1 komentarz

Szybko o: Hobbit: Pustkowie Smauga

Hobbit_the_desolation_of_smaug_ver15_xlgNienawidzę tego filmu. 8\10.

Że co? Że dlaczego? Że jak to? Po spoilery i przydługie zrzędzenie zapraszam do dalszej części wpisu.

TEST ZAWIERA INFORMACJE DOTYCZĄCE FABUŁY!

27 grudnia 2013 z niechęcią w sercu i potrzebą w umyśle wyruszyłem obejrzeć Pustkowie Smauga na wieczornym seansie w kinie, którego reklamować mi się nie opłaca.

Nastawiony byłem krytycznie jeszcze zanim napisy tytułowe pojawiły się na ekranie. Pierwsza część „adaptacji” zaryzykowała i wprowadziła sporo zmian, do większości których nie byłem przekonany, łagodnie rzecz ujmując. Była wspaniała wizualnie (może wyjąwszy wygląd krasnoludów), muzyka jak zawsze wgniatała w fotel, ale swobody w narracji i kreacji postaci balansowały na ostrzu noża. Niestety, moje obawy co do części drugiej zaczęły się pogłębiać, kiedy pojawiły się pierwsze zwiastuny, które jako Hobbita zidentyfikowałem tylko dzięki tytułowi filmiku na YouTube. A potem, cóż, potem zobaczyłem film i byłem bardzo rozczarowany tym, że moje przewidywania się spełniły. Na wstępie zaznaczam: ja nie cierpię tego filmu, ale to moja bardzo subiektywna ocena, jeśli Wam się podoba, to nie czyni Was gorszymi, każdy ma prawo się mylić 😉

Plusy

Zacznę od tego, co mi się wybitnie podobało, żeby potem móc się wesoło popastwić nad tą produkcją. Przede wszystkim strona wizualna jest utrzymana na takim samym, wysokim, poziomie, jakiego przyzwyczailiśmy się oczekiwać od produkcji Jacksona i wytworów WETA Digital. Pająki wyglądają na odpowiednio oślizgłe i odrażające, konfrontacja z Czarnoksiężnikiem jest zrealizowana bezbłędnie (jeśli chodzi o jakość prezentacji), natomiast Smaug naprawdę robi wrażenie (do czasu, ale o tym potem). Można się spierać co do samych projektów, ale ich wprowadzenie w życie jest bezsprzecznie rewelacyjne. Podobnie krajobrazy, które dane jest nam podziwiać robią wrażenie. Mroczna Puszcza cierpi tylko na montażu, Esgaroth jest znakomite, ma klimat wielkiego miasta na krawędzi upadku. Bardzo żałuję, że kompania nie przechodziła przez Dale, ponieważ dałoby to pretekst do ciekawych dialogów i pokazania jakie to miasto kiedyś było. I może nie byłoby kalką Osgiliath z Władcy Pierścieni.

Muzyka niezastąpionego Howarda Shore to więcej tego samego, chociaż niestety w tej części trylogii żaden motyw nie zrobił tak piorunującego wrażenia, jak Misty Mountains z poprzedniego filmu. Będę musiał obejrzeć po raz drugi (niestety) żeby coś wyróżnić. Same dźwięki są poprawne, znów, czeka mnie drugi seans, aby część wątpliwości zweryfikować.

Bilbo jest nadal świetny. Nie wiem, czy to zasługa samego Martina Freemana czy wybiórczego oświecenia scenarzystów, ale naprawdę lubię Bilbo. Jest…zdrowy psychicznie i odważny, a do tego ma naprawdę przyjemne, świetnie zagrane i niewymuszone momenty komiczne. Moment po wsadzeniu krasnoludów w beczki i spuszczeniu ich do rzeki albo delikatna reakcja ma smród z mordy Smauga to świetne, zabawne sceny, które ładnie wpisują się w postać i narrację. Bilbo Freemana to w pewnym stopniu powrót do roli Artura Denta z Autostopem przez Galaktykę, ale takiego Denta, który zachować podejście zwykłego gościa w niezwykłych okolicznościach, ale przestał być bezradnym safandułą. Za Bilbo wielki plus.

Wspomiana już konfrontacja Bilbo ze Smaugiem również zasługuje na pochwały. Podczas rozmowy cały czas coś się dzieje (Bilbo próbuje dotrzeć do Arcykamienia), obaj aktorzy (Freeman i Benedict Cumberbatch jako głos Smauga) świetnie się uzupełniają, pewnie dzięki długoletniej współpracy przy Sherlocku z BBC. Warto zaznaczyć, że w żadnej chwili nie zauważyłem, aby twórcy filmu machali transparentem MAMY CUMBERBATCHA, KOCHAJCIE NAS. Przeciwnie, głos Smauga jest tak zmiksowany, że pewnie fani i fanki aktora wyczują cechy charakterystyczne, ale ktoś, komu jest on całkiem obojętny (jak ja) będzie słyszeć smoka, a nie celebrytę, i za to daję plus.

Zanim zacznę narzekać na dodane i zmienione wątki, muszę przyznać, że podoba mi się to, co zrobiono z Bardem z Esgaroth. Jeśli mnie pamięć nie myli w powieści ma rolę w pewnym sensie wczesnego Aragorna. Tajemniczy mężczyzna, mroczne dziedzictwo, znakomity [tu wstaw klasę postaci]. W filmie…jest człowiekiem. Ma rodzinę, ma przeszłość, ma zawód (przewoźnik\przemytnik), istnieje w społeczności, ma motywacje i ma wrogów. To jest bardzo ważne, ponieważ on przecież ma być zabójcą Smauga, a taki zaszczyt nie może przypaść w udziale tekturowej makiecie człowieka. Jeśli chodzi o samego aktora, Chrisa Evansa (którego widziałem do tej pory chyba tylko w Immortals jako Zeusa) nie mam się czego czepić, jest w porządku.

Minusy

Cholerne szyszkojady! Ekhm, przepraszam. Po wypisaniu tego, co w Pustkowiu Smauga mi się wybitnie podobało przyszedł czas na to, co Mongwardy lubią najbardziej, czyli narzekania na siłę na dobre filmy.

Zacznijmy od tego, co mnie osobiście, jako zdeklarowanego Khazada, drażniło najbardziej, czyli elfy. Cholerne szyszkojady. Już we Władcy Pierścieni Legolas był niewiarygodnie irytujący przez swoją niezrównaną perfekcyjność. Tutaj mamy ich fefnaście, każdy bardziej perfekcyjny od poprzedniego. Pal ich Valaraukarowie, gdyby to sie ograniczało do Mrocznej Puszczy, jakby nie patrzeć to ich plac zabaw, można im dać dyspensę na bycie Mary Sue uniwersum. Ale nie, we wciśniętym na siłę wątku Legolas i jego obiekt westchnień w postaci nisko urodzonej elfki Tauriel wychodzą poza Puszczę, żeby kraść sceny i być perfekcyjnymi w Esgaroth. Ja rozumiem, że elfy są nieśmiertelnymi Pierworodnymi świata i w ogóle, ale bez przesady. To, co Legolas wyprawia w tym filmie zakrawa o kpinę (ale o tym później, przy okazji innego zarzutu). Film powinien się nazywać Hobbit: Elfy ratują wszystko. Jak tak dalej pójdzie to nie bard a jakaś spiczastoucha królewna ustrzeli Smauga. Thranduil wychodzi na zero, ale głównie dlatego, że podobała mi się jego konfrontacja z Thorinem (chociaż ten kawałek, w której okazuje się, że ojcem Legolasa są Dwie twarze z Batmana był słaby). I jak słowo daję, nie mogę się pozbyć wrażenia, że inspirowali się Oberonem z Overlorda.

Trzymając się wątku elfickiego, Tauriel i właściwie cały wątek, który powstał tylko dlatego, żeby nie była token chick aby film był w mniejszym stopniu sausage fest. Szkoda, że wyszliśmy z tego, w moim odczuciu, stratni. Aby osadzić ją w narracji, dostajemy informację, że OberoThranduil przygarnął ją sześć stuleci wcześniej i objął ją swoją opieką. Fajnie, mamy motyw zobowiązania wobec króla i dobroczyńcy. Widzimy również, że Legolasowi bardzo na niej zależy i jest skłonny przeciwstawić się woli ojca aby wyruszyć razem z nią w drogę. Fajnie, mamy wątek romantyczny, w którym dwie postaci z setkami lat na karku zachowują sie jak zbuntowane nastolatki. Niestety, Tauriel nawiązuje silną więź z Filim (albo Kilim, nie rozróżniam ich), zresztą odwzajemnioną silnie przez wspominanego krasnoluda. Fajnie, mamy trójkąt romantyczny, w którym, trzymajcie mnie, bo kogoś zamorduję, w jednym kącie jest KRASNOLUD! Setki lat wrogości między obiema rasami, mało przyjemne okoliczności spotkania (leśne elfy biorą kompanię Thorina jako więźniów)…a co tam. Jest ładny, i ona jest ładna. Muszą zostać przyjaciółmi. Nie szkodzi, że to poprzedza legendarną przyjaźń Gimlego i Legolasa, która miała być pierwszą taką więzią od wielu, wielu lat. Fili (albo Kili…) zresztą i tak nie wygląda jak krasnolud, raczej jak człowiek w skali 0.70. Nawet w filmie komentują, że jest wysoki i ładny jak na krasnoluda. Serio. Pozwólcie, że to jeszcze raz zaznaczę: w tym filmie jest trójkąt romantyczny między Legolasem, Tauriel i Filim (albo Kilim…) i to Legolas jest na straconej pozycji, natomiast elfka i mały człowiek zapominają o setkach lat wrogości na rzecz tego, że są ładni, on jest zabawny a ona, bo ja wiem, bojowa i romantyczna? Ja rozumiem, że wedle dzisiejszych standardów film musi mieć przynajmniej jedną postać żeńską, i nie mam nic przeciwko, ale, do diabła, niech będzie wprowadzona sensownie! Tauriel istnieje w tym filmie tylko jako romantic interest, która przy okazji jest, jak każdy elf, doskonałą wojowniczką (chociaż i tak to Legolas morduje kilka oddziałów orków na własną rękę w kilka minut)

Ten wątek wpisuje się zresztą w mój kolejny zarzut pod kątem Hobbita, czyli zrzyni z Władcy Pierścieni tylko po to, żeby zerżnąć. Otóż po to, żeby Tauriel miała jakieś znaczenia dla fabuły, Fili (albo Kili…) zostaje zraniony w nogę zatrutą strzałą (strzała z Morgul, trucizna która zabije każdego, i tak dalej). Oczywiscie Fili (i Kili…) obaj mają zginąć w obronie poległego w Bitwie Pięciu Armii Thorina, wiec musi przeżyć. Ponieważ Legolas i Tauriel są elfami i muszą kraść sceny innym, dostajemy wręcz perfekcyjną zrzynkę z Drużyny Pierścienia, w której elfka z pomocą ziela athelas ratuje kurdupla zranionego przez [x] z Morgul. Nawet się świeci! Fabularnie scena jest identyczna do tej, w której Arwena ratuje Froda, zmieniła się jedynie scenografia. I tak, athelas okazuje się być lekarstwem na wszystko. Powinni robić z tego tabletki. Inną bezczelną zrzynką jest postać doradcy władcy Esgaroth, który, jak słowo daję, jest dziadkiem albo pradziadkiem Grimy Robaczywego Języka. Tylko mu brwi nie ogolili. Po co tam jest? Cholera wie. Władca Esgaroth, grany przez Stephena Fry sam daje sobie radę w byciu podłą gnidą bez kręgosłupa, po co mu Starscream, nie wiadomo. To są dwie rzeczy, które najbardziej mi zapadły w pamięci, ale pewnie wyłapię kolejne.

Obiecałem, że odniosę się jeszcze do doskonałości elfów, i właśnie teraz to zrobię, przy okazji pisania o scenach akcji. W skrócie, są absurdalnie przekombinowane. Jeśli stosować porównania do gier komputerowych (a takie są nieuniknione), to akcja w tej części wykroczyła daleko poza etap skryptowanych zdarzeń, jak w LotR, i wkroczyła w sferę absurdalnych Quick Time Events. Tyle fortunnych zbiegów okoliczności, tyle głupich, absurdalnie pokazowych momentów (Bombur jako mordercza beczułka to chyba najgłupsza, najmniej pasująca do czegokolwiek scena akcji jaką ostatnio widziałem. A oglądałem Drive Angry z Nicholasem Cagem) nie spotykałem nawet grając Devil May Cry od części trzeciej do nieszczęsnego rebootu. Elfy mają włączony permanentny god mode, aim assist i odblokowały wszystkie możliwe combosy. Gdyby ktoś zrobił grę na podstawie filmu w której gra się elfami, model walki opierałby się na tym z Batmanowych gier z „Arkham” w tytule.

Skoro przy przekombinowanych scenach akcji jesteśmy, w tę samą kategorię wpisuje się konfrontacja krasnoludów ze Smaugiem. Chociaż Smaug vs Bilbo to miodzio, kiedy do gry dołącza Thorin z ekipą dostajemy skryptowany boss fight, który trwa, i trwa, i trwa, pełen fortunnych zbiegów okoliczności i pomocnej architektury przestrzeni. Aż się człowiek zastanawia, dlaczego podczas ataku Smauga na Erebor i Dale nie wpadli na to, żeby tak sobie z nim poradzić. Czasu mieli prawie tyle samo. A pomysł utopienia Smauga w złocie…był ciekawy, owszem, ale…ta bestia zieje ogniem, który topi skały. Naprawdę sądzili, że trochę stopionego złota zrobi na nim wrażenie? Kwestie konwekcji cieplnej przy okazji unikania płomieni smoka pomijam, bo nie spotkałem żadnego filmu, który by tego pilnował.

Z innych rzeczy, które mi nie pasowały…Orki ninja. Myślałem, że to elfy są mistrzami skradania, ale, cholera jasna, cały oddział orków bez problemu przedostaje się w pobliże jednego ze punktów dostępu do twierdzy leśnych elfów i z zaskoczenia atakuje szyszkojady i krasnoludów, potem ten sam oddział biega po dachach Esgaroth jak gdyby nigdy nic. Gdyby chociaż pokazano, że eliminują po cichu strażników, ale nie! Po prostu są i tyle. Puf, ork, o kurde. A warto zaznaczyć, ze orki są tutaj równie wszędobylskie co elfy, więc jeśli ktoś ma coś przeciwko obecności uruk w filmie, to bardzo mi przykro. Ba, dostajemy całą scenę wymarszu z Dol Guldur, która wygląda jak dziecko wymarszu z Orthanku i wymarszu z Minas Morgul, brakuje tylko szalonego maga albo Nazgula. Mamy nawet uwięzionego Gandalfa. Yay.

Skoro już siedzimy w Dol Guldur…to co napiszę już na pewno uznacie za czepianie się na siłę, ale nie podobała mi się magia jakiej używał Gandalf. We Władcy Pierścieni jego magia miała siłę, ale jednocześnie rozmywała się delikatnie na brzegach, była w sumie jak skondensowany blask. Tutaj…dostajemy pola siłowe. Wyraziste, konkretne krawędzie, wygląd bąbla energetycznego. Szkoda. Walka z mrokiem Saurona byłaby o wiele ładniejsza i bardziej znacząca, gdyby zamiast pola siłowego Gandalf emanował silnym blaskiem. Ale to moje czepianie się. Podobnie czepiać się muszę pewnej rzeczy w prezentacji Saurona. Chociaż pomysł, aby zarysować go jako ognistą sylwetkę uważam za świetny, zrobienie z tego fraktalu było już post-Incepcyjnym przegięciem.

Kończąc już narzekanie na decyzje, które nie pasują mi arbitralnie, wspomnę tylko szybko o paru rzeczach.

  • Beorn. Nie dość, zę wygląda jakby sie urwał z Planety Małp, to jeszcze na siłę dodali mu tragiczny wątek, jak to orki z Gór łapali jego lud i wykorzystywali jako rozrywkę, patrząc jak zmieniają formę, a sam Beorn jest ostatnim przedstawicielem rasy i nosi nadal bransoletę po kajdanach, pokazując, ze sam był niewolnikiem. Naprawdę potrzebowaliśmy tego, aby wiedzieć czemu ktoś nienawidzi orków?
  • Azog i Bolg i ich teoretycznie wielka rola w całej narracji filmów. Marginalni antagoniści w powieści, których wpływ na fabułę był naprawdę minimalny tutaj urastają do rangi Smoka, Azog dla Saurona, Bolg dla Azoga. I chociaż często są obecni na ekranie…i tak ich faktyczny wpływ na cokolwiek i tak jest znikomy.
  • krasnoludy nadal wyglądają jak ludzie w skali 0.70. Wiem, trudno, żeby to zmieniono od ostatniego filmu, ale…to i tak drażni
  • Radagast, którego równie dobrze mogłoby nie być i bezcelowa próba podjęcia reverse psychology przez Gandalfa. A raczej bezcelowy w tej części, ale zostanie zrealizowany w trzeciej
  • [PS] Zakończenie. Smaug odlatuje w stronę Esgaroth, Bilbo rzuca klasyczne „Co myśmy uczynili…” i…koniec. Pierwszy film zakończył swój wątek czystym cięciem. Jeden etap podróży zakończony, czas na kolejny. Dwójka kończy się zupełnie bez stylu. To ucięcie akcji w połowie eksplozji, albo kiedy kula z pistoletu jest o centymetr od głowy postaci. Chcecie więcej? POCZEKAJCIE ROK I DAJCIE MI WIĘCEJ PIENIĘDZY! Być może osoby, które oglądają seriale są przyzwyczajone do takich zagrywek, ale dla mnie to było zagranie poniżej pasa.

Co do innych zastrzeżeń, będę musiał sięgnąć potem do dodatków i zweryfikować, ale o ile mnie pamięć nie myli, Gandalf doskonale wiedział, po co wysyła kompanię Thorina aby zarżnąć Smauga i plan ataku na Dol Guldur w dużym stopniu od tego zależał. Gandalf traktował całą wyprawę jako środek do osiągnięcia celu, i chociaż nie chciał śmierci krasnoludów ani Bilbo, to nie było nigdzie mowy o tym, ze „posłał przyjaciół na śmierć” ani czegoś takiego, wiedział co robi. Ale przecież nie można pokazać Gandzialfa jako szachmistrza, który walczy o przetrwanie Śródziemia, bo to by czyniło go moralnie szarym… Hmm…Gandalf i szarość…ciekawe.

Tak czy siak, ten ostatni akapit jeszcze zweryfikuję, tym bardziej, że będę drugi raz oglądać film, więc… stay tuned. Albo nie, Wasza wola 😀

Na czy polega Witz?

Cały Witz polega na tym, że…te moje narzekania nie maja większego znaczenia. Mnie to wszystko drażni, ponieważ oczekiwałem przynajmniej próby zrobienia wiernej ekranizacji, podczas gdy Pustkowie jest jeszcze mniej wiernej tekstowi źródłowemu niż część pierwsza. Ale widzę, że to śliczny, profesjonalnie i z sercem stworzony film, który wart jest na pewno mocnej ósemki. Ja go nienawidzę, za to wszystko co ma a nie powinien mieć i to wszystko, czego nie ma, a powinien, ale to nie przeszkadza mi dostrzegać jego zalet jako filmu po prostu. Jeśli nie znacie powieści, albo jesteście w stanie zignorować wszystkie odstępstwa i dodane wątki, zapewne pokochacie Pustkowie Smauga. Gdyby pozmieniać wszystkie nazwy i nie udawać, że to jest na podstawie powieści Profesora, prawdopodobnie ja również bym ten film bardzo polubił. A tak…cóż…

8\10 jako film

co najwyżej 4\10 jako ekranizacja

Mongward out.

Reklamy

One comment on “Szybko o: Hobbit: Pustkowie Smauga

  1. […] Freeman. Wiem, że powtarzam się po poprzedniej recenzji, jednak nie jestem w stanie krytykować ani Bilba, ani Freemana w tej roli. Obsadzenia Artura Denta […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: