2 komentarze

Żywoty Smoczej Krwi, cz. 3

Tym razem sesja zakończyła się potężnym twistem fabularnym, który sprawił, że wyjechaliśmy od Qendiego w stanie małego mindfucka. Zapraszam do lektury.

Cała historia zaczęła się od tego, ze nasze postacie dowiedziały się o wypadku na zajęciach z technomagii, czyli nowego przedmiotu, który pojawił się w planie na drugim roku. Eksperyment, czy raczej ćwiczenie, nie należał do specjalnie skomplikowanych. Zwykłe wszczepienie pancernikowi nefrytowej płytki w miejsce naturalnej. Ale dla jednego osobnika najwyraźniej to było zbyt wiele. Chłopak nazywał się Fang Błękitny Lotos i, wedle tego, co było wiedzą pantoflową, wcześniej całkiem przyzwoicie sobie z technomagią radził, więc fiasko przeszczepu było co najmniej dziwne. Tym bardziej, że nie został po nim nawet smród. Zniknął jak kamfora w błysku fioletowego światła oraz własnej animy. I tyle go widzieli.

Ponieważ Arashi, Mei, Ayiin oraz Yu nie są osobami, które przeszłyby obok takiej okazji zarobienia guza, władowali się po uszy w śledztwo dotyczące zniknięcia, a formalne wsparcie w tej kwestii załatwił im nauczyciel demonologii (przypomnę, poprzedniego diabli wzięli), imieniem Nieustraszony Dao Ren z Rodu Cynis. Wyglądało to mniej więcej tak, że po obejściu linii wytyczonej przez Yashi na podłodze korytarza (by nie dopuścić gapiów na miejsce wypadku), podsłuchaniu rozmowy Niesmiertelnej, Nieustraszonego i Renjiego Srebrnego Cienia (gość od technomagii) i usunięcia się z widoku zanim ich wyhaczyli (tyaa… Wyobraźcie sobie Obelixa który chce ukryć się za latarnią. Tyle to ukrywanie się dało.). O ile Yashi i Ren Ji minęli bez większego kłopotania się ich osobami, Dao Ren do młodzieży poszedł.

Dao Ren: Czego tu szukacie?

Mei: Kłopotów?

Arashi: Guza?

Ayiin: Informacji? (laaaaame 😛 )

A potem zaprowadził, co by mogli sobie popatrzeć, co się stało na miejscu. A wiele tak nie było. Ot, wyraźny krąg na ziemi, gdzie błysnęła anima, trochę kawałków nefrytu wszystkich odmian, jakiś taki bajzel ogólny na stołach. Nic przesadnie ciekawego. Co prawda Mei wyczuła jakaś obecność za pomocą jej Czujności Tygrysa i Niedźwiedzia, ale jak sie później okazało, był to tylko żywiołak powietrza, chyba, że ich nabili w butelkę. Tak, czy owak, dostaliśmy od Dao Rena zadanie podrążenia wśród świadków, czy nie widzieli czegoś przesadnie dziwnego. A ponieważ do tego potrzebne było wino, to musieli zawołać służących.

Qendi: Wiecie, jak to jest ze służącymi, są wszędzie i co zabawne każdy nazywa się „Ej, ty”

Fumi: Ponieważ Mei sama przechodziła przez etap „Ej, ty” , to jest dla służących trochę milsza.

Kattea: Zanczy sie co? Mówi „Ej, ty, przepraszam?

Mongward: Nie, „Ej, Ty” , wiecie, wielką literą.

Ale zasadniczo dobranie się do wińska nie było przesadnie trudne, więc szybko mogli przejść do przesłuchania butel….świadka. Świadkiem, który poszedł na pierwszy ogień (nie, Mei go nie podsmażyła.) był Lu Złoty Miecz z Rodu Mnemon, czyli technicznie rzecz biorąc, kuzyn Yu. Wyjaśnił, że z tego, co widział, to przed zniknięciem widać było jakaś dziwną poświatę, niepodobną do efektów animy. Po wypytaniu o wrogów Fanga, nie potrafił wytypować żadnego (za to dał do zrozumienia, że zna kilka osób, które chętnie widziałyby Mei w jak najgorszym stanie.). Bohaterowie się z nim grzecznie pożegnali, natomiast Yu został, żeby przedyskutować z nim jakieś sprawy rodowe i może dokopać się do jakiejś grubszej teorii na temat tajemniczego zniknięcia.

W tym czasie reszta udała się do kolejnego świadka, Kimiko Srebrny Feniks, która była drugą siedzącą w miarę blisko zdarzenia osobą. Dowiedzieli się, że Fanga bardzo nie lubił Ognisty Wilk Tsume z Rodu Cathak (swoją drogą, bardzo bliski znajomy Mei 😛 To się nazywa gorący seks xD ) oraz że zdarzenie nosiło znamiona czarnoksięstwa. Co zabawne, Wilk był całkiem niezłym czarnoksiężnikiem. W czasie przesłuchania przełomu dokonało jedno pytanie.

Ayiin: Czy ktoś wcześniej używał tego pancernika?

Nie był to, co prawda, przełom w śledztwie a w wesołości graczy, ale przelom niemniej jednak.

Ponadto, dowiedzieli się, ze Kimiko ma duuże problemy z technomagią, więc Ayiin zaproponowała jej pomoc.

Kattea: Ona mówi to zupełnie szczerze, a przynajmniej tak to brzmi.

Skończyło sie to tym, ze Ayinn zaoferowała swoja pomoc w nauce technomagii, pod warunkiem, że znajdą stosowny artefakt. Albo rozwalą, ta opcja też została wspomniana.

Przepytywanie reszty zebranych nie przyniosło więcej danych, wiec młodzież skierowała sie do biblioteki (dość nierozsądne, biorąc pod uwagę, że na winie z Lu się nie skończyło). Koniec końców, niczego nie znaleźli, natomiast Arashi pamiętał tylko „Kurwa” rzucone w bibliotece, a potem obudził się za drzwiami, ryjem na podłodze.

Kiedy po względnym wytrzeźwieniu szli złożyć raport Dao Renowi, dosłownie wpadł na nich Yu, chwilę na nich poleżał, a potem zaczął podpierać sie o ściany w stronę akademika, co znamionowało poważniejsze chlańsko, na które nie zaprosił reszty :<

Kiedy odespał co miał odespać, dowiedzieli się, że to wszystko prawie na pewno było sprawką czarnoksięstwa, przynajmniej tego pewien był Lu. {Przekazali, co wiedzieli Dao Renowi i na tym o ile pamiętam skończyła się pierwsza część sesji.

Druga zaczęła się w następnym semestrze, zasadniczo od podobnego wypadku przy pracy. Tym razem heptagramowa Tajemnicza Spółka musiała jednak obyć sie bez Yu, którego polityka wezwała w rodzinne strony. A sporo przez to stracił, ponieważ tym razem zniknięcie nastąpiło na zajęciach, na których obecni byli Ayiin, Arashi i Mei. Cóż za zaskoczenie. Oczywiście zostali przepytani przez Dao Rena, co się zdarzyło, co widzieli i tak dalej, po czym kazał im zanieść swoje przybory do gabinetu. Niestety, to się nie udało. Po drodze młodzież ntknęla sie na trzy formujące sie portale, z których zaczęły wyskakiwać jakieś pokraki. Czemu z portali wyskakują zawsze jakieś pokraki? nie mogłyby z nich wyskakiwać neomahy na przykład? No ale cóż. Pokraki, jak to pokraki, chodzą hordami, w tym wypadku w ośmiopakach. Pierwszy ośmiopak poszedł w cholerę jeszcze zanim zdążył się dobrze zadomowić w Stworzeniu, bo niegościnny Arashi go wyeliminował. Nieco dalej Mei radziła sobie z podobną efektywnością. Ale że potworków było coraz wiecej a esencji coraz mniej, Hayabusa wziął sprawy we własne ręce i uznał, ze trzeba unieszkodliwić chociaż jeden portal. Portale, gwoli ścisłości, wyglądały jak jakieś mordy monstrualne. Tyle, że płaskie, jak namalowane, co zasadniczo przeszkodziło Wietrzniakowi w zamknięciu ryja. Dało za to okazję do rozwalenia czegoś z pomocą Uderzenia Pięciu Mocarnych Smoków, co, o ile dobrze pamiętam, było zresztą pierwszym użyciem tego zaklęcia w historii kampanii. Ściana o Wyparowaniach bodaj 12 poszła w pył, kiedy udało sie wyrzucić siedem sukcesów w rzucie na obrażenia. No cóż. Jeden portal poszedł w cholerę, podłoga lepiła się od Czegoś, ręce Arashiego też (wady walki na bardzo bliski dystans), liczba potworków zmalała do zera, wiec była to dobra pora, żeby Dao Ren przyszedł poniuchać za teoriami spiskowymi. Portale zdążyły zniknąć, wiec Hayabusa musiał narysować mniej więcej, jak wyglądały. Dao ren stwierdził, że z całą pewnością nie były to Wrota Demonów, dodał, że nie ma pojęcia, co za cholerstwo i wysłał nas po Yashi, która doskonale wiedziała, że ma przyjść. Ta kobita wie wszystko.  Gdzieś między słowami na scenę wkroczył pył z gwiezdnej stali, czyli Summon Rainbow Powder. Po krótkiej rozmowie dotyczącej użyteczności tego surowca, trójka poszukiwaczy guza została wysłana do Lin Mnemon Spadajacej Gwiazdy, czyli nauczycielki technomagii. Po godzinnym wykładzie na temat wszystkiego, czego wiedzieć nie chcieli, ale wyjścia nie mieli, nie wrócili bogatsi w jakaś konkretnie rpzydatną wiedzę. Za to przetestowali multitasking tej kobiety, rzucajac pytania jedno przez drugie. Kiedy poruszony został temat ukrywania czegoś przed młodzieżą, Ayiin zabłysnęła inteligencją.

Ayiin (z zaangażowaniem): Może to było ukryte w ścianach… to byloby genialne, bo my przecież nie oglądamy ścian, tylko inne kąty.

Niestety, Spadająca Gwiazda nie doceniła niepodważalnej mądrości tych słów i kazała im zabierać dupska, co też niezwłocznie uczynili. Po zreferowaniu wszystkiego Dao Renowi, zadanie zaniesienia resztek przyborów do gabinetu zostało ponowione. I ponownie niewykonane, bo wraz z podążaniem dalej korytarzem, natężenie pyłu zaczęło wzrastac, zwłaszcza w jednej z odnóg. To oczywiste, że trzeba to było sprawdzić.

Po krótkim spacerku dotarli przed wrota wykonane z, niespodzianka, gwiezdnej stali. Zanim Arashi pomyślał o tym, jak by to można rozwalić, niezastąpiony Wąż Ayiin zrobił z siebie wytrych i wrota stanęly przed wszystkimi otworem. Znaleźli sie w kwadratowym pomieszczeniu…

Mongward: O, kwadratowe pomieszczenie, nie wiedziałem, że tu takie mają. (przyp. skryby: do tej pory chyba wszystkie były okrągłe)

Qendi: Wkurzasz MG…

W centrum uwagi stały jakieś dziwaczne kadzie, niespecjalnie ładnie pachnące, koło jednej ze ścian sterczał sobie jakiś panel kontrolny, ogólnie było w klimatach Frankensteina, zwłaszcza, ze niedługo potem pojawiła się iskra Esencji między obiema kadziami. Kiedy już-już zgodzili się, ze trzeba kogoś powiadomić, zostali zatrzymani w miejscu przez głos. Głos należał do mężczyzny w masce. Mężczyzna w masce miał wszelkie znamiona osoby, z którą nie należy zadzierać, czyli poza maską niespecjalnie się wyróżniał. Rozmowa z jegomościem po pierwsze przyniosła wieść, że Trójka się wplątała w machinacje Niebiańskiego Magistratu oraz Pomazańców pięciu Panien. Po drugie, dowiedzieli się, ze są w dupie, bo próba wysłania Feniks przez Mei zakończyła się jego lotem cegły w stronę ściany po interwencji Maski. Po trzecie, facet okazał się być Ren Jim (technomagia, przypominam). Po czwarte, mogli się przyłączyć do  do grupy zbieranej przez gwiezdnych albo nie wyjść z pomieszczenia. Kiedy Arashi poprosił o czas do namysłu a facecik wypełzł z pomieszczenia, rozgorzała dyskusja, co trzeba zrobić.Arashi z powód około politycznych zdecydowany był dołączyć, Ayiin była zdecydowana w swoim niezdecydowaniu, a Mei miała masę skrupułów i słusznych obiekcji, które Arashi zignorował, nieomal doprowadzając do kłótni wokół tego, ze Mei jest tylko Zagubionym Jajem. Koniec końców jednak, zdecydowali sie przyłaczyć, aczkolwiek

Mei: Wchodzę w to, ale nie gwarantuję lojalności.

Maska: W takim razie ja nie gwarantuję, że przeżyjesz.

Potem pomogli mu w okiełznaniu pokrak wypełzających z kadzi i wysłaniu ich na dalekie Południe jako wsparcie w Wojnie Szarańczy. Potem Maska otworzył portal do Yu-Shan, który przyjął formę statku. Po dopłynięciu do Boskiego Miasta i spotkaniu reszty grupy, rozdział sie zakończył.

Heptagramie, żegnaj, witaj udupienie.

Już bardziej metagrowo dowiedzieliśmy się, ze Yashi też była Gwiezdną i kretowała Heptagram. Kto by się spodziewał?

Reklamy

2 comments on “Żywoty Smoczej Krwi, cz. 3

  1. Fajnie było sobie przypomnieć te sesje. Szkoda tylko, że tak mało ich wyszło. Fajnie napisane, Mongward. Dzięki! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: