Dodaj komentarz

Agents of S.H.I.E.L.D. S01E01: Pilot

Stało się. Największa premiera serialowa od czterech lat, jeśli wierzyć doniesieniom (moja donosicielka wierzy doniesieniom, wiec jestem skłonny uznać to za dobry znak). Jak się to prezentuje? Moim zdaniem bardzo obiecująco. Tekst będzie oczywiście zawierać spoilery, wiec jeśli komuś wystarczy znaczek jakości, może tu przestać, innych zapraszam do dalszej części tekstu.

Zacznijmy od postaci, z którymi będziemy mieć do czynienia, ponieważ, pomimo wyraźniej obecności motywu przewodniego, czym jest opowieść bez bohaterów.

Agent Phil Coulson powraca w pełni sił i najwyraźniej przed nami jak również przed nim jest skrywana pewna tajemnica, której naturę zapewne będziemy stopniowo poznać (albo będzie to kolejny Budapeszt).  Po raz kolejny okazuje się, że prawdopodobnie to będzie jedna z dwóch (o tym za chwilę) zdrowych psychicznie postaci w serialu, a także dostawcą lekkiego humoru, kiedy tego potrzeba. Numer z serum prawdy albo ucięty przez agenta Warda dowcip mogą być tego przykładem. Z drugiej strony, znany ze zwiastunów wybuch „Don’t ever tell me there’s no way”, sposób, w jaki werbuje Skye oraz agentkę Melindę May wskazują na to, że jest owszem, jest uprzejmy, ale miły uśmiech i opanowanie zdecydowanie nie są powodem, dla którego Fury nazwał go swoim jedynym dobrym okiem. Ciekaw jestem, jak to się rozwinie.

Wspomnianą drugą zdrową psychicznie osobą prawdopodobnie będzie Melinda May agentka, która z dotychczas nieznanych powodów porzuciła pracę w terenie na rzecz przekładania papierków (ma w związku z tym bardzo ciekawy dialog z Coulsonem, kiedy kilkoma słowami werbuje ją do drużyny). Wydaje się być silną, zdecydowaną postacią, która, podobnie jak Coulson ma motywacje i tajemnice, które zapewne w swoim czasie mocno namieszają. W kreowaniu postaci pomaga legend,a jaką najwyraźniej jest owiana May, o czym można wnosić z reakcji Warda. Oczywiście można przewidywać, że z odcinka na odcinek coraz bardziej zacznie wracać do roli agentki terenowej, a nie „kierowcy autobusu” drużyny, oraz, jak przypuszczam, prawej ręki Coulsona. Jest poważna, ale w relacji z Fitz-Simmons widać, że nie ma kija w tyłku.

Kończąc temat agentów Tarczy, jest Agent Grant Ward, agent terenowy o wybitnych osiągnięciach w zakresie umiejętności walki oraz infiltracji, za to absolutnie upośledzony jeśli chodzi o kontakty społeczne. Raczej poważny i konkretny, jest kontrastem dla samego Coulsona, chociaż ma wyraźne tendencje ku, hmmm… byciu klasycznym smartassem i będzie głównym deadpan snarkerem serialu. Wątpię, by miał być postacią napisaną dla widowni, ale możliwe, że z biegiem czasu będzie centralną postacią serialu, nawet jeśli inni będą mieć silniejszą pozycję w ramach agencji. Postać z potencjałem, ale musi dostawać więcej scen dialogowych, bo sam z siebie raczej nie da rady tak dobrze jak agentka May.

Dalej mamy duet Fitz-Simmons, na tyle nierozłączne, że nikt nie mówi tylko o jednej połowie pary. Dwoje młodych naukowców, inżynier oraz biotechnolog znani, o ile nie błądzę, z krótkiego filmiku „Item 47” [edit: błądzę, to nie oni. Powinienem był się upewnić. Mój błąd.]. Energiczne, zabawne i przesympatyczne duo przyjaciół, którzy, mam nadzieję, będą jednym z przykładów, gdy dwie blisko związane postacie przeciwnych płci nie będą związane romantycznie. Przeczuwam, że będą mieszanką Q z Bonda i Abby z NCIS, czyli dostarczać gadżety i analizować dane. Biorąc pod uwagę ile mówią, miłym dodatkiem są charakterystyczne akcenty.  Są szanse na to, że będą moimi ulubionymi postaciami.

Jest też Skye, czyli znana ze zwiastunów i internetowej akcji „Rising Tide” hakerka.  Prawdę mówiąc, nie jestem do końca pewien, co o niej myśleć. Inteligentna i zaangażowana w szukanie prawdy stojącej za niezwykłymi wydarzeniami, wybitna hakerka, ale też ewidentnie zdrowo narwana (dość spojrzeć na rozmowę z Zakapturzonym Bohaterem i tę wzmiankę o wystawaniu pod Stark Tower z innymi fankami) i potrafi być szczerze i bez zahamowania złośliwa, chociaż chyba tylko Ward na tym ucierpi. Ponieważ wszyscy wiemy, jak się w mediach kończą zazwyczaj ciągłe przekomarzanki między kobietą a facetem, wiadomo, czego pewnie należałoby się spodziewać, chociaż chciałbym się mylić. Nie zaciekawiła mnie tak, jak inni, ale zobaczymy, co będzie dalej.

Na sam koniec jest Mike Peterson czyli postać, która nie jest niestety Luke’iem Cagem, jak wiele osób miało nadzieję. Mike to zwykły facet, który po kontuzji stracił pracę i dostał szansę przetestować Skolopendrę, tajemnicze urządzenie od tajemniczych twórców, które łączy wiele różnych źródeł nadludzkich mocy, od promieniowania gamma po coś w rodzaju serum Erskina oraz, niespodzianka, Extremis. Wystawiony na tak wiele czynników oraz podłamany swoja sytuacją życiową, zaczyna tracić zdolność trzeźwego osądu i staje się zagrożeniem, uważając się za bohatera. Jego konfrontacja z Coulsonem jest ciekawa, poważna, ale też widać, że Whedon wie, z czym pracuje i pomimo dramatyzmu sytuacji i apelu Petersona mamy nadal do czynienia z czymś inspirowanym komiksowym stylem, a nie zadęciem z Nolanowych Batmanów (go ahead, do your worst).

O samej fabule nie ma wiele do napisania, była dość podstawowym „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę” i właśnie budowaniu zespołu i pokazywaniu natury relacji między poszczególnymi jej członkami Pilot jest poświęcony. Pojawił się wspomniany wątek tajemnicy rehabilitacji Coulsona, jak również nieznany przeciwnik, który rozprowadza Skolopendry i surowo egzekwuje odstępstwa od zawartych umów dotyczących użytkowania. Jeśli chodzi o to, jak spisali się aktorzy, cięzko mi orzec. Chloe Bennet (Skye) moim zdaniem świetnie pasuje do roli, i jej mimika równie często mnie drażni co bawi, co uznaję za plus, do świetnie komponuje się z osobowością postaci. Iain De Caestecker (Fitz) i Elizabeth Henstridge (Simmons) są sympatyczni i dają sobie radę z odgrywaniem nerdów z budżetem i rządowym wsparciem dla swoich zabawek. Ming-Na Wen (May) jest bardzo w porządku, podobnie odpowiednio drewniany Brett Dalton jako Ward, u tego drugiego widać zresztą, że pod tą drętwą fasadą gość ma sporą frajdę z bycia w serialu. Clark Gregg (Coulson) wreszcie ma szansę trochę bardziej popracować nad postacią. Ciekaw jestem, czy standardem będzie przeskakiwanie od powagi do dobroduszności. Jesli tak, byłaby to ciekawa cecha postaci i bardzo pasująca do agenta wysokiej rangi.

Rozpisałem się, jak widać, i pewnie popełniłem sporo błędów merytorycznych i wszelkich innych, ale lepsze to, niż gdybym miał prowadzić vloga. Plan jest taki, że po każdym odcinku będę zamieszczać jakiś krótki wpis na temat serialu, zoabczymy. Odcinek pilotowy był na tyle dobry, żebym chciał oglądać dalej i miał bardzo silny posmak prologu do czegoś większego.

Mongward out

Post Scriptum: wszystko wskazuje na to, że odniesienia do filmów będą smaczkiem, a nie motorem napędowym. Wspomnienie o Extremis tutaj, wzmianka o Starku gdzie indziej, spójność zachowana. Ciekaw jestem, jak w to wszystko wpasują się nowe filmy, choćby Thor: Dark World, który jest tuż za rogiem. Łatwiej jest pisać o zamiataniu post-Avengersowego bałaganu, niż wkomponować się w narrację bieżących filmów w ten sposób, by nikomu nie sprzedać przypadkowego spoilera. Zobaczymy. Smaczków wszelakich tak czy siak będzie na pewno mnóstwo. To raz.

Dwa, chcę, żeby to było zapisane: Coulson jest prawdopodobnie LMD (Life Model Decoy, czyli Doomboty dla tych dobrych z Marvelverse :P). Obstawiam, że to jest ta wielka tajemnica, o której Hill rozmawia z lekarzem. Albo przeszedł chociaż cyborgizację w kontrolowanym sztucznym środowisku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: