Dodaj komentarz

Fajnie byłoby się przenieść do tego świata?

W chwili błogiego zapomnienia, które zawsze mnie napada kiedy kończę oglądać albo grać w coś, w co zainwestowałem zauważalnie dużo czasu napadła mnie ponura myśl. Coś, co, dopóki o tym nie zapomnę, będzie mnie prześladować za każdym razem, kiedy zasiądę do jakiejś produkcji fantasy, sci-fi i tym podobnych.
Cóż to za myśl? Sprawa jest bardzo prosta. Lubimy (zakładam, że ktokolwiek czyta ten wpis lubi tego typu klimaty) fantastykę. Lubimy science fiction i fantasy. Cenimy gatunki pośrednie i mikstury z gatunkami bardziej uznanymi przez krytyków w poważnych garniturach. Kto chociaż raz nie pomyślał, że fajnie byłoby zamieszkać w Wiedźminlandzie. Albo w Śródziemiu. W Dresdenverse. W Świecie Dysku? Wybierzcie sobie swój własny wymarzony fantasyland, to nie jest tak istotne.

Lubimy te światy, bo są inne niż nasz i mają w sobie więcej, niż uczonego szkiełko i oko wykryje. A my tego dzisiaj potrzebujemy. Kiedy wszystko jest wyjaśnione na kartach podręczników, chcemy, nawet jeśli podświadomie, mieć coś, co się na nich nigdy nie zmieści. Jedni sobie z tym radzą wierząc w bogów, przodków, what have you. Inni, jak ja i wielu moich znajomych preferuje zagłębić się raczej w moralnie niezobowiązującą rozrywkę (to brzmiało mniej dwuznacznie w mojej głowie…), z której wyniesie tyle, ile ma ochotę. Jeszcze inni są albo smutnymi naukowcami, którzy podążają za poznaniem dla samego poznania, albo wesołymi naukowcami, którzy starają się jak mogą, aby science fiction nastąpiło już jutro.

Fajnie, miło i przyjemnie. Ale wiele z tych rzeczy nie ma racji bytu w światach fantastycznych. Bo tam to jest. To, co dla nas jest wyobraźnią i marzeniami, dla nich jest historią i prognozami na przyszłość.

Nikt w wiedźminlandzie nie opowie przy ognisku strasznej historii o wilkołaku, bo nie muszą. Wilkołaki istnieją, czają się po lasach i od czasu do czasu capną jaką owcę albo owczareczkę. Smoki są realnym zagrożeniem, magowie unoszą swoje stetryczałe osobowości nad motłochem zwykłych ludzi. Wiedźmini, twory bardziej nauki niż magii, stanowią większą zagadkę i budzą większą obawę niż kikimora na bagnach i ghul na nekropolii ponieważ trzymają się poza marginesem społeczeństwa.

Podejście do drzwi na fotokomórkę i otworzenie ich za pomocą „Mocy” nie da frajdy w bardzo odległej galaktyce, bo zawsze da się tam znaleźć użytkowników wyżej wspomnianej i każdy wie, że Jedi i Sithowie to fakty, a nie legendy, no, może poza niewiernym Hanem. Kosmici też nie są czymś Spoza pojmowania, bo nie idzie zliczyć, ile różnych bioform pojawia się w filmach i Expanded Universe. Mogą być dziwni, trudni do zrozumienia, ale to nadal taka sama część świata jak statki kosmiczne i niewolnicza przeszłość Wookieech.

W Warhammerze 40k zcyborgizowany Technokapłan albo Gwardzista to mniejsza ciekawostka dla kogoś ze względnie cywilizowanej planety, niż osoba z protezą dłoni w naszym świecie. Kiedy Japończycy i Amerykanie zaprezentowali pierwsze egzoszkielety, pokraczne i mało stylowe, i tak byliśmy szczęśliwi, bo to jednak wielka nowinka. Dla obywatela Imperium to taka sama frajda, jak dla nas wycieczka po Air Force One. Rzadkie, warte zapamiętania, ale wciąż nasze, znane.

Mieszkańcy światów wykreowanych z naszych ziemskich marzeń, obaw i prognoz żyją tak samo prozaicznym życiem jak my tutaj. Może pełniejszym niebezpieczeństw. Może bardziej przerażającym. Ale prozaicznym. Kiedy żyjesz w fantasylandzie nie boisz się tego, ze *może* przyjdzie Cthulhu i zrobi ci z psyche galaretkę. Boisz się tego, że *kiedy* przyjdzie, to zrobi ci z psyche galaretkę. Strach mający źródło nie tym, co moze być, tylko w tym, co jest.

Skoro tak, to o czym marzą mieszkańcy takich światów? Co podpowiada im ta barwniejsza część wyobraźni? O naszym, normalnym świecie?

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszędzie magia fruwa na prawo i lewo. Że nie wszędzie potwory albo powszechna wiedza o nich istnieją. Czasem jest tylko garstka osób, które Wiedzą. Czasem płaszczyzna magii jest oddzielona od płaszczyzny „normalności” i tylko w pewnych punktach narracji na siebie wpływają. Ale zawsze jest Coś, co sprawia, że mówimy o świecie fantastycznym, a nie o naszym z odmienną sytuacją geopolityczną.

Zdanie sobie z tego sprawy przedstawia interesujące zagadnienie pod względem roleplay’u. Grupowa zabawa polegająca na przyjęciu poglądów, wiedzy, doświadczeń zmyślonych konstruktów naszej bądź cudzej wyobraźni nakłada na nas pewien filtr, przez który czasem ciężko przejść. Aby się rozerwać i oderwać od naszej rzeczywistości przyjmujemy rolę postaci ze świata dla nas w jakimś zakresie egzotycznego, dla których tenże świat jest rutyną. Na pewnym poziomie to zaczyna przybierać dziwny obrót. Dobre odgrywanie wymagałoby bowiem porzucenia rutyny (strasznie trudno napisać to słowo. U i Y są tak blisko…) naszego świata i wejście w rutynę innego. Ale gdzie jest wtedy miejsce na naszą własną rozrywkę? A jeśli przedkładamy rozrywkę nad wejście w cudzą skórę, to co odróżni roleplay od gry komputerowej albo wciągającej książki, poza funkcją społeczną zabawy (z wysypem gier MMO także i ta różnica się zaciera).

Prawdopodobnie ten wpis jest chaotyczny, na pewno tylko po części przemyślany pod względem merytorycznym i z pełną tego świadomością w znikomym nawet stopniu niezbliżający się nawet do wyczerpania tematu. Na potrzeby tego tekstu przyjąłem konkretne założenie. Nie mam czasu, chęci ani wiedzy aby rozpatrzeć pełnię dziedzictwa ciągnącego się za fantastyką, z każdym rokiem coraz większego. Ale ma to swoje zalety. To niedobór jest motorem rozwoju, więc mam nadzieję, że ten wpis bardziej niż porządną pożywką dla myśli będzie dla nich przystawką, a Wasze własne przemyślenia daniem głównym.

Mongward out.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: