Dodaj komentarz

Jak rozmawiać z Mongwardem, cz. 1 : „Przepraszam” i inne kurtuazyjne śmiesznostki

Dzisiaj bez obrazka, bo nie mogłem znaleźć nic adekwatnego jednocześnie do tematu i do mojego podejścia do sprawy. Detale, detale, jak mawiają graficy.

Z różną częstotliwością zdarza mi się słuchać, a znacznie częściej czytać, znajomych, kiedy mi piszą o swoich problemach małych i dużych. Nie widzę w tym nic złego, absolutnie, miło mi, jeśli uznają mnie za osobę, której mogą się wygadać przynajmniej w pewnym stopniu. Zaufanie, te sprawy, ya catch the drift, dontcha. Czasem nawet rzucę jakąś radę, chociaż absurdalnie często mówią mi o kwestiach, w których jestem nikłym bądź żadnym autorytetem i jedyne, co mogę robić, to aktywować coś na wzór połączenia empatii, logiki, wyobraźni i osobistych przemyśleń. Bladego pojęcia nie mam, czy można to jakoś zebrać w jeden termin. Tak, czy owak, rozmowa się toczy, słowa płyną, ale zanim runą wartkim potokiem w dół kanionu Swobody, ZAWSZE zatrzymywane są na moment na dwóch tamach, o których w dalszej części notki.

Tama NieChcęCiSmętnicka- ta monumentalna konstrukcja jest pierwszą barierą, którą terroryści spod znaku swobody słowa muszą zniszczyć, zanim strumień zmieni się w rzekę. „Nie chcę ci smęcić” jest jednym z zabawniejszych sformułowań, z jakim się stykam rozmawiając z ludźmi. Nie jestem władny powiedzieć, czy ma jakieś uniwersalne znaczenie, czy też znaczenia różnią się między poszczególnymi osobami. Mam kilka swoich teorii na temat tego, jak można to rozumieć, niemniej jednak, daleki jestem od uznawania któregokolwiek za jedyną słuszną. Co autor może mieć na myśli:

  1. „nie chcę o tym rozmawiać” – podobno kiedyś ktoś odpowiedział frazą NCCS (Nie Chcę Ci Smęcić) na pytanie „Co się stało?” i faktycznie, zgodnie ze swoimi słowami, milczał jak grób bądź zmieniał temat. Szczerze, jeszcze się z tym nie spotkałem, co tylko pokazuje, jak bardzo i jak często ludzie nie mają na myśli tego, co mówią. Jak usłyszę i doświadczę, to postawię piwo albo odpowiednik temu, kto to powiedział. Za mówienie tego, co myśli.
  2. „nie jestem przekonany(a) czy pytasz przez grzeczność, czy naprawdę chcesz wiedzieć” – to, podejrzewam, jest częstszym, znacznie częstszym przypadkiem, i w tej wersji nie ma absolutnie nic złego. Nie wiem, czy nie jest najlepsza ze wszystkich, jakie mi przychodzą na myśl. Upewnianie się, czy kogoś interesuje, co piszesz\mówisz jest bardzo dobrym odruchem, bo polityczna poprawność i grzeczność czasem przesłaniają to, co chce się faktycznie przekazać. Pochwalam.
  3. „chcę o tym porozmawiać, więc nie odpowiadaj : ‚-W porządku’, proszę… ” -zabijcie mnie, ale nie mam najbledszego z pojęć, czy ktoś kiedykolwiek do mnie pisał NCCS mając na myśli to znaczenie. Prawdopodobnie nie, co wcale nie powoduje, że ta opcja mnie na swój sposób nie bawi. Powody tej radości wytłumaczę na koniec notki, jeśli ktoś dotrwa do tego momentu. Tak, czy owak, prawdopodobnie jest to opcja najczęstsza i najbardziej z wymienionych potrzebująca faktycznego wsparcia, choćby miało pochodzić od pluszowego misia albo Magicznej Kuli 8, która nawet czasem coś odpowie. Nie pochwalam, chociaż rozumiem i sam czasem ją stosuję. Ale łatwiej byłoby po prostu odpowiedzieć na pytanie „Co się stało?” zamiast wydziwiać.
  4. „chcę o tym porozmawiać, ale nie z tobą” -opcja prawdopodobnie raniąca kogoś zdrowego społecznie, mnie, znów, tylko bawi. Absolutnie rozumiem jej podstawy, nie jestem aż tak nieludzki, jak można by sądzić po moich słowach. Niemniej jednak, niniejsza opcja jest najbardziej kurtuazyjną, a tym samym budzącą mój największy wewnętrzny sprzeciw przeciwko jej używaniu. O wiele lepiej reagowałbym na „Sorry, ale nie chcę z tobą o tym rozmawiać” , bo znaczy to, co jest napisane. Dla kogoś takiego jak ja, który w tekście pisanej rozmowy lubi doszukiwać się pierdyliarda znaczeń (jako że nad tekstem myśli się przecież dłużej niż nad mową i można wykasować nietrafne sformułowanie), to ułatwia życie i chroni przed przegrzaniem resztek mózgu próbą dokopania się znaczenia.

Kiedy w końcu udało się rozwalić tamę NCCS i rzeka płynie sobie wartko, chociaż na ogół wcale nie wesoło, zbliża się już praktycznie do morza, jakiś jeleń postawił na niej tamę w najgłupszym możliwym miejscu, tama nazywa się „Przepraszamowice” i skutecznie mi psuje spojrzenie na rzekę naszego tematu.

Zwierzanie się komuś w jakiejś części w oczywisty sposób obcemu, nawet, jeśli widzi się tę osobę względnie często albo często sie z nią rozmawia za pośrednictwem internetu i\lub telefonu, bywa stresujące. Być może jest to próba zachowania równowagi miedzy stresem, który ulatnia się z części umysłu odpowiedzialnej za martwienie się problemem, więc przenosi się na działkę rozmowy. Tutaj znów, mam kilka koncepcji, jednak osobiście skłaniam się ku jednej z nich, którą bardzo często podejrzewam u moich rozmówców i którą sam stosuję, kiedy zbiera mi się na poważniejsze ględzenie (pewnie dlatego ją podejrzewam u innych). Ale po kolei.

  1. „przepraszam” -podstawowe, czyste, piękne i uprzejme znaczenie słowa…”przepraszam”. Wyrażanie ubolewania, że zajęło się swoimi problemami cenny czas innej osoby, w tym wypadku mnie, i wyrażenie nadziei, że dana osoba nie będzie miała tego za złe. Absolutnie pochwalam, jest okejka. Rzecz w tym, że MNIE nie należy przepraszać za to, że się do mnie pisało\mówiło o swoich problemach. Dla mnie słuchanie innych ludzi to nie trud i znój, ale wyróznienie, że chcą do mnie pisać o swoich zgryzotach i powodach złego nastroju. Naprawdę. Szczere, niepodszyte obcymi znaczeniami przepraszanie mnie jest tyleż uprzejme i miłe, co absolutnie bezcelowe, bo nie ma po co mnie przepraszać za to, że podniosło się mnie do godności odpowiedniej, by się zwierzać. Masło maślane.
  2. „przepraszam siebie za chwilę słabości” -ooo, jak ja nie lubię tego znaczenia. Nienawidzę. Zazębia się bardzo mocno z następnym. To jednak… no cóż, nigdy nie rozumiałem, dlaczego ludzie piszą do mnie „przepraszam” podczas gdy tak naprawdę przepraszają siebie, że nie są na tyle silni, lub sądzą, że nie są, aby stawić czoła problemom albo przejść nad nimi do porządku dziennego. Sam tego używam. Chyba najczęstsze
  3. „przepraszam siebie, że ci o tym napisałem” -dobra, to już jest prawie obraźliwe. O ile prawdziwe „przepraszam” podnosi cię do czyjegoś poziomu, coś takiego zrzuca cię do poziomu rowu przydrożnego i masz poczucie, że równie dobrze mógłbyś być Infobotem. Nienawidzę. Głównie dlatego, że nie lubię myśleć, że ktoś faktycznie żałuje, że ze mną rozmawia. Wolę przerwanie rozmowy, zastój, niż poczucie, że ktoś rozmawia ze mną na siłę. Dlatego też to znaczenie „przepraszam” uważam za niemal ubliżające.

Prędko prędko bań się baje… a mi czasu już nie staje. Baśń się baje, czas ucieka, a tu puenta jeszcze czeka.

Pointa jest prosta jak konstrukcja cepa. Na mnie kurtuazja się marnuje. Nie wymagam, aby ktokolwiek był dla mnie miły, ani nawet uprzejmy. Wysoce sobie cenię sarkazm, ironię dwuznaczniki i tym podobne środki stylistyczne, które dodają odrobiny smaku do wymiany zdań. Ale bycie miłym? To na celu ma tylko nieurażenie rozmówcy jakimś komunikatem, zastąpionym wyrażeniem eufemistycznym lub kurtuazyjnym kłamstwem. Dlatego też nie rozumiem i obawiam się ludzi miłych, bo nigdy nie wiem, czy nie myślą czegoś innego, niż mówią. Jestem prostym człowiekiem i lubię, kiedy mówi się do mnie używając jednoznacznych komunikatów, niezależnie od tego, czy jest to „Porozmawiaj ze mną” „idź stąd” czy „Jesteś ch**em, Szwedowski.”. Mam tendencję do rozmyślania nad niektórymi rzeczami, które mówią do mnie znajomi w mniej publicznych i mniej…hmm… casual rozmowach, ale czasem doprowadza mnie to do szewskiej pasji, jeśli chcę, żeby mieli na myśli jedno, sądzę, że chcieli powiedzieć drugie, a tak naprawdę powiedzieli trzecie. Do wszystkich, którym resztki mojego zdrowia psychicznego i dobrego nastroju leżą na sercu albo innej wątrobie, proszę was, proste, jasne komunikaty. Bo jakkolwiek bawi mnie niezwykle rozdźwięk między słowem z znaczeniem, znacznie mniej mnie bawi moja nieuleczalna skłonność do analizowania możliwych znaczeń tego, co się do mnie mówi w poważniejszych rozmowach.

I do cholery jasnej, nie przepraszajcie mnie NIGDY za rozmowę.

Dziękuję, dobranoc.

PS: ciekawe, czy to dzielenie znaczenia na czworo wynika z tego, że jestem grafomanem i lubię bawić się słowem częściej, niż jest to uważane za stosowne w przyzwoitym społeczeństwie, czy też po prostu mam paranoję.

PS2: nie pisałem tej notki by kogokolwiek urazić, wyróżnić w negatywny sposób, sprawić, by poczuł się winny. Piętnuję tendencję, nie tych, którzy są jej ofiarami. Jeśli jednak ktoś poczuł się urażony, to szczerze przepraszam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: