1 komentarz

Szybko o: Kapitan Ameryka – Zimowy Żołnierz

W niedzielę (30.03.2014)  wskutek rożnych zawirowań udało mi się pójść do kina na najnowszego Kapitana Amerykę i za diabła nie żałuję wydania pieniędzy, ponieważ jak do tej pory to pierwszy po Avengersach film, który dostarczył dokładnie to, co obiecywał. 9+\10

Zimowy ŻołnierzZainteresowanych co i jak zapraszam do lektury.

TEST ZAWIERA INFORMACJE DOTYCZĄCE FABUŁY!

Na wstępie należy powiedzieć, że film powstał na motywach komiksu duetu Ed Brubaker\Steve Epting, wydanego w 2005 w głównej linii wydawniczej Marvela. Oczywiście musiały nastąpić pewne zmiany względem pierwowzoru, ale to już prawo adaptacji filmowych.

Film opisywany był jako Avengers 1.5 i biorąc pod uwagę to, co się dzieje pod koniec produkcji nietrudno uwierzyć, że filmowe uniwersum Marvela zostało wywrócone do góry nogami, i to w całkiem niezłym stylu. HYDRA powraca na salony, kilka postaci staje się uciekinierami, niektórzy starzy znajomi okazują się być zdrajcami i nawet chwalebnie nieobecny w tym filmie Tony Stark dostał coś, co mogłoby go zmotywować do działania.

Główna linia fabularna jest, zgodnie z zapowiedziami, utrzymana w klimacie thrillera politycznego zmieszanego z technologicznym i przepuszczonego przez odpowiednio dobrany filtr komiksowy. Otóż S.H.I.E.L.D. planuje wystrzelenie satelitów nawigacyjnych, które mają skoordynować operacje trzech świeżutkich Transkopterów (polska nazwa na Hellicarrier, nawet całkiem zręczna) uzbrojonych po…burty. Dalej w fabule okazuje się, że Tarcza była infiltrowana od zarania swoich dziejów, ponieważ w pierwszym Kapitanie zdecydowali się dać głos Arnimowi Zoli, który stał za stworzeniem algorytmu, który ma wykryć niepożądane jednostki na całym świecie i zaaranżować ich wymordowanie. W imię pokoju na świecie, bo cóż znaczy los dwudziestu milionów, kiedy miliardy przez to zaznają ukojenia. Albo coś w ten deseń. Generowany przez to klimat zaszczucia i braku zaufania cały czas przewija się w „Zimowym Żołnierzu”, ale nie wywołuje dłużyzn, zamiast tego dając bohaterom motywację, aby brnąć dalej w polityczno-militarne bagno, o którego istnieniu właśnie się dowiedzieli. A skoro o bohaterach jesteśmy…

W Zimowym Żołnierzu pojawia się zaskakująco wiele postaci, niektóre ledwie gościnnie, inne na dłużej, więc nie zwlekajmy i zaprezentujmy.

Oczywiście nie można mówić o tym filmie nie wspominając o samym Kapitanie. Chris Evans nie pokazuje właściwie niczego nowego jako aktor, widać, że świetnie czuje się w scenach akcji albo agresywnego napięcia, ale sceny co bardziej dramatyczne wypadają dość słabo, co widać było podczas jego rozmowy z Peggy Carter. Ma też kilka scen humorystycznych, które ratują raczej jego rozmówcy, niż on sam. Co do Kapitana jako takiego, jestem pod sporym wrażeniem poprawek, jakie zostały naniesione po pierwszej części oraz Avengersach. Rogers bardzo dużo i bardzo dobrze się porusza po elementach scenografii, stając się specjalistą od gimnastyki i akrobacji, jakiego znamy z komiksów. Sceny walki to jedna z najlepszych choreografii jakie widziałem od dawna. Są niesamowicie dynamiczne, kreatywne, bardzo satysfakcjonujące. Walka z Batrokiem, Zimowym Żołnierzem czy znana ze zwiastunów walka w windzie to bardzo miodne widowisko, wspierane dodatkowo przez to, że Rogers wreszcie wykazuje zwiększoną siłę i podniesienie rosłego mężczyzny za gardło albo kopnięcie go pod drugą ścianę pomieszczenia nie stanowią dla niego większego problemu. Słowem, duży plus za stosowną prezentację umiejętności bojowych Kapitana. Jego relacje z innymi bohaterami są poprawne, widać rozwój kontaktów z Czarną Wdową (oboje się czegoś od siebie uczą) oraz z Sokołem, który moim zdaniem jest gwiazdą tego filmu i o nim napiszę na koniec tej sekcji.

W Zimowym Żołnierzu Czarna Wdowa Natasza Romanow dostała znacznie większą rolę, niż w którymkolwiek z poprzednich filmów. W Iron Manie 2 cierpiała razem z resztą ekipy na kiepskim scenariuszu i żenująco niewykorzystanym potencjale tej postaci, z kolei w Avengersach nie mogła się za bardzo sprawdzić, więc ma na koncie jedno małe i jedno duże osiągnięcie, odpowiednio: otrzeźwiający łomot dla agenta Bartona oraz zamknięcie portalu Chitauri. Celowo nie wpisuję tutaj jej rozmowy z Lokim, ponieważ zrobiła dokładnie to, czego rogacz potrzebował. Na szczęście dla Wdowy, fabuła najnowszej produkcji Marvela jest bardzo przyziemna i przeciwnikiem są zwykli ludzie, więc superszpieg uniwersum ma szansę zaprezentować pełnię swoich umiejętności, od kradzieży danych, przez infiltrację, po realnie przydatne sztuki walki oraz sposoby na unikanie pościgu. Wdowa stanowi również znakomity kontrast dla Kapitana – gra nieczysto i poza protokołem, podczas gdy Kapitan to… Kapitan. Dynamika ich relacji na tej linii jest ciekawa i oglądanie reakcji Rogersa na niektóre zagrania Nataszy jest dość zabawne. Oczywiście pod koniec filmu wszystkie jej przykrywki są spalone wskutek zawirowań na szczycie Triskelionu (Siedziba Główna S.H.I.E.L.D. w linii Ultimate), więc musi zmienić swoje modus operandi, za radą Steve’a być może podąży ścieżką prawdy (ta, jasne). Co do samej Scarlett Johansson nie mam wiele do powiedzenia, jej gra była zdecydowanie bardziej stonowana niż Evansa, ale pasuje to do postaci, wiec nie mam się do czego przyczepić. Nadal gra jest satysfakcjonująco i nadal dobrze wygląda w kombinezonie, chociaż, na szczęście, nie gania w nim cały czas, ubierając się wygodnie, stosownie i po ludzku.

Głównym antagonistą w filmie jest (grany przez Roberta Redforda) niejaki Alexander Pierce, którego nazwisko jest znane z komiksów, ale sama postać ma niewiele wspólnego z pierwowzorem, ponieważ jest agentem HYDRY. Jest na pewno lepszym antagonistą od Malekitha z drugiej części Thora, jednak niespecjalnie mnie przekonał do swoich racji, cały czas miałem wrażenie, że był zbyt pełen złudzeń, aby być kimś więcej, niż podstawionym frajerem, podczas gdy za kulisami kto inny pociąga za sznurki. Jest skuteczny, owszem, i Redford nadał mu świetną atmosferę uprzejmego, kulturalnego i absolutnie bezwzględnego sukinsyna, która doskonale się sprawdza od lat. Osobiście miałem nadzieję, że okaże się Czerwoną Czaszką albo Baronem Struckerem, to byłoby ciekawe i stosownie epickie. Ale cóż, mamy co mamy, a to, co mamy jest bardzo poprawne, chociaż nie do końca warte zapamiętania. Ale to już cecha wszystkich antagonistów w MCU.

Jeśli chodzi o występy drugorzędne, mamy całą galerię. Pojawia się Maria Hill, na dość długo by uratować sytuację i posiedzieć przed Bardzo Ważnym Ekranem ™. Pojawia się Nick Fury, ale poza świetną sceną pościgu i zasianiem ziaren nieufności w Rogersie nie robi nic tak epickiego, jak akcja z bazooką z Avengersów. Ale to Sam L. Jackson, więc nawet dość blade sceny potrafi nasycić odpowiednią ilością serowej fajności, wystarczy, że wejdzie w kadr. Pojawia się dwóch antagonistów Kapitana, Batrok the Leaper (scena na statku z początku filmu, rewelacyjna konfrontacja sztuk walki) oraz Brok Rumlow (AKA Crossbones) tutaj grający agenta formacji S.T.R.I.K.E., który ma zwyczaj uśmiechać się jak mucha na widok gnoju i kiepsko kończy (czyżby miał być powracajacym antagonistą? Pierwszym po Lokim? Wątpliwe). Pojawia się agent Jasper Sitwell i, zaskakująco, jest agentem HYDRY. Przyznaję szczerze, że się nie spodziewałem, bo koleś był obecny w MCU od ładnych kilku lat, a w komiksach chyba jest wiernym agentem Tarczy, chyba, że o czymś nie wiem. Z pomniejszych cameo powraca kongresmen, który dissował Starka w drugim Iron Manie. Też jako zdrajca. Ach, no i Arnim Zola już w swojej cybernetycznej formie. Mam nadzieję, że doczekamy się jego występu w formie androida.

No i gwiazda wieczoru, Sokół (Sam Wilson), w tej roli wystąpił Anthony Mackie. Gość całą swoją manierą sprawia, że jestem pewien, że dziesięć lat temu rolę Falcona grałby Will Smith. Co wcale nie ejst wadą w mojej ocenie. Sam Wilson Mackie’go jest bardzo sympatyczną, zdrową psychicznie osobą, która ma przeszłość wojskową i pewne niefajne wspomnienia, jest całkowicie niezwiązany z wielką polityką i stanowi świetny kontrast dla całej reszty ekipy. Włącza się w konflikt, żeby walczyć o to, w co wierzy i nawiązał bardzo szybko bardzo dobry kontakt ze Stevem (świetna scena na początku filmu, gdy obaj mężczyźni ucinają sobie poranny jogging, co zresztą powraca kilkukrotnie w żartach). A jego sceny akcji to czysta poezja. Podczas gdy Kapitan wymiata na twardym gruncie, Sokół wymiata w przestworzach i Stark może co najwyżej filtrować jego spaliny. Jest szybko, jest widowiskowo, kostium w akcji wygląda pozytywnie niewiarygodnie. Osobiście chciałbym, żeby Sokół pojawiał się częściej w MCU, albo we własnej solówce, albo w duecie z Kapitanem. Mocna, fajna postać. Jak młody Will Smith po prostu.

A gdzie w tym wszystkim Zimowy Żołnierz? Cóż, celowo o nim nie pisałem, ponieważ…nie za bardzo jest o czym. Podobnie jak w komiksie, raczej się pojawia i robi zamieszanie, zamiast stanowić gwóźdź programu. Wygląda świetnie (chociaż Ji narzekała, że przez większość czasu nie ma makijażu obiecywanego przez zwiastuny), cybernetyczna ręka zachowuje się wiarygodnie, reagując na EMP, dostosowując ułożenie płatów konstrukcyjnych do sytuacji itd. Jego walka z Kapitanem jest podobnie warta uwagi. Pod koniec filmu dopiero zaczyna mieć stałe wątpliwości co do swojej przeszłości (HYDRA zrobiła mu pranie mózgu, wymazując wspomnienia przyjaźni z Rogersem i operacji wojskowych) i scena po drugich napisach wskazuje na to, że chłopak zaczyna zbierać do kupy informacje i pewnie będzie się jeszcze pojawiać.

Wpis zaczyna się rozwlekać, wiec pokrótce jeszcze o pomniejszych rzeczach, które mi się podobały a potem spróbuje się do czegoś może przyczepić.

Gadżety! Tego mi brakowało, gadżeciarstwa. Inteligentne, wyposażone w awaryjnego CKMa i sztuczną inteligencję auto Fury’ego, cybernetyczna maska Czarnej Wdowy, mordercze przypinki, skrzydlata uprząż Sokoła, wyrafinowane i niewirygodne oprogramowanie. SHIELD-fony z apkami o jakich się NSA nie śniło. Tego mi brakowało. Scenariusz jest, jak wspominałem, napisany z wyczuciem i dobrze balansuje powagę i lżejsze momenty, nie ma aż tyle bezczelnej komedii jak w trzecim Iron Manie albo Avengersach, ale oczywiście są momenty przyjemnego humoru, nie ma obaw, że film zacznie być ponury i dobijający jak kino Nolana. Chociaż zakończenie, tj. rozpiżdżenie S.H.I.E.L.D. w drobny mak żeby pozbyć się HYDRY z szeregów organizacji, Nick Fury znikający z radaru, Steve i Sam idący w swoją drogę, a Natasza w swoją każą zadać pytanie: co dalej. Rozczarowujący serial Agent’s of S.H.I.E.L.D. stanie się po prostu Agents of? Kto odbuduje Tarczę, albo co powstanie w jej miejsce, bo coś powstać musi. Zaiste, pierwszorzędne zamieszanie i zaburzenie status quo.

Próbuję sobie przypomnieć coś, co mnie zawiodło. O nie do końca przekonującym antagoniście pisałem wcześniej, finał momentami nie zgrywał się z dosyć ciasną przestrzennie resztą filmu. Fury’ego było trochę za mało, chciałbym zobaczyć go w akcji trochę dłużej, biorąc pod uwagę, że to jeden z bardziej epickich zwykłych śmiertelników.

Szczerze mówiąc ciężko mi znaleźć coś, co naprawdę psuło mi oglądanie albo z perspektywy niszczy mi opinię o tym filmie. Dostałem to, czego chciałem, w błogosławionym HD i masą fajnych scen. Wyszedłem z filmu w pełni usatysfakcjonowany i nie pamiętam niczego, co by to unieważniło. Nie dam 10\10 tylko dlatego, że ten film niczego najpewniej nie zmieni w tym, jak Marvel robi filmy i już w sierpniu wrócimy pewnie do pół-komediowego, przesadnie epickiego tonu w Strażnikach Galaktyki. Cenię epicki ton, ale będziemy mieć tego dość w Age of Ultron.

9\10 i plusik na zachętę.

 

PS: gdyby tylko trzeciego Iron Mana zrobili tak jak Kapitana…

PPS: scena po napisach przedstawia nam Barona Struckera, jeszcze bez Pazura Szatana (serio) oraz chyba najbardziej oczekiwane postacie od pokazania Rocket Raccoona: Pietro oraz Wandę Maximoff, najprawdopobobiej kontrolowanych w jakimś stopniu przez berło Lokiego, które wpadło w łapska HYDRY.

PPS: wspomnieli otwarcie o Stephenie Strange’u. Podczas seansu prawie krzyknąłem z radości.

Reklamy

One comment on “Szybko o: Kapitan Ameryka – Zimowy Żołnierz

  1. *w żałobie z powodu braku heavy metal panda make-up bo do metalowej ręki tylko metalowy makijaż* http://goo.gl/k0hhTZ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: