Dodaj komentarz

Quint Cromwell, sługa Jego Boskiego Majestatu

Dwóch podstarzałych, ogolonych na łyso mężczyzn obserwowało zgraję chłopców ćwiczących na sali gimnastycznej
-Co sądzisz o nowych nabytkach? -spytał jeden z nich, niepewnie przesuwając palcami po ogniwach ciężkiego złotego łańcucha, którego koniec ginął pod obszerną szatą.
-Bezwartościowi, pomiot wygodnickich arystokratów albo pokoleń skrybów i urzędników. -odpowiedział drugi, ubrany bardziej funkcjonalnie, w płaszcz, spodnie i lekką koszulę. -Marcus, tu prawie nie ma nikogo, kto by się nadawał.
-A tamci dwaj? -mężczyzna w szatach wskazał dwójkę chłopców, nie starszych, niż dziesięcioletnich, ćwiczących w ciszy w oddaleniu od reszty.
-Cromwell i Drusus? Ciekawe przypadki. -przyznał mężczyzna w płaszczu, Dorian, jak się na ogół przedstawiał. -Drusus jest synem jednego z arystokratów z Iglic, ojciec sam się go pozbył, kiedy został zidentyfikowany jako blank. Jak sam stwierdził, jeśli jego syn ma być straszny, niech go przerobią na komisarza, byle się nie snuł po domu. -Dorian wzruszył obojętnie ramionami. -A Cromwell… ten dzieciak przez minutę wciskał staremu Grendelowi, że nazywa się Ramirez de la Voca y Cabron. Stary skurwiel musiał dwa razy sprawdzać listy nowych uczniów, żeby się zorientować, że gówniarz sobie z niego kpi.
Marcus prawie się roześmiał.
-Dobry jest. Gdzie się tego nauczył?
-Podejrzewam, że od ojca, komisarza regimentu z Gunmetal, który zdołał dorobić się urlopu, o ile pamiętam zdrowotnego. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby dzieciakowi wbijał do głowy, że prawdę mówi się tylko najbliższej rodzinie.
-A jak jego wyniki?
-Nic specjalnego, więcej czasu spędza na próbach ucieczki z placówki. Jego zainteresowanie naszym…ekhm, rozszerzonym programem jest umiarkowane. Nie ma ryzyka, że za kilka lat znajdziemy go wśród jakiejś bandy kultystów tylko dlatego, ze teraz go poduczymy o demonach i herezji.
-Powinniśmy przenieść ich do nowej placówki?
-Od dawna nikogo nie dostarczyliśmy radykałom na pożarcie, równie dobrze mogą to być bezduszny chłopiec i ten mały krętacz.
-Swoją drogą… Szlachciura, wiemy skąd się wziął. A ten Cromwell?
-Oficjalnie jego ojciec zginął w walce z heretykami próbującymi zdobyć jakąś rafinerię promethium na krańcu sektora. Jak było w rzeczywistości, nie wiadomo, ale nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że jakiś nadgorliwy żołnierz „przypadkiem” go postrzelił podczas walki z siłami wroga. Człowiek nie był zbyt lubiany przez regiment.
-Jak to komisarz, Schola Progenium do tej roli wybiera tylko najgorszych skurwieli. -stwierdził Marcus, notując coś na data-slacie. -Wyślę ich na placówkę we wschodnim Sybellusie. Dzieciak wychował się na Scintilli, niech się uczy, jak przeżyć w ulu.
-Jesteś tego pewien? Jeśli coś pójdzie źle, zrobimy z niego kryminalistę. Sam wiesz, jak tam jest.
-Prowadzimy te szkoły od dziesięcioleci i nic złego się jeszcze nie stało.-odparł Dorian bez przekonania w głosie.
-Oczywiście.
To były ostatnie słowa tej konwersacji. Marcus i Dorian obserwowali, jak dwaj nieświadomi swojego przeznaczenia chłopcy mierzyli się ze sobą na pięści w standardowym treningu.

**

Dzień 1
Mija jakieś siedem lat, od kiedy mnie tu przenieśli. Skąd wiem? Nie mam pojęcia, ale całe życie mieszkałem w średnim ulu. Mogłem albo nabrać wyczucia czasu, albo spóźniać się na obiad. Ale odchodzę od tematu i marnuję miejsce. Gdyby łyse pały dowiedziały się, że zdobyłem materiały do pisania bez ich wiedzy, wątpię, żebym jutro mógł spać na plecach. Nie, żeby to wiele zmieniało. Treningi po pół dnia siedzenia nad rozsypującymi się księgami i ledwo czytelnymi data-slate’ami były torturą samą w sobie i dormitorium było pełne pojękiwań i skrzypienia łóżek dopóki zmęczenie nas wszystkich nie usypiało na najbliższe cztery godziny.
Nazywam się Quint Cromwell, ale poza łysymi pałami nikt o tym nie wie, a wątpię, by to miało znaczenie. Zaczynam spisywanie tego, co pamiętam z lat spędzonych w Schola Progenium, bo dużo ostatnio się słyszy o utracie kontaktu z placówkami takimi jak ta i nasi instruktorzy robią się coraz bardziej nerwowi. Skąd to wiem? Czasami dla sportu zakradam się pod ich kwatery albo buszuję po archiwach, kiedy już wszyscy śpią. Mogą mnie za to zabić, ale w porównaniu z życiem tutaj, to byłoby wybawienie. Tym niemniej nie planuję stawać przed obliczem Imperatora przed pięćdziesiątką, więc robię co mogę, żeby nawet zapachu nie zostawiać za sobą. Co, zważywszy na warunki sanitarne w tym miejscu, było pewnym wyzwaniem. Widać uczą nas jak życie potrafi być niewygodne.

Dzień 4
Łyse pały dużo gadają o inkwizycji. Podobno to jej sprawka, że inne mordownie są zamykane, a instruktorzy są przerażeni plotkami o tym, co spotkało ich kumotrów z innych planet. Biorąc pod uwagę, ile czasu poświęcają na uczeniu nas o Immaterium i wszystkim, co z niego wypełza, trudno się dziwić wielkiemu I, że chce nam zafundować prysznic z promethium. To, co mnie dziwi, to sam fakt, że mnie niezbyt to rusza. Czy to znaczy, że jestem złym człowiekiem? Jeden Imperator ma prawo to orzec. A, prawdę powiedziawszy, jedyne, na czym się ostatnio skupiam, to przygotowanie planu ucieczki, jeśli kiedyś nas tu znajdą.

Dzień 120

Wczoraj starszy skryba Finneas kazał nam nauczyć się na pamięć dokumentu spisującego najgroźniejsze typy demonów podlegających Khorne’owi. Kiedy dzisiaj kazał nam to wszystko z pamięci zapisać, wątpię, żebym był jedyną osobą, która z przyjemnością patrzyłaby, jak starego skurwiela wybebeszają pijawki, jak nazywaliśmy Krwiopijców. Zwłaszcza, że to nie było najgorsze, czym zalazł nam za skórę. Kiedy tydzień temu Drusilla wróciła od niego po „konsultacjach” po samym wyrazie twarzy wiedzieliśmy, co się stało. Nie był to zresztą pierwszy taki przypadek. Kilku już się zastanawiało, czy na pewno uczą nas sługi Imperatora, ale przecież w miejscu, gdzie Aquila widnieje na każdym zakręcie korytarza żaden demon czy ich pomiot nie mógłby wytrzymać, prawda?

Dzień 212

Łyse pały zabiły dzisiaj Szalonego Drususa tylko za to, że nie potrafił z dostatecznie dużą dozą entuzjazmu wyrecytować jednej z litanii do Imperatora. To było dziwne, bo na ogół uchodziło mu to płazem. Być może czuli nad sobą coraz bliższe widmo Inkwizycji i zaczęli popełniać błędy? Jeśli tak dalej pójdzie, to sami się wyrwiemy. Nie mam pojęcia, jak wyglądały sprawy w innych placówkach, jednak tutaj każdy z instruktorów i nadzorców prosił się o dedykowanego bolta w czapę i słyszałem, jak niektórzy zastanawiali się, czy z nogi łóżka da się zrobić efektywną broń.
Dzisiaj treningi zmieniły formę, zaczęliśmy używać zwyczajnych laspistoli. Jak usłyszeliśmy „umiemy już trzymać broń tak, żeby się nie zabić. Teraz czas nauczyć się z niej korzystać zgodnie z przeznaczeniem.”. Biorąc pod uwagę, że od czterech lat co najmniej połowa z nas trafiała do lekarza z oparzeniami od laspistoli treningowych, coś tu było bardzo nie halo. Mieliśmy się wzajemnie pozabijać, czy jak?

Dzień 313

Uciekam. Wczoraj był nalot, ulotniłem się tylko dzięki dzikiemu fartowi. Arbites wysłany by sprawdzić źródło pożaru w archiwum dostał po głowie spadającą ze stropu belką, co otworzyło mi drogę do wyjścia i sprezentowało całkiem przyzwoitą spluwę. Chociaż nie mam pojęcia, co to za model, dobrze leży w dłoni i ma zadowalający kaliber.

Dzień 400 (zapisany z opóźnieniem)

Dużo czasu minęło od ostatniego wpisu, ale też nie miałem czasu, by się przejmować głupimi zapiskami. Uciekałem jeszcze przez prawie miesiąc, ale na moje szczęście ja się orientowałem w ulu lepiej, niż Arbites, nie mówiąc już o PDFach. Problemy zaczęły się, kiedy zauważyłem oznaczenia gangów. Miesiąc minał spokojnie, ale pewnego dnia potem poczułem chłód lufy przystawionej mi bardzo profesjonalnie i pewnie do potylicy. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, zatęskniłem za ojcem, chociaż ledwie go pamiętałem.
Z krótkiej rozmowy wynikło, że jestem szmondakiem, pomiotem underhive’u i powinienem trafić do masarni. Zdołałem wynegocjować opuszczenie tej części o masarni, jednak do bycia szmondakiem i pomiotem underhive’u się przyznałem z pełną pokorą jaką udało mi się wtedy przekonująco zagrać. Wrzucili mnie do jakiejś ciemnicy.

Chuj wie który dzień
[nieczytelne]

Dzień 407

Wypuścili mnie z ciemnicy i odpowiedzieli na pytanie o datę. Mówią, że mnie sprawdzili, i że nie jestem wtyką. Miło z ich strony, ze tak mówią. Robiłem się godny, więc spytałem, czy mają jakąś robotę. Kurier lepszy niż nic, a przynajmniej poznam lepiej ten obszar miasta, Porzucam pamiętnik, być może go spalę, albo wyrzucę do underhive’u. Stał się obciążeniem, a teraz, kiedy mam mieszkać w lokalu który dostałem od gangu, nie chcę ryzykować, ze dowiedzą się o mojej edukacji i zatargach z Inkwizycją, która na pewno mnie szuka. Na pocieszenie, pamiętam wszystko, czego mnie uczyli. Od klasyfikacji demonów, przez Kredo Imperialne do oznaczeń kultów. Nie, żeby miało mi się to przydać podczas pracy wśród półmroku średniego ula Sybellusa, ale wiedza ma swoja wartość, a umiejętne korzystanie z niej jest intratnym biznesem.
**
Do: inkwizytor Octus
Od: Lyra Borgia

Treść: Odnalazłam dla pana ostatniego do nowej komórki akolitów, którą pan gromadzi. To Quint Cromwell, poszukiwany listem gończym pod nazwiskiem Ramirez de la Voca y Cabron. Jedyne, co udało się zaleźć na jego temat, to raporty Arbites oraz plotki, a żadne nie sięgają dalej, niż sześć lat wstecz, a wtedy był już jednym z ludzi Luciusa Grendela (potencjalny kontakt, załączam jego skrócone akta). Wypłynął we wschodnim Sybellusie przed denuncjacją prezesa Dotyku Promethium, podobno dostarczył Arbites dowodów na szeroko zakrojone oszustwa finansowe kadry kierowniczej firmy.
To, co zwraca na siebie uwagę, to fakt, że, paradoksalnie, Cromwell jest uznanym w półświatku Scintilli oszustem. Jak donosi nasza wtyka w syndykacie Grendela, chłopak (według informatora ma nie więcej, niż 25 lat. Możliwe, że to także należy do systemu przebrań i niejasności, jaki Cromwell stara się stworzyć)  zdołał zabezpieczyć dla swojego szefa zarówno duże środki, jak i zapewnić mu „haki” na niektóre potencjalnie groźne dla organizacji persony. Jeśli wolno mi wyrazić moje zdanie, nadałby się na twarz komórki, pod warunkiem, że miałby współpracujących wspólników.
Rok temu wystawiono za nim list gończy, wtedy też uciekł ze Scintilli i zniknął z radaru. Pojawił się dopiero dwa miesiące temu, podsuwając naszej starszej komórce informacje na temat spaczonego kultu Imperatora na Acreage. Pojawia się pod różnymi przebraniami, ale w końcu psionik go wykrył. W tej chwili jest tam przetrzymywany w areszcie pod pieczą Marcusa Tanis, emerytowanego arbitratora i zaufanego informatora wspomnianego psionika (jak pan pamięta, Tulius wywodzi się z tej planety).

Do: Lyra Borgia
Od: inkwizytor Octus

Treść: Zrób jak uważasz. Jedyne, co się dla mnie liczy, to jego efektywność w czasie zadań. Nie mamy czasu by przygotowywać kolejnego akolitę, jeśli ten zawiedzie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: