Dodaj komentarz

To snark or not to snark, that is the question.

Humor to trudna rzecz do wprowadzenia w narrację. Bardzo trudna. Gdyby było inaczej, w filmach, książkach, grach nie dostawalibyśmy tyle żartów słabych, złych lub zwyczajnie obrażających naszą inteligencję lub zmysł estetyczny. O humorze kontrowersyjnym wspominać, przynajmniej tutaj, nie będę, bo to materiał na inną notkę, jeśli już miałbym się tym zajmować.

Gdyby nie było mało, że bardzo łatwo stworzyć w narracji kiepski żart, dochodzi do tego problem niekompatybilności niektórych typów humoru z medium. Slapstick zdaje egzamin w mediach wizualnych, ale napisanie sceny z dobrym slapstickiem w narracji literackiej jest bardzo trudne, ponieważ element zaskoczenia łatwo można zgubić. Podobnie jest z humorem w tle. Wpadka Szturmowca z Nowej Nadziei, który nadział się na nisko umieszczona krawędź drzwi (tutaj można to obejrzeć) nie byłby w połowie tak śmieszny, gdyby został opisany w książce, ponieważ wtedy ściągnąłby na siebie uwagę w tej scenie. Można i tego uniknąć, mimochodem wspominając nie tyle o wydarzeniu, co jego skutkach,  jednak ten trick szybko stałby się nudny. Czasami humor fizyczny potrzebuje dłuższego zarysowania akcji. Scena z indykiem w Blood Rites Jima Butchera zdała egzamin, ponieważ chociaż efekt był bardzo losowy i nieprzewidywalny, był cały czas mocno osadzony w narracji, a nie pojawił się jako Comoedia Ex Machina dla chwilowego rozładowania napiętej sytuacji. Tekst wymaga dłuższego komentarza. Można napisać poślizgnięcie się na skórce od banana w taki sposób, że zapisze się to pozytywnie w pamięci czytelników, ale potrzeba do tego odpowiednio zbudowanej sceny. To samo zdarzenie w medium wizualnym nawet użyte bez sensu ma szansę u wielu widzów wywołać chociaż stłumione parsknięcie.

Z kolei humor werbalny w różnych przejawach, od sarkazmu, przez żarty językowe (z którymi kultura popularna ma love-hate relationship) ma o wiele większą siłę przebicia w tekście, niż w filmie. Tak jak media wizualne (będę tego używać w kółko chyba) kładą akcent na to, co widać i na to, co się dzieje, tak teksty są lepsze w narracji myśli i rozmów i przyciąganiu do nich uwagi. Pewnie, na filmie usłyszymy jakiś zabawny komentarz, dobry dowcip, ale produkcja leci dalej, z reguły dając tylko chwilę na docenienie humoru, zanim trzeba popchnąć akcję do przodu. Książka czy komiks (o tym za chwilę) dają możliwość dłuższego „wchłaniania” żartu, stawia go na piedestale i pozwala się nim napawać ile kto chce.

O humorze można rozmawiać długo i zawzięcie, można przytaczać wyniki badań, statystyki i pewnie jakieś badania neurologiczne, bo czemu nie. Ale to wszystko psu na budę zdatne, jeśli nie ma to jakiegoś praktycznego zastosowania, i w tym momencie dochodzimy do faktycznego celu mojego napisania tej notki.

Jestem przypadkiem beznadziejnym, jeśli chodzi o żarty. Zarówno, jeśli chodzi o moją skłonność do puns i zjadliwych komentarzy, oraz jeśli mówimy o jakości tychże. Kiedy erpegowałem aktywnie, potrafiłem tym rozwalić scenę. Kiedy potrafiłem jeszcze pisać, używałem jedynie humoru werbalnego, w ilościach, które nawet mój kumpel o podobnych tendencjach uważał za szkodliwe dla zdrowia i niebezpieczne dla społeczeństwa.

Tak jest najłatwiej, najzwyczajniej w świecie. Żeby podczas sesji stworzyć fundamenty dla innego humoru z reguły potrzeba współpracy między graczem a MG, lub chociaż graczem a graczem, ponieważ potrzebna jest interakcja z otoczeniem albo innymi postaciami na scenie. Przygotowanie dowcipu zawczasu nie jest niemożliwe, ale wtedy to humor nie dla wykonawców, a pozostałych graczy. Można próbować z biegu, ale jeśli MG\inny gracz nie wychwyci intencji i nie pomoże, nic nie wyjdzie. Humor oparty o odwołania do (pop)kultury jest polem minowym i w znacznej mierze zależny od lokalizacji. (o problemach z tym typem dowcipów też napiszę oddzielną notkę), a każdemu się w końcu znudzą zabawy słowne z Monty Pythonem. Biorąc to pod uwagę, zjadliwe komentarze są opcją wymagającą najmniej wysiłku, zwłaszcza, jeśli ktoś nie ma żyłki aktorskiej.

Jest to dla mnie dość spory problem, bo będąc wychowany na filmach z Brucem Willisem i kreskówkach ze Spidermanem (a ostatnimi czasy pochłaniam Dresden Files Butchera) źle czuję się w settingach, gdzie bohaterska pyskówka i humor nie pasują. Świat Mroku jest dla mnie ponurym i mało pociągającym miejscem, i gdyby to ode mnie zależało, powyciągałbym temu czy innemu splatowi kij z dupy i wbił mu tym kijkiem humor do głowy. Z kolei mroczny świat Warhammera 40k wcale nie jest ponury, ale ceni czarny humor, a sarkastyczny dystans wydaje się być jedyną metodą na pozostanie przy względnie zdrowych zmysłach.

Oczywiście rozumiem, że niektóre momenty wymagają powagi. To naturalne. Jednak humor w najlepszym wydaniu jest metodą, by spojrzeć z dystansu na problem, „spójrzcie jakie to absurdalne”. Problemem nie jest, moim zdaniem, gdy jedna czy dwie postacie próbują wprowadzić humor do napiętej sytuacji, bo to daje szansę reszcie graczy, aby zachować powagę (przynajmniej in-character) i pokazać relacje w drużynie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy (w poważnym systemie) cała drużyna zaczyna nabijać się z chudych nóg czarnoksiężnika, który właśnie ze swoją armią nieumarłych idzie zdobywać stolicę. Wybaczcie, proszę, że znów odniosę się do Dresden Files, jednak tam jest to świetnie widoczne. Harry podąża drogą Spider-Mana i gęba mu się nie zamyka i z reguły robi z siebie błazna, jednak inne postacie wiedzą, kiedy można dołączyć do komedii, a kiedy trzeba kazać Harry’emu się wreszcie zamknąć, albo spojrzeć  na niego jak na kretyna po wybitnie durnym komentarzu. A Dresdenverse jest dość nieprzyjemnym miejscem, o czym można się przekonać czytając opowiadania pisane z perspektywy Thomasa Raitha oraz Karrin Murphy.

Podsumowując, humor jest czymś bardzo trudnym do wprowadzenia dobrze do jakiejkolwiek narracji, zwłaszcza takiej, której nie prowadzi się samodzielnie. Typ jest warunkowany w znacznej mierze medium, styl podlegać powinien zazwyczaj prawom settingu, wykonanie to kwestia inteligencji i współpracy. Wiele zmiennych, wiele miejsc, w których można się wyłożyć, wiele sytuacji, kiedy będzie źródłem raczej zażenowania a nie rozbawienia. Jestem z góry skazany na porażkę.

Oczywiscie wiem, że ledwie zarysował zagadnienie, i kiedyś może do niego wrócę, a tymczasem…

Mongward out.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: