4 komentarze

Żywoty Smoczej Krwi cz.1

Obrazek tytułem wstępu, zapraszam po więcej

… dwie sesje Exalted u Qendiego przeminęły z wiatrem, warto byłoby napisać jakieś podsumowanie. A ponieważ Q jest na to zbyt leniwy, to zabiorę się za to ja we własnej spasionej osobie.

Dramatis personae

-Arashi Hayabusa, młody członek jednej z gałęzi rodu Tepet. Puszcza wiatry, leje po pyskach i miota piorunami. Czyli piękny przykład pomazańca Smoka Powietrza. Moja postać 😀

-Mei, nie mniej młoda niż Arashi, Zagubione Jajo, które narobiło niezłego zamieszania w… narobiło sporego zamieszania gdziekolwiek się nie pojawiło.  Każdemu wrogowi zafunduje gorące powitanie. A gra nią Fumiko

No, skoro już znamy głównych bohaterów, warto skupić się na omówieniu wydarzeń, których świadkiem był Arashi.

Wieści o chryi w Pasiapie rozeszły się szeroko, a główna sprawczyni awantury, Mei, zmierzała do posiadłości zawiadywanej przez rodzinę Arashiego. Z wyraźnym prikazem, żeby „odstawić tę diablicę do Heptagramu albo gdziekolwiek, byle z dala od nas”. W bardziej wyszukanych słowach pradziadek Hayabusy przekazał mu informację, że kiedy dziewczyna przyjedzie, chłopak ma jej pilnować. Pytanie, czy ma jej pilnować, żeby jej niczego nie zrobiono, czy pilnować, żeby ona nikogo nie zamordowała zostało zbyte wymownym spojrzeniem.

-No dobra, spróbujemy

-Arashi, nie…

-Zrobimy!

<kiwnięcie z aprobatą>

I oto kilka godzin później  w otoczeniu pyłu gościńca unoszącego się w gorącym powietrzu popołudnia nadjechało wyczekiwane Jajo. Po krótkiej grzecznościowej wymianie zdań, przeniesieniu się w chłodne otoczenie altany ogrodowej i z powrotem w kamienny chłód posiadłości, pradziadzio zaaranżował sparing, aby przekonać się, czemu dziewczyna ma trafić do Heptagramu.

Na dość sporej arenie (jak na kryty obiekt w posiadłości), z czterema platformami umieszczonymi nieco poza głównym kręgiem rozegrały sie w sumie trzy rundy.

…kiedy tuż przed drugą załatali zdezorientowanego Arashiego po pokazie Iai ze strony Mei, zaczęło się robić wesoło. Nie pamiętam już dokładnego przebiegu, wiec napiszę tylko, ze Arashi wygrał. Przez knock-out. Runda trzecia zakończyła się remisem, walką dwóch rozbuchanych anim i tymczasowym Meritem „Dokładna znajomość liczby kości we własnym ciele”.

Po poskładaniu nas do kupy, zaopatrzeniu na drogę i czułych pożegnaniach (no dobra, to trzecie to mój wymysł 😛 ) Arashi i Mei ruszyli w ponad miesięczną drogę do Heptagramu. Ego Arashiego jeszcze nie wiedziało, jak ciężkie życie będzie mieć.

Prędko, prędko baśń się baje nie tak prędko…ekhm. Tyle tytułem pierwszej sesji. Druga przyniosła ze sobą trzy ważne elementy. Po pierwsze, ego Arashiego skuliło się w kącie i chlipa cichutko. Po drugie, pojawił się przyszły recurring villain w postaci Abyssala (ale nasze postacie i tak uważają go za Anathemę, tylko dziwną jakąś). I po trzecie wreszcie, zakończył się prolog, robiąc miejsce dla głównego story arcu. Ale po kolei.

Zaczęlo się od tego, że rozwalonych w karczmie jak paniszcza Arashiego i Mei nawiedził pewien staruszek. Pełen szacunku dla książąt Stworzenia wyjaśnił pokrótce, czemu zawraca im gitary. Okazało się, że lokalnym zywiołakom odbiło i zniknął lokalny zielarz. I czy może nie mogliby pomóc w odnalezieniu mężczyzny lub zwłok. Zgodnie z wszelkimi prawidłami młody Dynast i Zagubione Jajo postanowili pomóc uciskanemu ludowi w walce z ciemiężycielem. Tutaj w formie lasu, jak się wydawało.

Las, tak. Pierwszy z nim kontakt nie był przyjemny. Mei nie mogła nam świecić, bo podpaliłaby wszystko dookoła, z kolei Arashi miał problemy z chodzeniem (i usilnie zaprzeczał, gdy insynuowano jakoby wypił zbyt dużo). W końcu okazało się, że COŚ! ich obserwuje i bełkocze do nich w Leśnej Mowie, której nikt nihuhu. Żywiołaki uznały to najwyraźniej za potwarz i postanowiły nimi użyźnić poszycie. A takiego wała! Podczas gry Mei „rozkataniła” trochę drobnicy, a potem zajęła się najwiekszym bydlakiem, Arashi pomylił te pajączki z lokalną odmianą piłki nożnej (chyba faktycznie za dużo wypił), ewentualnie wgniatając je w ziemię w inny sposób ( <splat> było najczęstszym odgłosem). Koniec końców, Mei zapłonęła słusznym gniewem i animą, odcinając łeb Żywiołakowi, którym to potem Hayabusa zaczął kozłować, czekając aż dziewczyna trochę ochłonie. To jednak udało się jej dopiero w strumieniu, który płynął nie tak, jak trzeba.

Gdzieś w międzyczasie trafili na kapliczkę lokalnego bożka. W gruncie rzeczy niespecjalnie pomocnego, co utrudniło odrobinę życie. Nawet fakt, ze i Arashi i Mei mieli znośny Okultyzm, a Mei w dodatku była ( jak to określiła Fumi) śliczna, nie pomógł, ponieważ bóg okazał się prototypowym sukinsynem i był odporny na wszelkie próby perswazji, jakich się młodzież podjęła. „Nie chcę w tym lesie więcej trupów” jak to stwierdził. I dlatego teraz ma jeszcze mniej lasu niż trupów. Niezbyt pomocna rozmowa zakończyła się dematerializacją istoty w niebyt, kiedy znudził się ich nędznymi próbami przekonania go do współpracy (Osobiście sądzę, że trzeba go było zmusić siłą, ale Q mógłby się burzyć 😀 )

Long story short znowu trafili na walkę, tym razem z mutantem, Koźlogłowem (albo coś w ten deseń). Sukinsyn nie chciał zginąć kiedy Arashi urwał mu łeb z kręgosłupem, przysmażył piorunem i ogólnie spuścił łomot. Dopiero kiedy Mei zrobiła z niego tatara uznał, ze „nie wstanę, tak się rozsypię”. A Arashi cholernie się cieszył, że nie wylądował na ziemi zbyt szybko, bo też zostałby z niego zestaw do samodzielnego montażu. Cholerna nekromacja. Rychło też dowiedzieli się, kto za tym wszystkim stoi. Wspomniany Abyssal, którego Mei najwyraźniej znała.

-To twój znajomy?

-Jaki tam znajomy, nawet mi się nie przedstawił

Krótka rozmowa powiązana z obowiązkowym „Powiem wam co planuję, a wy nie możecie na to nic poradzić” zakończyła się odgalopowaniem kolosalnego dzika i pozostawieniem bohaterów zamkniętych magiczną barierą. Moja rada: kiedy Mei chce zniszczyć jakąś barierę, trzy razy sprawdźcie, czy na pewno nie macie Szmaragdowej Kontrmagii. Szkoda życia. No, ale wydostali się i pognali w te pędy do wioski, która stała się celem zabawy Abyssala. A bawił się w mutowanie Autochtonowi ducha winnych wieśniaków. Czy to nie słodkie? Oczywiście jego samego nie zdołali nawet drasnąć, a Mei załatwiła sprawę tłoczących się mutantów, podczas gdy Arashi spotkał się z dzikiem wielkości domku jednorodzinnego. Biedaczek (dzik) źle skończył. Po interwencji katany Mei przeciwko kręgosłupowi, podsmażeniu oka i pogłaskaniu w mózg ze strony Hayabusy stworzenie skapitulowało i opuściło Stworzenie. Potem już tylko nastąpiło oczyszczenie terenu przez chmarę obsydianowych motyli w posiadaniu Yashi Nieśmiertelnej, przejażdżka Stormwind Riderem do Heptagramu i tadam, prolog się zakończył.

-A, to ty jesteś ta mała, którą wygonili z Pasiapa.  A ciebie nie znam.

^ te słowa zabiły ego Arashiego.

Th-th-that’s all, folks.

Summa summarum, osobiście z obu sesji jestem zadowolony. A Exalted coraz bardziej mi się podoba. Raport z następnej sesji już za jakiś czas 😀

PS: Q, Nasza Marudność Mongward życzy sobie przeczytać sugestie odnośnie grania, tak jak zafundowałeś to graczom ze Szmaragdowego Miasta 😛

Reklamy

4 comments on “Żywoty Smoczej Krwi cz.1

  1. Spoko. Komentarze będąjak już się z tym pozbieram bo właśnie ślęczę nad kognitywną.

    Aha i w AP zabrakło pomiędzy jedną a drugą walką fragmentu jakże miłej rozmowy z duchem lasu i zabawy w rozpoznawanie co się temu miejscu stało. Wspominam o tym, bo bez tego sesja przerodziłaby się całkiem w slashera…

    P.S. DZięki za wyręczenie mnie z tym raportem

  2. Podlinkowany żeś 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: