzecz: długie ujęcia. Wreszcie widać, co ten mistrz sztuk walki robi, zamiast wywoływania epilepsji masakryczną ilością dezorientujących cięć. Słynna już scena w korytarzu to klejnot w tej koronie. Inną wartą wspomnienia rzeczą jest swoista ziarnistość, realistyczność walki. Postacie, w tym główny bohater się męczą, popełniają błędy, czują obrażenia. Ba, Matt niemało czasu spędza na byciu szytym i ogólnie byciu zmordowanym jak Bruce Willis w swoich filmach. Poza tym, wyjąwszy samego Daredevila, brak jest jakichś absurdalnych wyczynów, a nawet jego styl walki stawia z reguły bardziej na efektywność niż widowiskowość.

Fabularnie jest dobrze, problemy eskalują stopniowo, ale nieubłaganie, aż do wielkiego finału, w którym role się odwracają i który daje bardzo dużo satysfakcji.

…aż do chwili, w której widzimy nowy strój Daredevila, którego maska wygląda…źle. Po prostu źle. Na tyle, by trochę mi zepsuć znakomity finał.

Czy Daredevil, poza maską, ma jakieś wady? Jeśli tak, to żadna nie wpłynęła zauważalnie na odbiór serialu.

Ciekawe czasy nastały, że Marvel robi poważne (ale nie zawsze ponure), wiarygodne kino o brutalnym mścicielu- obrońcy miasta. I wychodzi to TAK dobrze.

Mongward out.

PS: ze względu na bardzo symboliczne odniesienia do filmów, jak również niezobowiązujące easter eggs (np. Steel Serpent), Daredevil nadaje się bardzo dobrze nawet dla osób, które na ogół nie cenią gatunku i daje się oglądać jak porządny serial akcji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: