3 Komentarze

Krótka rzecz o odniesieniach w humorze.

Kontynuując wątek humoru na sesjach i w tym, co z siebie wypluwamy w sytuacjach wszelakich, chcę poruszyć lekko problem odwołań do (pop)kultury, do użycia których możemy być skuszeni. Któż w końcu nie doceni klasycznego „I’ve got a bad feeling about this” w czasie rozgrywania jakieś space opery, albo dźwięcznego „ŁYCHA!” kiedy postać komuś ma zamiar przywalić szpadlem. O odwołaniach do Monty Pythona już nawet nie ma co wspominać, bo to standard i można by pomyśleć, że jeśli ktoś chociaż raz w ten sposób nie zażartował, to nie wie, co to humor. Dowcip polega na tym, że odwołując się do popkultury możemy stworzyć więcej problemów, niż dostarczymy uciechy innym.

Podstawowym problemem jest to, czy użyty cytat do kogoś w ogóle dotrze. Dopóki czytamy, lub gramy w coś polskiego, nie ma większego problemu, oczywistym jest, że autor nie użyje odniesień, które będą nie do wychwycenia dla czytelnika, który dysponuje przynajmniej wiedzą na poziomie, który powinno zapewniać liceum (zakładając oczywiście, że mamy do czynienia ze zwykłą beletrystyką, a nie tekstami pretendującymi do literackiej nagrody Nobla). Zabawa zaczyna się, kiedy bierzemy się za coś zachodniego: angielskiego bądź amerykańskiego najpewniej. Co bardziej przyjazna humorowi beletrystyka i potencjalnie gry będą usiane odwołaniami do Czarnoksiężnika z Krainy Oz, Narzeczonej dla Księcia (Princess Bride) czy nawet dzieł Szekspira, które przelecą nad głową czytelnika na takim samym poziomie edukacji, co odbiorca z rynku rodzimego. Odwołam sie tu znów do moich ukochanych Dresden Files. Harry jest typem osoby, która wciśnie cytat popkulturowy (i nie tylko, bo widzieliśmy, że cytował Szekspira i Lewisa Carolla, a jedna z jego ulubionych fraz, things that go bump in the night nie ma źródła w popkulturze) gdzie tylko może, wiec dla uważnego i oczytanego\o-oglądanego i osłuchanego czytelnika czytanie jego wypowiedzi i myśli jest jak wycieczka po muzeum cytatów. Uważam się za względnie ogarniętego odbiorcę, i nawet jeśli bardzo, bardzo wielu rzeczy jeszcze nie czytałem, to mam ogólne pojęcie na tyle, żeby wiele rzeczy wyłapać.  Tak uważałem, dopóki nie zobaczyłem wpisu o Shout Outs w Dresden Files na TvTropes.  A przecież, z całym szacunkiem dla Butchera, Dresden to książka do pociągu, albo na leniwy wieczór z napojem wedle własnych preferencji. Jest wycelowany w inteligentnego czytelnika, który chce się odprężyć, a nie literaturo-\kulturoznawcy, który żyje dla intertekstualności i pisania esejów o kulturowym znaczeniu zaimka zwrotnego w monologu jakiejś pomniejszej postaci w niszowej książce. Sam dopiero niedawno w Changes wyłapałem odniesienie do Princess Bride, które prawdopodobnie było oczywiste dla amerykańskiego odbiorcy. Podobnież, Monty Pythona zna każdy, zwłaszcza święty Graal jest szanowany, ale już cytaty z Czarnej Żmii przypuszczalnie byłyby niedocenione, nie mówiąc już o mniej znanych u nas programach czy filmach. Nawet, diabli, wspomniany Szekspir, chociaż przynajmniej Makbet i Hamlet są, a przynajmniej za moich czasów były na liscie lektur w liceum, a jednak poza „Być albo nie być” i wariacji wszelakich niewiele się widuje odniesień. Trzy wiedźmy się liczą pośrednio, bo motyw Park (Parek? Chodzi o mitologiczne Parki\Mojry, trzy siostry zawiadujace ludzkim losem) był obecny w kulturze od wieków. Lady Makbet może być określeniem przebiegłej megiery, ale już o cytaty łatwiej u zachodnich twórców. Chociaż można założyć, że jeśli się rymuje archaicznie, to Szekspir. Yeatsa albo Joyce’a też sie daje znaleźć, ale chyba nie są tak medialny jak nasz ukochany William Pentametr Jambiczny Szekspir.

EDIT: Tutaj zapomniałem wspomnieć o znaczącym problemie, który się wiąże z rozbieżnościami kulturowymi: grajac kampanię osadzoną w, dajmy na to, Stanach Zjednoczonych nie ma miejscu byłoby cytowanie Mickiewicza, Sienkiewicza albo jakiegokolwiek innego -icza, polskich klasyków (niestety, cytaty z Seksmisji odpadają) i tak dalej, chyba, że koncepcja postaci na takie zagranie zezwala. Skutkiem tego gracz z kraju A grający postać z kraju B ma na wejście utrudnione życie, bo ma ograniczoną ilość odniesień, które może wykorzystać i sam wyłapie tylko pewien procent odniesień używanych przez graczy natywnych.

Drugim problemem, natury raczej strukturalnej, niźli intelektualnej, jest to, czy żart sam z siebie ma prawo bytu, nawet zakładając, że nikt nie zorientuje się, że kogoś cytujemy. Innymi słowy, co ma większe znaczenie, kontekst czy materiał źródłowy. Na jednej sesji Wilkołaka: Odrzuconych moja postać znalazła się o kilka metrów od wybuchu bomby i widowiskowo przeleciała na drugą stronę ulicy, z pogruchotanymi żebrami i kawałkami szkła w ciele. Na pytanie innej postaci, jak się czuje, z powagą w głosie i lekceważeniem w oczach Sahid odparł ” ’tis just a flesh wound” co miało o tyle sensu, że faktycznie był mocno poobijany i żaden człowiek by tego nie przeżył, ale jako wilkołak zaczął dochodzić do siebie bardzo szybko i kwadrans potem był gotowy na kolejne urocze dowcipy zabójczego MG. Z drugiej strony, stwierdzanie „Mam co do tego złe przeczucia” co piętnaście minut, albo w sytuacji, która tego nie uzasadnia czyni dowcip wymuszonym i słabym. Jeśli wypowiedź może obronić się sama, a to, że jest odniesieniem do czegoś tylko pomaga, wiesz, że jesteś na właściwej drodze.

Z tym powiązany jest kolejny problem. Czy żart ma prawo bycia w świecie przedstawionym, a przez to, czy adresatem mogą być jedynie inni gracze, czy także ich postacie. Przywołując ponownie przykład z Wilkołaka, cytat z Pythona miał prawo dotrzeć do graczy i postaci, ponieważ Świat Mroku jest nadal naszym światem i można założyć, że powstają te same filmy i te same książki. Te same gry i ta sama muzyka. Pewnie, będzie kilka dodatkowych, jeśli wymagane są dla fabuły, jednak fakt pozostaje faktem, ze jeśli na początku gry nie umówi się, że gramy w świecie bardziej alternatywnym, niż równoległym, więc i popkultura jest całkiem inna (przypomina mi się ten sceencap z drugiego bodajże Jurassic Parku, z Ahnoldem Guberminatorem w ekranizacji Króla Leara), to odwołania powinny być, jak to mówią angole fair game. Z drugiej strony, jeśli żart jest czymś, co wyłapią tylko gracze, natomiast sam cytat całkiem nie pasuje do settingu, jest źle. Nie powinno się bezczelnie cytować Szekspira w sesji Gwiezdnych Wojen albo rzucać „Yippee-ki-yay madafaka” w sesji osadzonej w realiach bezsprzecznie fantasy, z trollami, smoka i m(e)chem na drzewach. Nawet w ramach żartów w jednym uniwersum, trzeba strzec się anachronizmów. Grając w jakąś grę osadzoną przed drugą połową dwudziestego wieku nie możemy cytować Władcy Pierścieni, a jakby komuś uwidziało się cytować Arystotelesa w sesji osadzonej przed trzynastym wiekiem byłby zapewne albo Arabem albo kimś, kto ma Kościół głęboko gdzieś, ponieważ dzieła Arystotelesa były zakazane (random trivia for Tuesday).  [najwyraźniej zrobiłem solidny błąd. Zamiast wycofać się rakiem, pozostawię to ku przestrodze i pohańbieniu -Mongward]

Podsumowując, wygląda na to, że humor jest czymś o wiele trudniejszym do wprowadzenia niż się początkowo wydaje i im bardziej się nad tym zastanowić, tym więcej problemów się pojawia. Bez wstydu przyznam się, że każdy z trzech grzechów popełniałem z upodobaniem, premedytacją i brakiem względu na osoby innych graczy i przy najbliższej okazji uczyniłbym to ponownie. Wiem jednak że grzeszę, i ten brak skruchy sprawi, że kiedyś trafię do piekła dla kiepskich graczy. A tymczasem, powieszę sobie nad łóżkiem tabelkę z trzema przykazaniami używania popculture references:

1. Będziesz mieć wzgląd na przejrzystość odniesienia.

2. Będziesz mieć wzgląd na kontekst sytuacyjny.

3. Będziesz mieć wzgląd na realia.

I tym optymistycznym akcentem sie z Wami na dzisiaj żegnam.

Mongward out

Reklamy

3 comments on “Krótka rzecz o odniesieniach w humorze.

  1. ” jakby komuś uwidziało się cytować Arystotelesa w sesji osadzonej przed trzynastym wiekiem byłby zapewne albo Arabem albo kimś, kto ma Kościół głęboko gdzieś, ponieważ dzieła Arystotelesa były zakazane”

    Nie pokiełbasiło Ci się coś? Znalazłem coś odwrotnego: „od roku 1209 wychodziły zakazy kościoła dotyczące czytania i propagowania dzieł Arystotelesa. „

    • Poza tym, co to wogóle znaczy zakazane? W Index Librorum Prohibitorum nie widzę nic Arystotla.

      • Głowy sobie za to uciąć nie dam, ale i z jednych zajęć pamiętam i na (plaga na mój dom i potencjalnych potomków) wikipedii widzę to samo, że dopiero Suma Teologiczna Tomasza z Akwinu zdołała pogodzić w pewnym zakresie Arystotelesa i idee Kościoła, po tym, jak prace Greka zostały dzięki nowym tłumaczeniom poznane lepiej i weszły na cenzurowane. Nie jestem historykiem, ale staram się w miarę możliwości sprawdzać, co piszę. Jeśli coś pomieszałem, tkwię z głębokim błędzie i po raz kolejny wyszedłem na ignoranta, zamienię analogię na inną i posypię głowę popiołem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: