Dodaj komentarz

Szybko o: Niesamowity Spider-Man 2

Tym razem naprawdę będzie szybko, bo film jest na tyle prostolinijny, że nie ma co się rozpisywać.

TEKST ZAWIERA INFORMACJE DOTYCZĄCE FABUŁY! (chociaż sporo rzeczy to ekwiwalent spoilera, że Jezus umiera)

dresden_and_the_denarian_by_dsillustration-d6t3lvmHarry Osborn to Zielony Goblin, Gwen Stacy umiera, Max Dillon to Electro, a w podziemiach Oscorpu czekaja grzecznie cliffhangery dla nadchodzącego filmu i Sinister Six. Czyli większosć rzeczy, które każdy średnio rozgarnięty obserwator zdołał wywnioskować ze zwiastunów.

Zacznijmy od tego, co w filmie jest dobre.

Pater Parker i Gwen Stacy w wykonaniu Garfielda i Stone to o wiele, wiele lepsze zestawienie, niż Parker i MJ w wykonaniu Maguire i Dunst. Tyle było widoczne już w części pierwszej, tutaj to tylko podkreślają. Ping-pongowy związek Gwen i Petera (są-nie są-są razem) nie jest takim cholernym lizaniem ciastka przez szybę jak w poprzedniej trylogii, wręcz przeciwnie, lizanie następuje na żywo przed całą masą ludzi (serio, pierwsze minuty filmu to pościg i Pete całujący się z Gwen przed całą masą absolwentów Midtown). Poza tym Spidey jest zabawny. Pyskuje, gada jak najęty, za każdym razem, kiedy Garfield ma maskę na pysku słychać i widać Spider-Mana. Ale o tym później.

Co do Gwen, dziewczyna coś robi, nie jest tylko bezużyteczną MJ, ale ma charakterek, inteligencję i determinację, żeby pomóc Peterowi kiedy sam nie dałby sobie rady. Jak wpada w tarapaty to naprawdę na własne życzenie (wtyka nos nie tam, gdzie trzeba, oferuje się pójść w śmiertelnie niebezpieczny teren, bo wie, że tylko ona może pomóc), a nie dlatego, że jest najseksowniejszą laską w promieniu kilometra, wiec siłą rzeczy villain musi ją zgarnąć. Niestety, tajemnicą Poliszynela jest, że prędzej czy później musiała umrzeć i stać się drugą po Wujku Benie prawdziwą tragedią, jaka spotkała Petera. Ben umarł, bo Peter był obojętny, Gwen dlatego, że nie wszystko przemyślał. Dwie potężne śmierci, w dodatku, w przypadku Gwen naprawdę dobrze rozegrane. Każdy, kto zetknął się z postacią Spider-Mana wie, że GS umiera, ja również wiedziałem. Wiedziałem też, że skoro w filmie jest Goblin, Stacy zginie. Dlatego też od kiedy następuje przemiana Harry’ego za każdym razem jak Pete i Gwen byli na wysokości siedziałem spięty, oczekując dramatu. Najpierw na moście, gdzie Gwen umarła w komiksach. Nic. Uff. Potem kilka scen w elektrowni, kiedy Gwen spada, ale Pete zawsze łapie jej rękę pajęczyną i tragedii uniknięto. Kiedy śmierć wreszcie następuje wydaje się wręcz niesprawiedliwa, tyle razy udało się Pajączkowi uratować ją od grawitacji, dlaczego teraz nie? Sam sposób, w jaki Gwen umiera jest…paskudny. W komiksach, nagłe szarpniecie podczas upadku złamało jej kręgosłup. Tutaj poszli o krok dalej. Pajęczyna łapie ją za późno i niczym na zbyt długim bungee Gwen uderza w podłogę tak, że aż słychać pękające kości, a potem zawisa na pajęczynie, która za późno się skurczyła. Świetnie rozegrane, a moment, w którym Pete zdaje sobie sprawę, że jego ukochana nie żyje jest bardzo wiarygodna.

Wow, zrobiło się przygnębiająco. Dla poprawienia nastroju, kilka słów i stronie wizualnej. Jest. Niesamowicie.

Spider-Man rusza się obłędnie, przejscie ze skakania na linach do pełnego CGI naprawdę wyszło filmowi na dobre, bo każda scena akcji to poezja ruchu. Dodatkowo dwukrotnie został podkreślony nadnaturalny zmysł przestrzenny Petera, w całkiem kozackich trójwymiarowych stop-klatkach. Podobnie Electro wygląda świetnie, jego błyskawicie pozostawiają za sobą smugi gorącego gazu, są dość kolorowe i jestem w stanie uwierzyć, że gdyby pioruny trwały kilka sekund zamiast ułamków sekundy, wyglądałyby podobnie. Co do Elector, słowo wyjaśnienia: wygląda świetnie od strony technicznej, ponieważ jego projekt uważam za dosć głupi i mało ciekawy. Chociaż i tak lepszy niż jego zielono-żołty klasyczny ciuszek.

Goblin wygląda kretyńsko i na tym poprzestańmy. Rhino pojawia się na sam koniec i znów, projekt głupi, wykonanie świetne. Tylko sprawia wrażenie klona Wujka Festera na cracku.

Harry Osborn…jest dziwny. Głupi fryz i sam aktor trochę łajzowaty z wyglądu, ale postać napisana całkiem ciekawie i w sumie gdyby nie ten nieszczęsny fryz (nie wiem, odwołanie do grzywki emo-Petera z trzeciego Spider-Mana?).

Ciocia May bardzo w porządku, moim zdaniem lepsza od tej z trylogii.

Co mi się nie podobało?

Max Dillon. Po pierwsze, ten sam zarzut, co wobec Killiana w Iron Manie 3. Dillon przed przemianą wygląda jak obraz kujona z filmów z lat 50 i 60, ewentualnie przebranie Hannibala Smitha. Wydatne zęby, okulary wielkości mojego telewizora, nieporadny, nieśmiały, zakompleksiony. Puk, puk, twórcy filmu, jest rok 2014, wyjdźcie z połowy ubiegłego wieku. Jego wypadek też był niesamowicie na siłę. Jak na kogoś, kto zaprojektował całą sieć energetyczną Oscorpu typek zdumiewająco kiepsko obchodzi się z prądem i sam sie prosił o Nagrodę Darwina. Jamie Foxx jest w porządku, ale Dillon jest tragedią. Electro już jest ciekawszy i kompleksy lepiej znajdują wyraz.

Do tego naukowiec\doktor\psycholog w placówce Ravencroft… bogowie olimpijscy, to było tak potwornie sztampowe, aż do momentu, w którym okazuje się, że ZŁYYYY doktorek mówi z niemieckim akcentem. Serio? Wyjdźcie z lat 60, do diabła!

O Goblinie już pisałem, wygląda kretyńsko, następny proszę. Chociaż należą sie wyrazy szacunku za to, że Harry’emu zajmuje może pół minuty domyślenie się, że Spider-Man to Peter Parker. Nie ma to jak inteligentny antagonista.

Fabuła nie wie, na czym się skupić. Na relacji Gwen-Peter? Chorobie Harry’ego? Przeszłości rodziców Parkera? Postaci Electro? Wątków jest dużo i są nie do końca dobrze poprzeplatane, tworząc raczej chaotyczną narrację. Jakby tego było mało, przez długie kawały filmu prawie nie widać głównego bohatera. Pewnie, Pete’a jest sporo, ale biało-czerwono-niebieski pajęczak gdzieś zniknął.

Staram się zastanowić, o czym tu jeszcze napisać, ale nic mi nie rpzychdozi do głowy, wiec podsumuję:

Rewelacyjna strona wizualna. Dobra gra aktorska. Spider-Man na jakiego czekaliśmy. Chaotyczna fabuła. Gwen Stacy umiera w świetnie zrobionej sekwencji. Harry Osborn formuje Sinister Six. Beznadziejny Max Dillon i całkiem fajny Electro.

7\10 + 1,5 za frajdę podczas samego seansu.

Mongward out.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: