Dodaj komentarz

O materii, poruszaniu sie oraz myśleniu.

Do napisania tej notki zainspirował mnie powyższy odcinek jak zawsze świetnego Irregular Webcomicu. A co ta notka zawiera, to trzeba się przekonać w dalszej jej części (derp)

Od jakiegoś już czasu, za sprawą Corvus, usilnie i uparcie utrzymuję (cóż za śliczna aliteracja), jakoby w głowie mojej miast mózgu siedziała jedna wielka i spasiona Ameba, która funkcjonuje jako pół-świadomy odpowiednik mózgu. Drugim jest mój żołądek, podejrzewany zresztą o posiadanie wyższych stanów świadomości, bo czasami nawet z nim rozmawiam, jak zaczyna coś pod mostkiem burczeć. Zasadniczo jako facet powinienem wspomnieć jeszcze o trzeciorzędnym ośrodku kontrolnym, ale nauczyłem się że niczego mądrego nie podpowiada, dałem mu bana na pisanie i teraz to se może co najwyżej popatrzeć, co wypisują Ameba i Mr. Żołądek.

No i tak się jakoś przez lata poukładało, że na ogół jestem jak Dwalin, krasnolud z obrazka patronującego tej notce. Daleki byłbym od twierdzenia, że jestem bestią instynktów, nie będę robić wujkowi Freudowi frajdy. Ale, i tu zaprzeczyć się nie da, z reguły prezentuję się, całkiem, LOL, rozmyślnie, jako osoba która poza powierzchownością mało subtelnego trolla mało ma do zaoferowania. Po prostu ruszam się (czasami. Serio! Ej, wy tam, w piątym rzędzie, nie rechotać! przecież żeby oddychać muszę poruszać żebrami i takie tam, nie?) i mówię.

To mówienie to też heca zresztą, bo od pewnego czasu przyjąłem zwyczaj mówienia w tej samej chwili, co, LOL, myślę, a nie dobry zwyczaj z lat ubiegłych, że najpierw, LOL, myślę co powiedzieć, potem czy to powiedzieć, a na końcu jak powiedzieć. Teraz takie dylematy mnie, niestety, przestają powoli dotyczyć, bo moja Ameba zrobiła sie pyskata i całkiem, chyba, niezła w dialogowym ping-pongu. Na tyle, że ja sam nierzadko nie mam pojęcia, czemu coś powiedziałem albo skąd mi się wziął jakiś punchline, którymi zresztą ostatnio zacząłem strzelać jak Stallone ślepakami.

Czasem zastanawiam się, czy Ameba nie działa jak ryba Babel z cyklu „Autostopem przez Galaktykę”. To znaczy, czy nie żywi się procesami mózgowymi osób dookoła mnie i na tej bazie działa. Hmm, to by wyjaśniało, czemu w większej grupie ludzi bywam najbardziej wygadany i konkretny. I trollujący. To by też wyjaśniało, czemu kiedy dokądśpełznę z Qendim nad punchline’ami muszę najczęściej kombinować, a nie przychodzą od Ameby. Ona po prostu zdycha z głodu 😀 (cześć, Q 😛 )  I to by też wyjaśniało, czemu jak z kimś rozmawiam osobiście, to lepszy ze mnie słuchacz niż mówca.

A gdzie w tym wszystkim materia? Dookoła wszystkiego, prawie stówa tej materii jest, która z moją postawą wśród ludzi i większych skupisk Osób sprawia, że wzięcie mnie za trolla albo pyskatego krasnoluda nie jest przesadnie trudne.

Summa summarum, Ameba to wredna jędza jest. Jej wpływ na mnie jest tak wieloraki, że opisać się w pełni tego nie da. Aczkolwiek o efektach, jakie to z grubsza daje, śpiewał dawno temu Jan Kobuszewski kiedy występował z Kabaretem Dudek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: