Dodaj komentarz

Zmiany, zmiany… i trochę o czym innym.

Od pewnego czasu miałem ambitny zamiar ożywić ten mój nieszczęsny blog. Wstawiać ciekawe wpisy, dzielić się z ludźmi moimi jakże głębokimi spostrzeżeniami dotyczącymi istoty wszechrzeczy i imponować maluczkim moją monstrualną erudycją. Potem się obudziłem, ale chęć wskrzeszenia tej zabiedzonej działki, wydzielonej dla mnie na nieskończonych połaciach internetu, pozostał. Mocno zubożała w zakresie planowanych zmian i tego, jak ambitne wpisy mają być, ale sam sos pozostał. Postanowiłem wskrzesić blog, być może jako drobny krok postawiony w kierunku dalszych zmian, ewolucji, postępu, doskonalenia w innych, może trochę lub znacznie ważniejszych dziedzinach mojej codziennej egzystencji.

Ile z tego wyszło, wychodzi, wyjdzie? Zapraszam do dalszej części notki na poczęstunek…erm, na dalszy ciąg programu…

Tak, wszystkie plany zawsze ładnie się układają, dopóki nie ma się zamiaru wprowadzić ich w życie. Do podobnych wniosków musiał dojść Aleksander Wielki prąc na Daleki Wschód, a i pewnie Hannibalowi przemknęła taka myśl przez głowę, kiedy mu importowane słonie wyzdychały. Wielkich wodzów przywołuję całkiem bez powodu, ot, żeby było o czym napisać w tagach obok gumowego kurczaka, który wybił ten blog na pierwszą stronę gugla.

No, ale wracając do tematu ożywiania tego tałatajstwa… Plany, oczywiście, miałem. Komplikowane na wejście przez przyjętą zasadę przemienności tematów, żeby nie ględzić cały czas o erpegach i nie demoralizować dziatwy moimi, pożalcie się bogowie, przemyśleniami. Pikuś. Prawdziwe problemy pojawiły się, kiedy zapytałem moją Amebę o to, czy ma pomysły na to, o czym mogę pisać w notkach ogólnotematycznych. Ameba w odpowiedzi zrobiła coś takiego:

…tym samym torpedując wszystkie moje wspaniałe grafomańskie plany. Doszło do tego, że poprosiłem o pomysł osobę, którą mój blog obchodzi tyle, co mnie obchodzą zwycięzcy Tańców z Rozgwiazdami albo innych tego typu programów. Z rozbrajającą szczerością zostałem obdarowany całkowitym brakiem inspiracji, więc w akcie desperacji sięgnąłem pamięcią wstecz, do pierwszego wpisu, w którym wspomniałem o „poważnej nazwie” bloga. Na początku nazywał się dumnie „Kroniki Or-Tench”. Ale za radą Qendiego i paru innych osób tytuł zmieniłem na obecny, ku chwale gumowego kurczaka. Biorąc pod uwagę składność strukturalną moich wpisów, tak czy owak bliżej mi do gumowych kurczaków niż kronikarstwa, więc wydaje mi się, że ćieńdź była uzasadniona.

Cały Witz polega na tym, że to chyba należy do największych chyba zmian, do których jestem tak naprawdę zdolny. Zmiany profilowe na forum, zmiana nazwy bloga. Drobiazgi, rzekłbym nawet: bzdury. Kiedy sprawa zaczyna się obracać wokół poważniejszych zmian, moja porażka jest na skalę tych, które ponieśli wspomniani Hannibal i Aleksander Wielki (chyba nie sądziliście, że naprawdę wstawiłem ich bez powodu w początkach tego wpisu?). A trochę zmian powinienem wprowadzić, ale mam na to, zależnie od poruszanej kwestii, albo zbyt słabą albo zbyt silną wolę. Zbyt słabą, żeby wziąć się za swoją kondycję, za naukę, za ograniczenie korzystania z komputera. Zbyt silną, żeby złamać, a nie ledwie naruszyć, mój zestaw zasad i zahamowań, które praktycznie każdego dnia utrudniają mi zrobienie rzeczy, które zrobić chciałbym albo które zrobić (mam wrażenie) potrzebuję, ALE.  To ALE to kawał wielkiego kur….tyzaństwa  ciężkiego kalibru, bo zawsze znajdę jakieś ALE które sprawi, że choćbym się w środku skręcał mając ochotę coś zrobić, to ni ma bata. Jedni walczą żeby nie poddać się „pokusom”, ja zbyt często stwarzam sobie warunki, przez które muszę walczyć przeciw mojej sile woli, aby „pokusom” się poddać. W każdym razie, tym niezwiązanym z artykułami spożywczymi i komputerem, bo ten typ pokus uważam za bzdury i poddaję się im dość łatwo, a nawet jeśli nie, to nie mam z tego żadnych późniejszych pretensji od któregokolwiek bytu mnie współtworzącego.

Wychodzi na to, że muszę zacząć stosować się do reguły, którą chwilę temu sformułowałem, czyli „Silną wolę mieć trzeba, ale nie może być silniejsza od Ciebie”. Łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Z dedykacją dla tych, którzy stworzyli sobie taki sam problemik jak ja.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: