1 komentarz

Żywoty Smoczej Krwi cz. 2

Yay, drugi raport. Could that be more awesome?

Do naszej dwójki w ostatniej sesji dołączyły dwie postacie.

Ayiin (jeśli źle zapisałem, poprawcie. W transkrypcji fonetycznej nie chce mi się tego pisać 😛 ) prowadzona przez Katteę. Członkini rodu V’neef, ergo: aspekt Drewna. Małe to-to, wielkookie i z blond włosami. Można by pomyśleć, że następna przygoda będzie o chronieniu jej przed Pedobearem, taka słodycz i dziecięcy image z jej postaci się wylewa 😀

Yu, współlokator Arashiego w heptagramowym akademiku. Członek rodu Mnemon, aspekt Ziemi. O dziwo, enpec. A przy tym równy gość (postawił im wińsko). Arashi szkoli go w sztukach walki.

Opowieść zaczęła się od opowiedzenia Yashi Nieśmiertelnej, czemu kazano jej „zwlec się z łóżka o tak nieprzyzwoitej porze” i pozamiatać bałagan, którego narobiła dwójka dzieciaków i jeden Anathema. I jeden dzik. Mei znów twierdziła, że to nie jest jej znajomy (Anathema, nie dzik), bo się nie przedstawił, ale Arashi wie swoje. Tak, czy owak, po tej krótkiej rozmowie rozeszliśmy się do pokojów. I muszę wam powiedzieć, że akademiki w Heptagramie niewiele się różnią od naszych, swojskich, polskich.

Biedna Ayiin dostała Mei jako współlokatorkę, co na początku było dla niej powodem dość poważnego szoku, kiedy wymęczone Jajo rzuciło toboły, zadbało o zbroję i walnęło się bezceremonialnie ( i bez powitania) na wyrko. Blondwłose dziewczę nie dało jednak za wygraną i dostało upragnioną parodię rozmowy (co prawie skończyło się tym, że dostała w twarz. Nie nachyla się nad śpiącą osobą, która trenowała w Pasiapie). Po krótkiej wymianie zdań, Mei poszła się odświeżyć, a z nią jej Feniks.

Fumi: Ale feniks został. (kiedy Q poinformował Katteę, że jest sama w pokoju i może obejrzeć broń Mei)

Qendi: Nie, feniks zdecydowanie pofrunął za Tobą.

Mongward: No co ty, boisz się dużego ptaka w łaźni?

W tak zwanym międzyczasie, Arashi miał okazję poznać swojego współlokatora, który, chociaż z rodu Mnemon, okazał się całkiem fajnym kolesiem. Co prawda to na początku nie było oczywiste, bo Hayabusa skupiał się bardziej na tym, że mu się płaszcz sfajczył, niż na zawieraniu nowych znajomości. Materialista. Grunt, że było trochę czasu na odpoczynek przed inauguracją semestru. Koniec sceny.

Następna była dość zabawna. Pomijając oględną inaugurację, od razu zagoniono ich na wykład z teorii czarnoksięstwa, na którym zdecydowanie przydał się „Elemental Concentration Trance” (czyli „Słowo Mocy: Sesja” ), ponieważ poza jakąś niebieskowłosą dziewczyną nikt nie wpadł na to, żeby wziąć ze sobą przybory piśmiennicze (założę się, że zawaliła rok, więc wiedziała, co robić!). Tyle dobrego, że Yashi niespecjalnie przynudzała. Następne wydarzenia sprawiły, że reszta studentów prawdopodobnie nie będzie zadzierać ani z Arashim, ani z Mei. Ale po kolei.

Kiedy Yashi się wyekspediowała, przyszedł do nich opiekun i instruktor sztuk walki, Lei Czarny Wąż. W krótkich słowach oznajmił im, że mogą wtykać nos gdzie im się podoba, ale muszą liczyć się z tym, że mogą go nie zabrać z powrotem. Przypomniał, że muszą chodzić na zajęcia i tak dalej, a przy okazji wyśmiał Ayiin, kiedy spytała o plan zajęć. A następnie w przypływie łaski dał wszystkim aż pół godziny na przygotowanie się do ćwiczeń i zebranie przed głównym wyjściem. Po poprowadzeniu ich w stronę areny, brał po kolei wszystkich na stronę, żeby przepytać ich ze sprawności bojowej. Facet prawie się załamał, kiedy zdał sobie sprawę z tego, kim jest Mei (a potem dał jej wolne :/ ), a kiedy wezwał Arashiego i usłyszał, że jest adeptem stylu Pięciu Smoków kazał się uderzyć. Niewiele to dało, poza tym, że błysnęły błyskawice (yeah, aliteracja xD ). Koniec końców, Mei została wykorzystana przez Lei’a do brudnej roboty, tzn. sprawdzania, co potrafią pozostali studenci. Nie potrafili wiele. Trzech pierwszych położyło Iai-jutsu, kolejni prędzej by się zmęczyli, niżby podjęli w miarę wyrównaną walkę. Tę był w stanie zacząć tylko Arashi (głównie dlatego, że Mei nie aktywowała miecza, ale ciiiicho…).

Lei (do Hayabusy): No dobra, cwaniaczku, teraz ty. Właź na arenę.

Arashi i Mei: <dziki rechot>

Walka trwała na tyle długo, że w końcu Czarny Wąż kazał im przerwać walkę. Hayabusa został na arenie, robiąc za kolejny punkt odniesienia. Kolejne kilka walk to było <jeb>, <jeb> , <jeb>. Z gościem, który może wyprowadzić 10 ciosów w ciągu sześciu ticków nie jest łatwo wygrać, o ile nie ma się jakiegoś dziwnego asa w rękawie 😀

Jakiś czas potem mieliśmy okazję sobie we czwórkę pogawędzić na szczycie jednej z wież. Kulturalnie, więc przy wińsku, Mei i Arashi opowiadali z grubsza co im się przydarzyło. Głównie o walce z żywiołakami.

Yu: A co, jakbyście trafili na smoka?

Mei: No to byśmy spierdalali.

Arashi: Ja w podskokach. (gwoli wyjaśnienia: Arashi może skakać na naprawdę duże dystanse xP)

Potem pojawiła się wzmianka o dziku, która otworzyła drogę dla kolejnej dawki przekomarzania się między Mei a Arashim. „A bo ja to” „Ale ja tamto” „Ale ja mu pocięłam kręgosłup” „Ale to ja go pogłaskałem w mózg”… odnieść można było po tej rozmowie wrażenie, że pozostała dwójka zacznie się ich niedługo bać… Jakby było czego… Mr. Hammertime and Miss Kill-it-with-fire..hmm.

W pewnym momencie z jakiegoś powodu, którego już nie pomnę, Arashi zleciał z blank w dół wieży. Aktywował animę, opadł grzecznie na parapet jakieś 70 metrów niżej i udowodnił, że skacze naprawdę nieźle.

Rozmowa trwała jeszcze długo, deko się ubzdryngolili, ale Ayiin najbardziej (wiadomo, drobne dziewczę, to i szybko jej poszło do głowy 😀 ). Skutek tego taki, że Arashi musiał za nią skoczyć, kiedy zaczęła się turlać w dół schodów.

Arashi:  Wstaję i próbuję ją utrzymać w pionie…wróć… Próbuję wstać i utrzymuję ją w pionie.

Co zabawne, niedługo potem dziewczyna weszła (a raczej wpełzła) w ścianę. A Arashi za nią. Bo to nie była ściana, a pół-tajne przejście. Pół-tajne, ponieważ wystarczyło stanąć w odpowiednim miejscu, żeby je zobaczyć. Skończyło się tym, że w końcu cała czwórka zniknęła za ścianą i podążała krótkim korytarzem, który Ayinn przeszła prosto tylko dzięki wsparciu Arashiego (Mei za to dostała kopniaka za nabijanie się z tej dwójki. Skończyło się to ogólną kotłowaniną, w której, hip hip hura, wygrał Arashi, na koniec siedział na pozostałej trójce i pomagał ustawiać ich do pionu). Po krótkim zwiedzaniu korytarza, dotarli do duużego kulistego pomieszczenia z dwoma pokrytymi symbolami słupami na środku. Arashi i Ayiin wylądowali na szczycie jednego z nich, Yu z Mei stali na dole. Szybko okazało się, że Mnemon zna język, w którym wykonano inskrypcje, identyfikując filary jako modlitewniki. Z niewiadomych względów (no dobra, z wiadomych. Qendiemu sie nudziło 😀 ) zakręcił tym, na którym stali Hayabusa i V’neefka. Efekty tego można porównać do rzygnięcia na karuzeli, które dosięgło wszystkich, nawet Arashiego, który próbował odskoczyć. Żeby było jeszcze zabawniej, to wszystko ściągnęło na nich uwagę duchów\upiorów, które najwyraźniej tam się lokowały. Szybki odwrót ocalił im skóry i wyprowadził na drugą stronę pomieszczenia, w nieco inny region szkoły.

Jak to zwykle bywa, wyjście z jednej opresji robi miejsce na drugą, wiec czwórka młodzieży niedługo potem miała okazje podsłuchać rozmowę wykładowcy demonologii z Cosiem. Coś mówił w języku, którego nie rozpoznawali, jednak w sukurs przybył artefakt Ayiin, Wąż babel. Nazwa jest robocza. Chodzi głównie o to, że określił Cosia jako Acumę (sługę demonów), a jakiś czas potem im przybliżył, co zostało tam powiedziane. Jakiś czas potem, czyli kiedy zabrali stamtąd tyłki zanim ich zauważono i wylądowali w łaźni, żeby oczyścić się z ostatnich trzech posiłków Ayiin. Tamże też dokonała się pełna aktywacja Węża z pomocą popisowego czerpania Esencji, przydługa dysputa na temat tego, jak powinniśmy udupić demonologa, trochę gadania o duperelach, w stylu komu kogo i jak bardzo źle zaręczono etc. Nie pamiętam już całego przebiegu rozmowy, więc dodam jedynie, że Yu popisał się przeżyciem Obsydianowych Motyli z kilkoma bliznami na plecach, znajomością Techniki Słów Niesionych Przez Wiatr, co pomogło w ustaleniu, kiedy są kolejne zajęcia z demonologii.

Kolejna scena:  okazało się, ze zajęcia z demonologii mają odbyć się o północy na szczycie jednej z wież specjalnie do tego celu przeznaczonych. Przeczuwając machlojki nauczyciela, młodzież (za wyjątkiem Yu, o ile pamiętam) zabrała swoją broń. Po dotarciu na miejsce odrobinę przed czasem, Szuja opisała uczniom konstrukcję całego kręgu, kazała się ustawić po jednej osobie w każdym z pomniejszych „krążkach” i nie wyściubiać z nich nosa choćby nie wiem co, krótko mówiąc, zadbał o ich bezpieczeństwo. Tak jakby. Czwórka umiejscowiła się „lożach” na wszelki wypadek, a niedługo potem zaczął sie cyrk.

Pan Demonolog zaczął przywołanie. Na początku szło całkiem przyzwoicie, według planu, dopóki się wszystko nie spieprzyło. Demona\ Acumy nie udało się podporządkować, co dało taki efekt, że demonologa szlag trafił w przeciągu kilku ticków, a na uczniów wypadła horda statystów, ups, pardon, demonów, która na imprezę wbiła się przez otwartą Bramę. Coś w tym czasie kończył znęcać się nad profesorkiem, koniec końców wbijając go w podłogę kilka poziomów niżej. Między jednym martwym statystą a drugim, Mei podjęła walkę z intruzem, co, zabawne, skończyło się kilkoma poziomami poważnych obrażeń i zleceniem w dół (walka była na wysokościach). Ayiin próbowała wykorzystać szczątki wiedzy by zamknąć albo chociaż blokować Bramę, a Yu i Arashi zajmowali się regularnym eliminowaniem drobnicy z pola bitwy, co niedługo stało się zadaniem tylko dla Tepeta, bo młody Mnemon zaczął pomagać w powstrzymywaniu nowych demonów, które chciały przepełznąć do Stworzenia. Ayiin nieźle sobie radziła z utrzymywaniem bariery, co zważywszy na niską Esencję było wyczynem. W końcu jednak przyleciała Yashi the Immortal saved the day. Czy raczej night. W związku z tym Yu i Ayiin pobiegli sprawdzić, co sie dzieje z Mei, za którą skoczył wcześniej Acuma, a Arashi przez chwilę pilnował, czy aby Yashi nie potrzebuje pomocy, a potem na jej rozkaz też udał sie na dół.

A na dole był bal. Dwa aktywne automatony z Essence Cannonami w łapach, stopniowo wypaczany przez skrzywiony Inkluz przepływ Esencji w szkole, Mei siłująca się z hmm, polem siłowym, za którym czaił się Acuma gmerający w kabelkach jak elektryk z podstawowym wykształceniem.

Żeby nie przedłużać, Arashi rozwalił oba automatony z pomocą Yu, Mei kosztem poziomów obrażeń przebrnęła przez barierę tylko po to, żeby chwilę potem oberwać na Incapacitated od Acumy, reszta grupy chwilę poetm zaczęła walkę z bydlakiem, która skończyła sie tym, ze chwilę potem, jak czakram V’neefki rozorał mu mordę, Arashi wbił mu pięścią żuchwę w mózg. Yu sie tajniaczył w poprzednim pokoju. Kiedy Ayiin próbowała naprawić Mei oraz okablowanie, Hayabusa cofnał się, żeby wyrwać inkluz ze strumiena Esencji, co skończyło się tym, że telepnęło całym Heptagramem. Szybki powrót na górę, żeby upewnić się, ze sytuacja opanowana, wściekłe „KURWA” Yashi, kiedy dowiedziała się, co prawie stało sie na dole, szybkie plot resolution i skończyła się bajeczka.

PS: pisałem to długo, w męczarniach, ale napisałem. Pewnie będę jeszcze pierdyliard razy redagować, żeby było lepsiejsze raczej, niż gorsiejsze.

Reklamy

One comment on “Żywoty Smoczej Krwi cz. 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: