2 Komentarze

Z perspektywy. Iron Man 3.

To jest pierwszy wpis z nowej kategorii, nazwanej przeze mnie „Ze perspektywy”. W tej serii, jeśli będzie mi się chciało, będę zamieszczać quasi-recenzje filmów, gier, seriali, pisane po pewnym czasie od ostatniego kontaktu z daną produkcją. Z reguły będą to teksty dotyczące rzeczy dość świeżych lub takich, które widziałem już tyle razy, że nie muszę sobie ich przypominać. Większość będzie pisana dość chaotycznie, ale co tam, mój blog, wolno mi.

Na pierwszy rzut, niejako testowo i dlatego, że od dawna niczego nie napisałem, z perspektywy spojrzymy na najnowszy wytwór duetu Marvel\Disney, czyli Iron Man 3.

TEKST ZAWIERA INFORMACJE DOTYCZĄCE FABUŁY

Iron-Man-3-PosterNa filmie byłem właściwie w dniu premiery (nie wierzę w przedpremiery, dla mnie premiera to pierwsze wyświetlenie filmu dla ogólnej widowni i tyle). Po tych wszystkich zwiastunach, akcjach promocyjnych i Avengersach byłem bardzo pozytywnie nastawiony do trzeciego Żelaznego Człowieka i, nie kryję, podczas seansu miałem mnóstwo frajdy. Kiedy wracałem do domu, stan sie ten podtrzymywał i gdybym wtedy chciał napisać jakąś recenzję, najpewniej rozpływałbym się w zachwytach. Jak jest teraz?

Ano różnie. Zacznijmy od rzeczy, które mi się podobały, żeby zacząć miło i przyjemnie.

Strona wizualna filmu była na poziomie, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, i niezależnie od tego, co sądzilibyśmy o świecących ludzikach albo garbatych pancerzach, sposobowi ich prezentacji nie da się nic zarzucić.Nawet 3D, które bardzo źle działa na tworzone w 2D efekty specjalne, nie dało rady zaszkodzić w znaczący sposób temu, co było widać na ekranie, a, zwłaszcza pod koniec, działo się bardzo wiele tak na pierwszym planie, jak i w tle.

Podobnie na poziomie pozostała gra aktorska duetu Downey Jr.-Paltrow, oferując nam więcej tego samego, co widzieliśmy w poprzednich filmach Marvela z ich udziałem (co ma też swoją ciemną stronę, ale obiecałem, że najpierw będzie miło). Miłym zaskoczeniem był sidekick Starka, przy czym nie chodzi tu o sam fakt, że Tony miał dziecięcego przydupasa, co o to, że dzieciak nawet mnie nie denerwował za bardzo, co należy zaliczyć mu na plus. Bah, został napisany w ten sposób, że gdybym nie wiedział lepiej, to pomyślałbym, że to on jest geniuszem w tym duecie. Reszta obsady dawała radę, Pearce, Kingsley i Hall  (czyli, odpowiednio: Aldritch Villain…eee, Killian, Mandaryn oraz Maya Hansen) dawali radę, chociaż ciężko mi orzec, czy w przypadku pierwszej dwójki to była zasługa aktorów, czy scenariusza. Maya Hansen była na ekranie bardzo krótko, szybko i brutalnie z niego zniknęła i raczej nie zapisze się w pamięci wielu widzów.

Ale największym pozytywem filmu były, są i pozostaną pancerze. Przyznam szczerze, że Operacja Melanż wywołała na moim zarośniętym pysku szeroki uśmiech i napad obłąkańczego rechotu. Widok kilkudziesięciu niezależnie sterowanych pancerzy toczących bitwę z siłami wspomaganymi wirusem Extremis należy do najmocniejszych stron filmu. Przy tym wszystkim pewnym zdziwieniem było dla mnie to, że gwiazda filmu, czyli pancerz Mk42 okazał się najbardziej bezużytecznym złomem, który Stark do tej pory stworzył. Miałem wrażenie, że prototypowa zbroja BUILT IN A CAVE! WITH A BOX OF SCRAPS! była bardziej godna uwagi niż czterdziestka dwójka.

A skoro już zacząłem zrzędzić, to przejdziemy do tej części tekstu, której pisanie da mi zdecydowanie więcej frajdy. Czyli większej ilości zrzędzenia.

Zacznijmy do czegoś, co drażni mnie strasznie, czyli ataków paniki u Starka, uzasadnianych inwazją kosmitów w Avengersach i krótką wizytą po drugiej stronie galaktyki. Gdzie w tym problem? Ano w tym, że to nic nie wniosło do fabuły, w większości przypadków wyglądało na wciśnięte na siłę. Zabawnie jest patrzeć jak RDJowi odbija, ale czy naprawdę tego się oczekuje od Tony’ego Starka, Niezwyciężonego Iron Mana? Jeśli nie odbijało mu po kilku miesiącach w niewoli u terrorystów, to dlaczego miałoby mu odbijać po inwazji kosmitów która nie trwała nawet dwóch godzin, jak mniemam? (To zresztą wyjaśnia, czemu nikt inny z NYC nie przyjechał pomóc: nie zdążyli…)

Innym zastrzeżeniem pod kątem Starka jest to, w jaki sposób go napisali. W pierwszym filmie był kutym na cztery nogi businessmanem ORAZ genialnym inżynierem. W drugim filmie, był w głównej mierze błaznem, którego noga zmierzała by kopnąć kalendarz. W Avengersach, powrócił do roli geniusza, w dodatku myślącego jak futurysta, którym powinien być od początku, oraz uczył się heroizmu. W swoim trzecim solowym filmie jest… hmm… niestabilnym emocjonalnie majsterklepką. Tak, stworzył fefdziesiąt pancerzy, ale pod koniec filmu je wszystkie zniszczył, żeby pokazać, jak bardzo, jak wiem, kocha Pepper? Bo nic nie mówi „kocham cię” jak fajerwerki za kilkaset milionów dolarów i brak ochrony przed pierwszym superzłoczyńcą, który zechce ich zaciukać. Inny przykład? Najpierw mówi Pepper, jak bardzo sie boi, że ją straci i jak bardzo go zepsuła inwazja kosmitów, z drugiej pod wpływem impulsu rzuca wyzwanie szajce terrorystów, podając przy tym swój adres, co kończy sie sceną, którą znamy ze zwiastunów, czyli ogólną demolką domu w którym mieszka z Pepper. Jak na kogoś, kto powinien teoretycznie „myśleć w czasie przyszłym”, to nie było zbyt przemyślane. Sam fakt, że chociaż w okolicy lata wspomniane fefdziesiat pancerzy, to Stark i tak woli polegać na wadliwym Mk42, który, niech im wybrany bóg wybaczy, jest fajny tylko i wyłącznie w fejsbukowej grze Avengers Alliance. Ja się pytam: gdzie się podział Stark- geniusz, futurysta? Diabli, Doug Walker w swoim cyklu Bum Reviews słusznie zauważył, że Pepper o wiele bardziej zasługuje na bycie główną (super)bohaterką.

Odchodząc od tematu Starka, bo im bardziej o tym myślę, tym bardziej mnie drażni jego wersja z IM3. Przejdźmy do czegoś, co zasługuje tylko na kilka zdań wyjaśnień. Killian, a raczej jego przemiana i rola. To, że to on stoi za wszystkim co sie dzieje mi nie przeszkadza, chociaż prawdę mówiąc mogli wziąć w tym celu jakaś postać, która w komiksach pojawia się bardziej, niż przez kilka kadrów, z czego ostatni to scena samobójstwa. Sam fakt, że to on jest tym złym w sumie też nie byłby dla mnie zaskoczeniem, nawet gdybym nie domagał się spoilera. Jakby nie patrzeć bycie prezesem A.I.M. jasno określa kim jest. Mój problem z Killianem jest inny. Jego wygląd w prologu sprawia wrażenie jednego z przebrań Hannibala SMitha w Drużyny A. Komicznie krzywe zęby, poczochrany łeb i inne przypadłości klasycznie przypisywane nerdom-nieudacznikom. Natomiast kiedy widzimy go po raz kolejny, to równie dobrze mogliby mu przemalować włosy i nazwać Norman Osborn. Wymuskany, w garniturku, pewny siebie. Przemiana zupełnie bez stylu, wręcz karykaturalna, jakże ładnie współgrająca ze Starkiem v.IM3. Cóż, może powinienem się cieszyć, że personel Advanced Idea Mechanics nie wyglądał jak armia pszczelarzy.

Inną rzeczą, która mi zagrała na nerwach był War Machine\Iron Patriot, czyli mobilna puszka do transportu i przetrzymywania więźniów. Zacznijmy od tego, że War Machine to NIE jest Iron Patriot, ponieważ w tym drugim popierniczał Norman Osborn, kiedy udawał, że już nie jest Zielonym Goblinem (poprawcie mnie, jeśli mocno zbłądziłem). Jeśli chcieli przemalować, niech im będzie, ale niezależnie od tego, jak to uzasadnią, War Machine ma zostać War Machine. Z drugiej strony, to nie ma większego znaczenia. Pancerz w akcji występuje w bardzo niewielu momentach, większość czasu spędza zawieszony za ręce z jakimś biednym frajerem w środku. Co osiąga szczyty głupoty na koniec filmu. Prezydent Stanów wisi zamknięty w pancerzu nad bitewnym pierdolnikiem. Fajnie, że się zmieścił. Kiedy Rhodey go uwalnia, nagle się okazuje, że pancerz działa, ma zasilanie itd. Więc dlaczego prezio nie próbował się uwolnić? Dlaczego Jarvis nie przejął kontroli? Po co tak komplikować, skoro WM nawet nie bierze udziału w ostatecznej bitwie? Rhodes mógł równie dobrze pożyczyć jakikolwiek inny pancerz Starka.

A nie, nie mógł, zapomniałem. Stark nie mógł mu dać pancerza, bo zamierzał je wszystkie wysadzić w powietrze na znak miłości czy innych wydumanych idei. Ehe. Panikuje, że nie może ochronić Pepper na początku filmu i niszczy swój jedyny sposób ochrony na koniec. Zgoda, Pepper po otrzymaniu Extremis odwala o wiele lepszą robotę niż Stark, tym niemniej, what the fuck, man? Końcówka IM3 była na mój gust równie wydumana i patetyczna w swojej ideologii, co koniec Nolanowego Mrocznego Rycerza. Ale o tępocie Starka już pisałem.

Dla odmiany nie będę się miotać względem nieobecności innych Mścicieli w filmie. Kapitan prawdopodobnie w tym samym czasie zajmował się tym, co zoabczymy w jego filmie. Thor fruwał po Asgardzie, Wdowa i Hawkeye przypuszczalnie byli na misjach S.H.I.E.L.D., a Banner, cóż, miał swoje cameo. I muszę przyznać, że gdyby to mnie Stark opowiadał cały film, też bym pewnie zasnął. Nie rozumiem natomiast, dlaczego absolutnie nikt z S.H.I.E.L.D. nie miał nic do powiedzenia. Może nie Coulson i nie Fury, ale choćby Jasper Sitwell, który pojawił się już w kilku filmach w tle oraz był bohaterem krótkometrażowki Item 47, której fabuła ma znaczenie dla nadchodzącego serialu o S.H.I.E.L.D. A tu nikogo. Globalne zagrożenie terrorystyczne, porwanie prezydenta, Mściciel, właściciel potężnej korporacji robi coś epicko głupiego i trafia na celownik bandytów, a Fury et consortes jedzą popcorn. What?

Czy w związku z tym Iron Man 3 jest złym filmem? Nie, skądże znowu. To jest bardzo fajny film do obejrzenia ze znajomymi przy popcornie. Jest śliczny, pomimo upierdliwego 3D, sceny akcji są pomysłowe, gra aktorska wytrzymuje stylistykę, a niektóre momenty wgniatają w fotel. Problem jest tylko to, że Iron Man 3, jak na niego spoglądam z perspektywy, ma problem ze scenariuszem. Stark ma jakieś tam egzystencjalne problemy, ale ich natura ginie pod lawiną przykładów jego niekompetencji. Pepper jest kompetentna i rozsądna, ale większość filmu spędza jako dama w żałobie albo w opałach, chociaż kiedy decyduje się przestać polegać na Tonym, to ona ratuje sytuację i dupę Starka przed zagładą. Może to dziwić te osoby, które wiedzą, że lubię oglądać Transformersów Baya. Że co, że ja mam czelnosć gadać o słabych scenariuszach? Cóż, kiedy właczam Transformersów, nastawiam sie na tępą rozrywkę i fajne wybuchy. Scenariusz ma mi tylko powiedzieć, co wybucha i dlaczego.

Jednak filmy Marvela przyzwyczaiły mnie do tego, że, chociaż nie są tak ciężkie jak kino Nolana, to jednak mają z reguły dość zręczny scenariusz, a akcja jest wisienką na torcie albo równoważy ją ilość dialogów, które czemuś służą. Iron Man 3 tego nie ma. Dużo się dzieje, ale dzieje się nie dlatego, że wrogowie są przebiegli, tylko dlatego, że Tony jest kretynem ze śrubokrętem. Coś tam bąkają, ale nie ma to wielkiego znaczenia a jeśli nawet ma, to jest zbyt rozmyte, żeby je zauważyć i zapamiętać.

Bah, znowu wychodzi na to, że IM3 jest kiepskim filmem. Nie jest. Z perspektywy, jest klasyczną trzecią częścią. Jest świetne podczas oglądania i wkrótce potem, ale nie daje rady, kiedy próbuje się to rozkładać na części pierwsze.

6+\10, z dodatkowym plusikiem za pancerze.

Mongward out.

Reklamy

2 comments on “Z perspektywy. Iron Man 3.

  1. Zgadzam się z tym, że tępota Starka była wnerwiająca. W zasadzie, porównując postać kreowaną w 1ce i 2ce z tą w 3ce, to w ostatniej części mamy zupełnie innego Tony’ego. Jakby zapomniał jakim był badassem (za co zresztą go wszyscy kochali) i stał się życiową ciapowatością. C’mon! Tacy bohaterowie byli okej w filmach disneya z początku/połowy lat 2000, ale nie teraz. Zamiast zaserwować widzom faceta odstającego od reszty i przez swoją inność pociągającego i interesującego, stawiamy na klasyczną przemianę z ciapy w romantycznego idealistę. Który nawet nie słucha już acdc. Bueh… :/

    • W IM3 widać już było bardzo wyraźnie, że Robert Downey Stark nie jest już materiałem na postać pierwszoplanową. Najbliższy jedynce był tylko w Avengersach, pyskaty sukinsyn, ale dojrzały i zrównoważony, a przede wszystkim inteligentny. W IM2, cóż, był na ścieżce do samozniszczenia, da się wybaczyć, chociaż moim zdaniem poprowadzenie scenariusza w ten sposób było błędem koncepcyjnym.
      Tak czy siak, klątwa trzeciej części jest silna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: