1 komentarz

I tak minął semestr pierwszy i drugi, rok pierwszy.

Sesja, sesja i po sesji. Teoretycznie powinienem napisać coś dowcipnego, chwytliwego i błyskotliwego o tym jakże fascynującym okresie życia młodego i niewinnego studenta, jednak w ramach dążenia ku lepszej przyszłości, nie ograniczę się jedynie do podsumowywania tego, bądź co bądź, krótkiego okresu, jaki jest sesja letnia.

Mam zamiar podsumować cały rok pod kątem tego, co ważnego dla mnie się w tym czasie zdarzyło, okazało.

Zacząć wypadałoby od tego, że jestem zadowolony. Jestem zadowolony z wybranego kierunku studiów. Jestem zadowolony z tego, że nie odpadłem po pierwszym semestrze, chociaż miałem szansę. Jestem zadowolony z tego, że spotkałem małą hordkę ludzi, z którymi da się zdumiewajaco dobrze pogadać. Na dowolnej wartości osi „ogólne-szczególne” albo „kudłate-gładko ogolone” i wielu innych, których wymieniać i definiować mi się nie chce.

  • nadarzyła mi się okazja przejścia z PBFów do grania na żywo, co, jakkolwiek w moim wykonaniu traci znacząco na literackości,  jest doświadczeniem na tyle przyjemnym, że w miarę możliwości nie zamierzam tego porzucać. Wiele jednak jeszcze wody w Czechówce upłynie, zanim podejmę się poprowadzenia własnej sesji.
  • jak wspomniałem, poznałem naprawdę sporo Osób, z którymi da się świetnie pogadać, tak grupowo, jak i pojedynczo. Nie będę nikogo wymieniać z imienia i nazwiska, nicku też nie. Ale cieszę się, że miałem (i będę miał, jak mniemam) z kim potrollować. Że było parę osób, z którymi dało się wymienić hermetycznymi żartami i spostrzeżeniami. Że było wiele, których moja codzienna powierzchowność nie odrzuciła (dziękuję! ). Że było kilka osób, z którymi można było pójść na piwo, na pizzę. Z którymi można było się powydzierać na karaoke bez obaw o dostanie w łeb gumowym młotkiem (znowu: dziękuję! 😀 ). Wreszcie, że znalazły się Osoby, które potrafiły mi zamknąć jadaczkę, kiedy psychodeliczne drogowskazy moich myśli sprowadzały moje słowa na zgubne ścieżki. I że były takie, które wzmocniły moją wiarę w to, że są jeszcze ludzie, z którymi można dobrze i inteligentnie podyskutować.
  • Chyba ani razu nie usłyszałem mojego imienia bądź nicku wymawianego z pogardą lub politowaniem, co po liceum jest naprawdę przyjemną zmianą, zwłaszcza, że tym razem bardziej niż narobić sobie wrogów chciałem narobić sobie, w miarę możliwości, przyjaciół
  • Z innej beczki: jak na moje standardy, rozpiłem się, nawet jeśli nie zdarzyło się, żebym zygzakiem wracał do domu albo bawił się we Włóczykija, spędzając noc na ławce w parku akademickim albo innym śmiesznym miejscu. Ale co się piwa nażłopałem, to moje.
  • Wpieprzyłem przez te dziesięć miesięcy więcej pizzy niż przez całe życie, co wydatnie przybliżyło mnie do osiągnięcia najbardziej osiągalnego z moich celów życiowych, tj. dobicia do masy stu kilo. I kij z tym, że wyglądam jak zarośnięta baryłka.
  • zdążyłem dwa razy zarosnąć
  • nauczyłem się jak zrobić Forced Meme z własnych wyolbrzymionych cech (masa, jedzenie, gruboskórność. Ameba 😀 )
  • powyższym zapewne sprawiłem, że mało kto traktuje mnie poważnie
  • wspominałem już, że spotkałem wiele osób, z którymi kontaktu nie chciałbym tracić?
  • gumowy kurczak
  • nauczyłem się, że opierdalanie się kosztuje 600 złotych, jakie musiałem wybulić na wpis warunkowy
  • dowiedziałem się, że potrafię gadać bez przerwy, ale w zamian straciłem zdolność niegestykulowania podczas mówienia
  • CHYBA nauczyłem się podejmować działania

To tyle z tego, co mi w tej chwili przychodzi na myśl. Nie będę edytować, nie będę dopisywać. To podsumowanie różni sie znacząco od poprzednich, które pisałem dla siebie samego. Nie jest wściekłe. Nie jest przesycone wulgaryzmami. Nie jest przepełnione wyrzutami do mnie ode mnie. Bo, powtórzę jeszcze raz. Jestem zadowolony z minionego roku akademickiego. W lutym zeszłego roku dowiedziałem się, ze wyjście z domu do ludzi nie boli. W czasie dwóch semestrów okazało się, że siedzenie w domu potrafi być nieziemsko frustrujące, jeśli sie wie, że są w Lublinie osoby, z którymi chce się spotkać.

Dowiedziałem się i doświadczyłem też różnych innych różności, ale to nie jest miejsce ani czas, żeby o tym pisać.

I chociaż egzamin z historii czeka na poprawkę, rok uważam za zakończony pozytywnie.

PS: zdradzę wam tajemnicę Poliszynela. Cenie sobie Osoby, bo tylko rozmawiając z ludźmi potrafię być wesołym człowiekiem.

Reklamy

One comment on “I tak minął semestr pierwszy i drugi, rok pierwszy.

  1. a blog powinien nazywać się Gumowy Kurczak! o! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: