Dodaj komentarz

Szybko o: Thor 2: Mroczny Świat

thor the dark world posterDzisiaj (16.11.2013) poszedłem ze znajomymi na drugiego Thora. I chcę pójść jeszcze raz. Tak, drugi Thor podoba mi się jako film na tyle, żebym chciał go zobaczyć jeszcze raz w sali kinowej. Może i mam zły gust, ale lubię popcorn-munchers dobrze pokazane. To tyle na temat wersji „tl;dr”. Po więcej, mocniej, szybciej…ekhm, miałem na mysli spoilery, niezbyt dogłębną analizę oraz uzasadnioną ocenę, zapraszam do dalej części wpisu.

(dla tęskniących za minireckami odcinków Agents of SHIELD: kiedyś może przyjdą, jeśli serial przestanie mnie nudzić).

TEST ZAWIERA INFORMACJE DOTYCZĄCE FABUŁY!

Film zaczyna się, jakżeby inaczej, narracją Odyna Wszechojca, wyjaśniajacego w kilku zdaniach kto jest w tym tygodniu antagonistą. Mroczne Elfy, bla, bla bla, Eter, bla, bla, zniszczyć wszechświat, bla. Nic specjalnie odkrywczego, dostajemy standardowy zestaw „Prastare zło się budzi i wraca do kiepsko motywowanej rozwałki w imię nudy”. Jak zapewne można zauważyć, korzeni konfliktu można się upatrywać przede wszystkim w zagraniach fabularnych, które stały się stare dwadzieścia lat temu, ale szybko się o tym zapomina i kupuje komiksowo naciąganą historię.

Okazuje się, że Loki nadal uważa, że niczego złego nie zrobił, troszkę pyskuje Odynowi i trafia do przezroczystego więzienia, bo napalone nastolatki nie zniosłyby widoku jego paszczy zasłoniętej choćby najdelikatniejszą kratą, zamiast tego dostajemy pole siłowe nadające jego niebiańskiej twarzy magii i charyzmy </sarkazm>. Tak, zbijam się, ponieważ tego typu więzienia są czymś potwornie zgranym, ale przy całej mojej niechęci do Lokiego w pierwszym Thorze oraz w Avengersach (odpowiednio: stereotypowy knujący antagonista z kompleksami oraz najbardziej niedolny worek do bicia w historii filmów superbohaterskich) Hiddleston i scenarzyści dali radę na tyle, że tego oślizgłego patafiana nawet polubiłem. Ale o tym później.

W drugim punkcie, widzimy jak Thor, Sif i Wojowie Trzej (Fandral, Hogun i Volstagg) zajmują się eliminowaniem najeźdźców na [tu wstaw nazwę jednego z dziewięciu światów]. Scena jest dość krótka, dość widowiskowa i w gruncie rzeczy służy tylko temu, żeby każdy świeżak zobaczył, do czego służy Mjolnir. A służy na przykład demolowaniu nędznej namiastki Kronanina (nie był to raczej Korg znany z komiksu Planet Hulk ale na pewno był Kronaninem, głupim, bezmózgim, ale Kronaninem).

W wątku numer trzy, Jane Foster i Darcy (tak! Darcy wróciła i nadal służy jako głos przynajmniej części widowni w różnych sytuacjach, od komentowania jakim to ciachem nie ejst ten czy inny po robieniu za cockblocker kiedy Thor i Jane zbierają się do pocałunku. Tak czy siak, Darcy rządzi) znajdują artefakty GLaDOS, czyli portale, dodatkowo zaburzające odczyty grawitacyjne.

Jak już wspomniałem, fabuła niczym nie zaskakuje, i tak naprawdę w przeciągu piętnastu minut każdy, kto widział chociaż trzy zwiastuny domyśli się, jak będzie przebiegać reszta filmu. I to nie jest wcale tak złe, jak mogłoby się wydawać. Widz świeży, nienaruszony znajomością klisz będzie mieć tylko odrobinę więcej frajdy niż ktoś, kto wie, jak dany wątek się zakończy. A to wszystko jest zasługą bardzo wartkiej akcji i świetnie napisanego scenariusza.

Pierwszy Thor cierpiał na dłużyzny i drętwe dialogi. Cierpiał potwornie, i jakkolwiek szanuję wizję i twórczość Kennetha Brannagh, Thor 1 mu nie wyszedł i już. Dwójka dostała się w łapki człowieka odpowiedzialnego za Grę o Tron, i widać, ze facet lepiej poczuł, jak zrobić ten film.  Rozmowy Thora i Lokiego są naprawdę zabawne, ale podszyte nieufnością zainspirowaną wydarzeniami z poprzednich filmów. W pewnym momencie zaczęły mi się kojarzyć trochę z 48 Godzin z Eddiem Murphym: skazaniem wyciągnięty z pierdla żeby pomóc Temu Dobremu w zadaniu, przy czym obie strony nie szczędzą sobie docinków. Rewelacja, chociaż raczej mało mająca wspólnego z rzeczywistością komiksów. Podobnie relacje Lokiego z Panią Sif, Jane Foster czy Volstaggiem, każdy trzyma go na odległość miecza lub plaskacza, ale biorą wzgląd na to, że jest im potrzebny.

Sam Asgard jest prześliczny. Cieszę się niezmiernie, że wreszcie dane nam było zobaczyć coś więcej niż Bifrost i salę tronową. Asgard w Mrocznym Świecie żyje, mieszkańcy jedzą i piją razem z ich bohaterami, żołnierze ćwiczą na dziedzińcu, a Thor czy Odyn nie paradują cały czas w ceremonialnym bądź bojowym rynsztunku. Asgard stał się miejscem, a nie makietą. Pomogła w tym zdecydowanie lepsze, ładniejsze CGI, nieporównywalnie lepsze, niż w części pierwszej. Wygląda dość dobrze, by chcieć w nie uwierzyć i dość baśniowo, by nie kazać zabrać niewiary z wieszaka.

Jeśli chodzi o zwroty akcji, to większość skupia się wokół iluzji, i o ile w pierwszym filmie i w Avengersach było ich stosunkowo niewiele, tak w Mrocznym Świecie się od nich roi. Jest to dobre o tyle, że większość widzów już i tak wie, że Loki jest mistrzem iluzji, ale mało kto się spodziewa, że Frigga, żona Odyna i przybrana matka Thora i Lokiego była jego nauczycielką. Bardzo mi się podobało, że film nie cierpi na obecność deus ex machina. Iluzje stanowiące zawiasy na których opiera się fabuła w wielu miejscach są silną częścią narracji i nigdy nie ma się wrażenia, że zostały wyjęte z sapkowskiej rzyci. Z drugiej strony, ich duża ilość oznacza, że uważny widz będzie ich oczekiwać na każdym kroku, więc ostatnia sztuczka Friggi, Loki odcinający dłoń Thora czy udający Odyna pozbawione są wrażenia „Wow, powinienem był się tego spodziewać, ale i tak jestem zaskoczony” a, przynajmniej w moim wypadku jeszcze przed ujawnieniem oszustwa myślałem „Loki, książę kłamstw, mistrz iluzji. Nieźle, ciekawe, kiedy się zorientują”.

Sceny akcji są dynamiczne, czuć potęgę, jaką Malekith oraz Thor mają w swoim władaniu. Począwszy od kraterów i fal uderzeniowych z każdego zwarcia, po poruszanie się z prędkością, która sprawia, że samochody są ciągnięte za Thorem przez aerodynamiczne mumbo-jumbo. Mjolnir robi zacną rozpierduchę, chociaż w nawale uderzeń brakowało mi piorunów. Nie można mieć wszystkiego.

Film też w pewnym zakresie poszerza uniwersum filmowe Marvela. Pojawił się drugi w kryształów nieskończoności (czerwony, więc to najwyraźniej kamień Mocy), zostało jasno powiedziane, że Tesseract był również kamieniem nieskończoności, chociaż nie jestem pewien, czy miał odpowiadać za Przestrzeń czy Umysł. Kolekcjoner, któremu za pośrednictwem Sif i Volstagga powierzony zostaje kryształ wspomina jasno, że wiadomo o dwóch, zostało jeszcze pięć, czyli Marvel nie pozwala nam zapomnieć o Thanosie. Nawiasem mówiąc, Loki musi być nadal pod wpływem Szalonego Tytana, ponieważ udaje Odyna (nie wiem, gdzie ten stary dziad się podział, nie wyjaśniono tego jeszcze nijak), a kto jak nie „Odyn” byłby w stanie wydać polecenie przemieszczenia części składowej Rękawicy Nieskończoności? W drugiej kolejności, widzimy kilka innych światów z wielkiej dziewiątki, prawdopodobnie scenę wiążącą Thora 2 z Agents of SHIELD, widzimy jak asgardzka magia pokrywa się z ludzką nauką i parę innych pierdół, które mi umknęły, a pomagają tworzyć filmowe uniwersum.

Cięzko mi znaleźć coś, co przeszkadzałoby mi oglądać film. Prawdę mówiąc, akcja była tak wartka i tak dynamiczna, że nawet nie zauważyłem, kiedy film się zdążył skończyć i czekałem na sceny po napisach. Są dwie, najpierw po napisach fikuśnych, potem po zwyczajnych. Ji narzekała, że Frigga nie umarła i oddychała kiedy orzekli zgodnie, że zejszła była z tego padołu łez, parę rzeczy było boleśnie oczywiste zanim się wyjaśniły… Mógłbym się czepić tego, że postacie są w umiarkowanym stopniu wierne komiksom, ale zdaję sobie sprawę z tego, że film tworzy swoje własne uniwersum, a akurat w Thorze nie ma nikogo irytującego na tyle, żebym chciał ich wywalić z narracji (w przeciwieństwie do filmowego Tony’ego Starka). Antony Hopkins zawodzi jako Odyn, niestety. Brak mu prezencji, aby grać Wszechojca i jest to boleśnie widoczne, jest mały, zmęczony, stary. Nie pasuje na kogoś, kto włada kosmiczną energią i rządził twardo i mądrze (chyba) od kilku tysięcy lat. [edit zone] Warto też ponarzekać na to, co zrobili z Erikiem Selvigiem, astofizykiem znanym z pierwszego Thora oraz Avengersów, który w tym filmie pojawia się pierwszy raz jako szurnięty pajac biegający nago po Stonehenge ze sprzętem (naukowym) w ręku. Szkoda, że zepsuli postać, która mogła mieć poważny i ponury kryzys po wydarzeniach z Mścicieli i zamiast tego zrobili z niego pośmiewisko. Co do Darcy i jej praktykanta (tak, wiem, dla mnie to też było głupie i na siłę), cóż, jakkolwiek lubię tę postać i uważam ją za zabawną, to jest właściwie bezużyteczna i ten humor nie każdemu podpasuje. Jej praktykant (Ma na imię Ian) idzie twardo w jej ślady pod tym względem.

Podsumowując, Thor 2 jest filmem klasy Pacific Rim. Klisze kiedy się pojawiają, są traktowane z miłością i pełną świadomością tego, że każdy je zna na wylot, postacie da się polubić i dobrze słucha się ich rozmów i nikt nie ma wątpliwości, kto jest głównym złym. Brakuje głębi psychologicznej, przesłania, podniosłego tonu. To wszystko mamy w filmach DC. Marvel? Marvel ma to gdzieś, oni chcą, żeby ich filmy dostarczały przyjemnej, nieangażującej intelektualnie rozrywki, która ma sprawić, żeby widownia się śmiała, dopingowała i co jakiś czas rzuciła „ooooh, oh no you didn’t”.

Daję Thorowi 2 8,5\10. Świetna rozrywka, świetnie zrealizowany od strony wizualnej, napisany z ikrą i przyzwoicie zagrany. Do lepszej oceny brakuje głębszej myśli i mniej spodziewanych zwrotów akcji, jednak sądząc po tym, co zrobili z Iron Manem 3 może lepiej nie narzekać.

Mongward out.

PS: zastrzegam sobie prawo do zmiany oceny w miarę zapominania o tym, jak dobrze bawiłem się oglądając film. Możliwe, że przejrzę na oczy kiedy spojrzę na produkcję z perspektywy 😛

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: