Dodaj komentarz

W pogoni za legendami, raport z sesji.

Yay! Znowu gramy w Exalted. Po długiej przerwie, ale może to i lepiej, bo ja, Qendi i Exerion jesteśmy wyposzczeni i zapomnieliśmy dość, by poczuć świeżość zionącą z nefrytowej paszczy tego mechanicznego potwora. W drużynie mamy jeszcze Matiego i Ewę, a w chwili, w której to piszę ma do nas dołączyć również Seth. Stety lub niestety, pierwsza sesja poradziła sobie jednak bez niego i to z niej właśnie raport znajduje się poniżej. Pełnego nadziei czytelnika uprzedzam, iż jest to być może miejscami dowcipny, jednak pozbawiony wszelkiej finezji tekst. Po coś mającego więcej wspólnego z prozą proszę poczekać, aż napiszę i opublikuję pierwszy wpis z dzienników mojej postaci.

Czas jednak nagli, a ja młodszy nie jestem, przejdźmy do tego, co wszystkich tu najbardziej interesuje.Dramatis personae:

Sarke z Czerwonych Lwopająków– moja postać. W założeniu happy-go-lucky nerd z rodziny szlacheckiej, jednak dla kontrastu z postacią Exeriona i mojej własnej wygody, wygląda na to, ze będzie chłodnym, opanowanym i wykształconym biurokratą. Zdarza się.

Loti (nie pamiętam nazwy rodziny, wybacz!) – najprawdopodobniej silnoręki drużyny. Wielki facet wyposażony we włócznię, tarczę oraz niezmierzoną cierpliwość do swojego młodszego brata. Postać Matiego

Micho– maskotka drużyny. W takim samym stopniu, co Kon jest maskotką Bleacha. Małe, młode, ciekawskie i wyposażone w ilość szczęścia, jaka jest właściwa jedynie dzieciom. Minone żywoty kręcą się po jego umyśle i czynią go jeszcze bardziej nieznośnym. Stworzony przez Exeriona.

Siel (jak wyżej, nie pamiętam przydomku)- postać Ewy. Mata Hari drzewiastego wschodu. I wcale nie wygląda jak Wookiee, rzekłbym, że wręcz przeciwnie. I na szczęście. O burzliwej przeszłości i spektakularnej profesji, prawdopodobnie w przyszłości przysporzy nam tyleż kłopotów, co rozrywki, w stylu „zabili go i uciekł”.

Sesja rozpoczęła się dwóch braci, Lotiego i Micho, do sławnej Republiki Halty i przeprowadzeniu ich przez labirynt gałęzi, wind oraz mostów linowych, od których Indiana Jones dostałby zawału serca. Po dłuższym czasie jednak dotarli w końcu na przedmieścia Halty, gdzie spotkali się z moją postacią, Sarke. Miejscem, ekhem, schadzki, była kula uformowana z gałęzi i zawieszona wpół drogi do zagłady półtorej setki stóp niżej. Spotkanie nie odbyło się bynajmniej bez zgrzytów, ponieważ Micho z niezwykłą wprawą oraz zawziętością irytował Sarke każdym słowem i uczynkiem. Po wymianie grzeczności i rozwianiu wątpliwości Lotiego dotyczących różnych pierdół, szlachciura zaprowadził ich do odpowiedniej ambasady.

Pojawienie się goryla w liberii byłoby okolicznością niezwykle komiczną, gdyby nie fakt, że potrafił on gadać i zdawał się znać Sarke. Zanim ktokolwiek zdążył go uciszyć i ku zgryzocie brata, Micho zdecydował się zawalić biedną bestię swoimi pytaniami,  i jedynie szybkie opuszczenie pokoju powstrzymało ten kataklizm. Sama rozmowa z ambasadorem przebiegła bez większych problemów. Na koniec tylko z dyplomatycznymi uśmiechami na ustach Sarke i urzędnik wymienili kilka zgryźliwych uwag odnośnie powinności arystokraty i szybko się pożegnali.

Następnym krokiem było odwiedzenie Czaru Południa, ponieważ jak wynikało z kilku rozmów Sarke z Lotim, tam pracowała kobieta, którą barbarzyńca musiał odnaleźć. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Lokal jest znany, owszem, i to bynajmniej nie z zapewniania pruderyjnej rozrywki. Skutkiem tego, trzeba było odstawić gdzieś małpkę w s kórze człowieka. Najlepszym miejscem do tego, jak sądził Sarke, by jego dawny nauczyciel, mistrz Spiżowy Dziób, który w tych godzinach zajmował się również młodszym rodzeństwem uczonego. Aha. Jasne. Zanim Loti i Sarke zdążyli dobrze usiąść na tykach w Czarze, małe wścibskie coś już czaiło się i kombinowało jak wejść do środka. Co też dużo czasu nie zajęło. Za drugim razem też nie, co skłoniło Lotiego do związania bachora jak baleron i przewieszenia go przez ramię przed rozmową ze Ciel. W jej pokoju, z nią samą biorącą kąpiel, ni mniej, ni więcej. Wojownik czerwienił się jak rak ku uciesze szlachcica, jednak on sam też nie pozostał nieczuły na wdzięki tancerki. Micho, jak to pacholę, pozostawał nieświadomy wspomnianych wdzięków i niejednokrotnie proponował Ciel jakieś okrycie by nie zmarzła.

Stanowiło to komiczny kontrast dla śmiertelnie poważnych spraw, jakie były omawiane. Do tych spraw należały mordercze ruiny w pobliżu wioski barbarzyńców, agenci Wszechwidzącego Oka oraz, najgorsze ze wszystkich, zamążpójście Ciel, chociaż o tym nikt otwarcie nie wspominał. Pomimo zachowania tancerki, dalekiego od skromności wioskowych kobit od chochli, Loti dzielnie przedstawiał swoje argumenty przy niewielkiej pomocy rozbawionego Sarke. Koniec końców, udało się przekonać dziewczynę do wyjazdu z Pieśni do wioski, pod warunkiem, że Madame Zoara, burdelmama i szpieg w jednym, wyrazi na to zgodę. A ponieważ to była kobieta, której słowa (i nie tylko) miały ogromną wagę, negocjacje musiały przybrać polityczny obrót.

Sprawa wygląda bowiem tak: Ciel to oficjalnie tancerka, ale co wiedzą niektórzy, także szpieg, i to niepośledni. Uwolnienie jej na cholera wie jak długo by mogła odfajkować jakieś pierdoły w zapuszczonych ruinach z panowania króla Ćwieczka to szalony pomysł i chyba Cię pogrzało, szlachciuro. Na szczęście Sarke nie jest w ciemię bity, wyciągnął z kieszeni pocisk artyleryjski w formie podejrzeń o artefaktach i z pełnym przekonaniem o słuszności swoich słów wystrzelił nim w Zoarę. Babsko ugięło się pod takim argumentem i zgodziło się uwolnić Ciel, jeśli tylko pozwolimy jej zakończyć aktualne zadanie. Co może być trudne, biorąc pod uwagę, że musi ona coś wydobyć od bywalca raczej Błękitnej Ostrygi niż Moulin Rouge. Tego jednak ani szlachciura ani Loti nie wiedzieli, kiedy z uśmiechami na paszczach szli oznajmić tancerce, że ma przepustkę.

Ponieważ sesja zakończyła się na niepowstrzymanej ofensywie służek Ciel na wstyd Lotiego, ciąg dalszy opowieści nastąpi kiedy nastąpi.

Wpis tworzony był względnie na szybko. Ponieważ następna sesja planowana jest na środę, a gdy to piszę jest poniedziałek, dobrze by było, żeby każdy zainteresowany miał dostęp do danych.  Kiedy dogramy do końca epizod w Pieśni, zbiorę to do kupy i postaram się stworzyć coś lepszego.

EDIT:

Dalszy ciąg przygody nie zabrał nam wiele czasu. Intel dotyczący kupca był o tyle interesujący, co, w znacznej mierze, niezbyt istotny dla opowieści. Przynajmniej na razie. Z tego, co zapisałem, handlował na zachód od Halty, między innymi z Węzłem oraz Wielkim Rozwidleniem. Nierzadko powierzane mu były zlecenia polityczne, które wykonywał w imieniu Republiki, ale ptaszki, jak to ptaszki, ćwierkają, że robi na dwa fronty.

Kiedy Qendi skończył robić za Mr. Plot Exposition i oddał nam scenę, popełniiśmy klasyczny manewr, czyli rozdzieliliśmy drużynępo dwóch minutach ustaleń. A zadania każdego z nas obejmowały co następuje:

-Sarke- wprowadzenie autopająkowi odpowiednich komend, by mógł rozprowadzić pewną plotkę miedzy zwierzętami Pieśni. Potka miała dotyczyć nie mniej, ni więcej, tylko delegacji barbarzyńców z konterfektem ich księżniczki, którą, razem z przyległościami, jej rodzicie byli skłonni oddać w ręce kupca. Ponieważ pająk był wyjątkowo oporny na nowe zdolności, Sarke musiał ostro kombinować. Ale się udało. Kiedy bezcenne składowisko całej bezużytecznej wiedzy z biblioteki Sarke wróciło, chłopak zaczął wprowadzać komendy, które miały nazajutrz pomóc Micho zidentyfikować obciążające dowody przeciwko dwulicowemu kupcowi. Jak się miało okazać, nie było to potrzebne.

-Loti i Micho mieli stosunkowo najmniej do roboty, ponieważ do ich obowiązków należało jedynie stworzenie listu do Heraliego Zielono-Złotego Emisariusza i nadanie go przez posłańca. Na szczęście mieli więcej szczęścia (dobry rzut kośćmi) niż rozumu (niezbyt imponująca pula wspomnianych kości) i brakowało dwóch sukcesów, żeby Micho wykaligrafował lokalny odpowiednik listów Sobieskiego do Marysieńki. Tym niemniej, po nawpierniczaniu się suszonych owoców, przypomnieniu sobie, jak się pisze po haltańsku i takich tam bzdurach, list mógł zostać bez wstydu wysłany. Mission accomplished, gratulacje.

-Siel połączyła przyjemne z pożytecznym w tak złożony sposób, że wyjaśnianie tego pozbawi całą sytuację finezji (co jest bardzo kuszące…). Wracając do tematu, nasza figlarna tancerka miała się postarać o prezent oraz fałszywy konterfekt dla Heraliego McGuffina. Ponieważ nie potrafię wymyślić żadnego dowcipnego określenia…a pardon, samo weszło, hehe… Krótko mówiąc znała się z malarzem dobrze i chociaż nie przyszło nam nigdy zobaczyć obrazu, byliśmy przekonani, że jest w sam raz. Podobnie jak prezent dla cwaniaka.

Kiedy każdy zrobił, co doń należało i omówiliśmy co trzeba w domu Siel, nie zajęło nam wiele czasu, by wyruszyć w nieistotną dla opowieści drogę do posiadłości kupca.

Wesoło zaczęło się robić dopiero przed bramą, gdzie strażnicy, jak to strażnicy, nie mieli pojęcia o niczym i zatrzymali nas. Czyste chamstwo, ale dla dobra sprawy nikt z nas im tego nie powiedział. Po krótkiej wymianie informacji, jeden z nich zdecydował się, że czas zasięgnąć opinii kogoś, kto myśli, i, niespodzianka, zaraz potem nas wpuszczono. Jak się okazało, pozwolenia udzielił majordomus, który, jakże grzecznie zaprowadził nas do pokoju bez okien (ale z klamkami) i uprzedził, że Herali ma popijawę z kontrahentami i minie trochę czasu, zanim się z nami spotka. Trudno. Sami się oprowadzimy.

Z takiego założenia najwyraźniej wyszła Siel oraz Micho, ponieważ kiedy tylko ucichło dookoła oboje wypełzli szukać smrodku. Kiedy dzieciak robił tyle zamieszania, ile tylko zdołał, a to bardzo dużo, tancerka przekradała się na wyższe piętra, gdzie jak można było się spodziewać, mieściły się komnaty Heraliego. Oczywiście byłoby zbyt pięknie, żeby drzwi się otworzyły bez problemu, nawet przy popisowej pomocy szpili do włosów i jej podobnych utensyliów wytrycho-podobnych. Podczas gdy Siel dłubała, Micho został schwytany i przywleczony do komnaty, w której Sarke i Loti prawdopodobnie z nudów zaczęli grać w Gateway bez planszy. Kiedy małpiszon wrócił, poinformowali służbę, że służka królewny go szuka i byłoby miło, gdyby się znalazła.

A wspomniana służka za nic miała kary za wtargnięcie na cudzą przestrzeń mieszkalną. Skoro nie dało się wejść od wewnątrz, to wejdzie od zewnątrz i żadne bzdurne prawa fizyki jej tego nie zabronią. Krótki bieg po zewnętrznej ścianie posiadłości (rozpoczęty z okna sąsiedniego pokoju) doprowadził ją do okiennic gabinetu kupca. Zamkniętych. Zupełnie jakby to coś zmieniało. W popisie, którego widok przyprawiłby Newtona o zawał, dziewczyna dostała się w końcu do środka. Nie tracąc czasu na sypialnię ( i tak nikogo w niej nie było), przeszła do gabineciku, gdzie, najwyraźniej znając się dobrze z Bogiem Klisz Powieści Szpiegowskich, rozpieprzyła w drobny mak szufladę z podwójnym dnem, z drzazg wygrzebując dokumenty opatrzone Wszechwidzącym Okiem.

Pięć minut później z listami schowanymi Słońce jedyny wie gdzie, wróciła do nas w towarzystwie służby, która znalazła ją zagubioną i zmartwioną losem Micho i w czynie dobrej woli zaprowadziła tam, skąd nigdy nie powinna była wychodzić. Znaczy, do nas. Po krótkiej wymianie zdań zgodnie daliśmy dyla.

Następna scena przywitała nas, oczywiście, w domu Siel, gdzie Sarke prawie dostał palpitacji serca widząc symbol Oka. Mówiły o ruinach położonych na terenach Dzieci Stryksa oraz o organizacji przemytu, co w oczywisty sposób musi zostać zbadane nie przez haltański kontrwywiad, ale przez kilka osób, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale ćśśś, nikt nie zauważył.

Spełniając obywatelski obowiązek, Siel zaniosła dokumenty madame Zoarze. Co się później z nimi stało, możemy tylko zgadywać, chociaż Sarke stawia na to, że burdelmama je zjadła. Co do samego szlachciury, postanowił, że musi poskarżyć się mamie, że Kraina ma oko na te ruiny, co doskonale uzasadnia wysłanie jedynego jako-tako politycznie usposobionego syna na misję, z której może nie wrócić. Przykro mi Sarke, nikt cię nie kocha. Na pocieszenie dostaniesz trochę nefrytu.

Wkrótce potem ruszyliśmy w drogę. Ale to materiał na inny raport.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: