Dodaj komentarz

Obsydianowe tablice, cz. II

Historia Solara i Abyssalki jeszcze sie nie zakończyła. Zapraszam na dalszy ciąg przygody.

Podróż przebiegała z jednej strony bez przeszkód, z drugiej jednak nieznośnie mozolnie, pomimo przesiadki z jaszczura (jak zauważyłem któregoś dnia, miałem już odciski w kształcie łusek na nogach i nie tylko) na konie, nadal byliśmy daleko od celu. Co powoli zaczynało mnie irytować, bo nadal nie mogłem się dowiedzieć, czego może chcieć Pierwszy Samotny Lew od kogoś takiego jak ja. Co prawda mogłem podejrzewać, ale wolałem tego nie robić. Wystarczy mi tyle zmartwień, ile zapewniają mi Starsze Wspomnienia.

Otchłanniczka? Okazała się być całkiem sympatycznym towarzystwem, pomimo bycia wypaczeniem tego, czym byłem ja i reszta Słonecznych. Przez większość czasu jednak nie zwracałem na ten fakt uwagi, zwłaszcza, że albo gnaliśmy przez przystępne tereny, a kiedy droga była trudniejsza, wymienialiśmy uwagi na temat rzemiosła i magii. I tak się jakoś plotło, że żadne z nas nie chciało zarżnąć drugiego we śnie. Gdyby nie to, że prowadziła mnie do Labiryntu, a potem na ziemie Pana Śmierci, który raczej z otwartymi ramionami mnie nie przyjmie, można by pomyśleć, że to przejażdżka dla przyjemności.

Jak już zaznaczyłem, przez większość czasu podróż przebiegała bez przeszkód, czy to ze względu na królewskiego jaszczura, który wciąż był z nami, czy to ze względu na Cerastesa, który wisiał w pochwie na łęku siodła. Tak, czy owak, aż do niedawna wszystko szło gładko i można było założyć, że niedługo spotkam się z takim bądź innym przeznaczeniem.

***

Zatrzymaliśmy się na wieczór, głównie po to, by dać koniom odetchnąć, ale my sami też nie byliśmy w najlepszej formie. Siedzieliśmy przy ognisku, rozmawiając o jakichś bzdurach, kiedy Otchłanniczka zerwała się na równe nogi i wyciągnęła z rękawów dwa łańcuchy.

-Ty w tym rękawach masz Gdziekolwiek, czy jak?

-Dobrze by było, ale nie. Coś tu jest.

-Niematerialne?

-Na to wygląda.

No cóż, materialne czy nie, przed moim wzrokiem można się ukryć tylko na chwilę. W każdym razie na ogół. W momencie, kiedy obudziłem moje trzecie oko, zobaczyłem jakiegoś ducha, który w tej samej niemalże chwili schował się za jakimś kamieniem. To tyle na temat niewidzialnych zagrożeń. -To tylko jakiś duch. -powiedziałem, odwracając się do kobiety, stojącej w gotowości bojowej. Krótkie spojrzenie i okazało się, że horda duchów niesie przed sobą ciała. Nie do końca zrozumiałem, o co w tym chodzi, dopóki nie zacząłem patrzeć także moimi „zwykłymi” oczyma. To, co w pierwszej chwili wydało mi się komicznym widowiskiem, okazało się być sporą grupą zombie, które wlokły się w naszą stronę. A to ci dopiero, pomyślałem, wyciągając  Cerastesa z pochwy i zapalając go moją Esencją, żeby odstraszyć te żałosne byty. Miałem okazję się trochę rozruszać.

Walka nie trwała nazbyt długo. Może i nie pokazałem na co mnie stać, zwłaszcza, że nie używałem żadnych zaklęć, jednak kto by chciał się wypruwać z Esencji na takie byle co? Nawet nie byli w stanie mi czegokolwiek zrobić, bez większego przekonania klepiąc mnie po skórzni. Doceniłem to, ścinając głowy jednemu po drugim.

-Przestań się bawić i chodź tu!-usłyszałem głos Otchłanniczki, która w tym czasie zdążyła zrobić wokół siebie niewielki krąg z trupich…trupów.

Wzruszyłem ramionami, zgrabnie wpasowując ten ruch w ścięcie kolejnych dwóch mózgożerców i podszedłem w jej stronę.

-O. -tylko tyle z siebie wydusiłem, kiedy zobaczyłem, z jaką hordą mamy teraz do czynienia. -I co teraz?

-Trzymaj to. -powiedziała, wsadzając mi w ręce dwie sporych rozmiarów kule z lontami. -Są wypełnione prochem takim, jak zapalnice. Zapalasz, rzucasz, podziwiasz efekty. Masz ognia?-pstryknąłem palcami i zapaliłem jej bomby. Potem wciągnąłem płomień w usta i zionąłem na swoje własne. -No to siup.

Huknęło przyzwoicie, aż nas odrzuciło trochę do tyłu.

-Chyba troszkę przesadziłam.

-Jak na moje, wszystko w porządku.

Kiedy dokonałem szybkiego spojrzenia na pobojowisko, cisnęło się na usta stwierdzenie, którym mistrz zawsze określał mój pokój, dawno temu, kiedy się dopiero uczyłem sztuki. Co za burdel. Nic dodać, nic ująć. Kawałki ciał leżały wszędzie dookoła i czułem, że Złocień, który do tej pory albo kołował mi nad ramieniem albo na nim siedział, niepewny, czy może coś uszczknąć zaczyna mieć ochotę na mnie narobić. W związku z tym łaskawie zezwoliłem temu cwaniakowi sobie podjeść. Chwilę potem wymieniliśmy z Otchłanniczką garść uwag na temat nekromantów i tego, że żadnego tu być nie powinno, po czym poszliśmy spać.

Obudziła nas potężna emanacja mrocznej magii.

Bedzie tego. Musimy sprawdzić, co się dzieje. -rzuciłem do kobiety. Ta zaczęła coś liczyć, tak to przynajmniej wyglądało.

-Mój pan nie będzie zadowolony, jeśłi przez przypadek zamordujemy kogoś, kto wykonuje misję od Pana Śmierci.

-Powiemy mu, że działania tego nekromanty stanowiły zagrożenie dla twojej misji. A ponieważ nie wiadomo, co ma wyższy priorytet, słusznie założyłaś, że twoja misja jest istotniejsza od zadania nadanego jakiemuś człowiekowi.

-Jesteś bardzo bezwzględny jak na Słonecznego.

-Pamiętam Pierwszą Erę. Wątpię, by wielu takich jak ja było bardzo litościwych. -kobieta słysząc te słowa uśmiechnęła się do mnie nieprzeniknionym uśmiechem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: