02
kwi
12

W pogoni za legendami, raport z sesji.

Yay! Znowu gramy w Exalted. Po długiej przerwie, ale może to i lepiej, bo ja, Qendi i Exerion jesteśmy wyposzczeni i zapomnieliśmy dość, by poczuć świeżość zionącą z nefrytowej paszczy tego mechanicznego potwora. W drużynie mamy jeszcze Matiego i Ewę, a w chwili, w której to piszę ma do nas dołączyć również Seth. Stety lub niestety, pierwsza sesja poradziła sobie jednak bez niego i to z niej właśnie raport znajduje się poniżej. Pełnego nadziei czytelnika uprzedzam, iż jest to być może miejscami dowcipny, jednak pozbawiony wszelkiej finezji tekst. Po coś mającego więcej wspólnego z prozą proszę poczekać, aż napiszę i opublikuję pierwszy wpis z dzienników mojej postaci.

Czas jednak nagli, a ja młodszy nie jestem, przejdźmy do tego, co wszystkich tu najbardziej interesuje. Czytaj dalej ‘W pogoni za legendami, raport z sesji.’

02
kwi
12

Raport operacyjny z Ganf Magna

RAPORT OPERACYJNY

Autor: Quint Cromwell
Temat: Działalność komisarza Alarica Jossa
Lokalizacja: Ganf Magna

Zgodnie z zaleceniami, razem z psionikiem Tybaltem Deritisem infiltrowaliśmy Osiemnasty Malfijski Regiment Gwardii Imperialnej w celu zweryfikowania pogłosek o wykraczającym poza normę zachowaniu komisarza przypisanego do regimentu.
Jako przyboczny psionika, byłem w stanie gromadzić informacje wśród żołnierzy Jego Boskiego Majestatu, podczas gdy Tybalt Deritis korzystając ze statusu oficera czynił to samo wśród kadry dowódczej. Należy zaznaczyć, że sytuacja została w znaczącym stopniu skomplikowana wskutek wzmożonej aktywności xenos na planecie, zielonoskórzy atakowali ruiny badane przez adeptów Administratum i wymagane od nas było włączenie się aktywnie w działania militarne, co, da dobra przyjętych tożsamości i na chwałę Imperium, uczyniliśmy.
Jakkolwiek nie było mi dane wysłuchać zachwalanych przemówień komisarza, zdobyłem cenną wiedzę na temat jego reputacji oraz poczynań od żołnierzy z którymi służyłem przy ochronie ruin. Każdy z pytanych wspominał o stosunkowo lekkiej ręce Alarica Jossa, wyraźnej w braku egzekucji od kiedy został przydzielony do Osiemnastego Malfijskiego. Niespodziewanie, nie wpłynęło to negatywnie na osiągnięcia oddziałów, ponieważ, jak świadczy dokumentacja Munitorium, straty w ludziach spadły o dziesięć do dwunastu procent. Jest to prawdopodobnie efekt szkolenia samego komisarza, który, jak dowiedziała się Siostra Wojny Devi Mercutio, studiował pod okiem komisarza Ciaphasa Caina, znanego z podobnych metod wzmacniania morale.
Chcąc na własnej skórze doświadczyć metod komisarza, świadomie i rozmyślnie nadużyłem amasecu, co poskutkowało tym, ze obudziłem się w celi, z komisarzem czekającym na moje oprzytomnienie. Zamiast egzekucji, która, jak się wierzy, jest typową karą u większości komisarzy, dostałem jedynie ostrzeżenie oraz karę dyscyplinarną, którą z pełną pokorą wykonałem.
Jedynym potencjalnym występkiem przeciwko powszechnie przyjętej metodzie (jak poinformował mnie w czasie lotu na Ganf Magna Tybalt Deritis) komisarskiej, jaki można przypisać komisarzowi Joss były zajęcia, jakie prowadził dla żołnierzy poniżej kadry oficerskiej. Wykłady te obejmowały podstawy taktyki oraz specyfiki pola bitwy, temat zwyczajowo przeznaczony dla oficerów oraz członków oddziałów wyspecjalizowanych.
Ponieważ słowa Kredo mówią, ze życie jest walutą Imperatora, a postępowania komisarza przyczyniają się do ograniczania strat, pozwolę sobie wyrazić opinię, że jego działalność nie nosi znamion herezji oraz służy najlepszym interesom domeny Jego Boskiego Majestatu.

Podpisano

Quint Cromwell, akolita Ordo Hereticus, wierny sługa Złotego Tronu

02
kwi
12

Quint Cromwell, sługa Jego Boskiego Majestatu

Dwóch podstarzałych, ogolonych na łyso mężczyzn obserwowało zgraję chłopców ćwiczących na sali gimnastycznej
-Co sądzisz o nowych nabytkach? -spytał jeden z nich, niepewnie przesuwając palcami po ogniwach ciężkiego złotego łańcucha, którego koniec ginął pod obszerną szatą.
-Bezwartościowi, pomiot wygodnickich arystokratów albo pokoleń skrybów i urzędników. -odpowiedział drugi, ubrany bardziej funkcjonalnie, w płaszcz, spodnie i lekką koszulę. -Marcus, tu prawie nie ma nikogo, kto by się nadawał.
-A tamci dwaj? -mężczyzna w szatach wskazał dwójkę chłopców, nie starszych, niż dziesięcioletnich, ćwiczących w ciszy w oddaleniu od reszty.
-Cromwell i Drusus? Ciekawe przypadki. -przyznał mężczyzna w płaszczu, Dorian, jak się na ogół przedstawiał. -Drusus jest synem jednego z arystokratów z Iglic, ojciec sam się go pozbył, kiedy został zidentyfikowany jako blank. Jak sam stwierdził, jeśli jego syn ma być straszny, niech go przerobią na komisarza, byle się nie snuł po domu. -Dorian wzruszył obojętnie ramionami. -A Cromwell… ten dzieciak przez minutę wciskał staremu Grendelowi, że nazywa się Ramirez de la Voca y Cabron. Stary skurwiel musiał dwa razy sprawdzać listy nowych uczniów, żeby się zorientować, że gówniarz sobie z niego kpi.
Marcus prawie się roześmiał.
-Dobry jest. Gdzie się tego nauczył?
-Podejrzewam, że od ojca, komisarza regimentu z Gunmetal, który zdołał dorobić się urlopu, o ile pamiętam zdrowotnego. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby dzieciakowi wbijał do głowy, że prawdę mówi się tylko najbliższej rodzinie.
-A jak jego wyniki?
-Nic specjalnego, więcej czasu spędza na próbach ucieczki z placówki. Jego zainteresowanie naszym…ekhm, rozszerzonym programem jest umiarkowane. Nie ma ryzyka, że za kilka lat znajdziemy go wśród jakiejś bandy kultystów tylko dlatego, ze teraz go poduczymy o demonach i herezji.
-Powinniśmy przenieść ich do nowej placówki?
-Od dawna nikogo nie dostarczyliśmy radykałom na pożarcie, równie dobrze mogą to być bezduszny chłopiec i ten mały krętacz.
-Swoją drogą… Szlachciura, wiemy skąd się wziął. A ten Cromwell?
-Oficjalnie jego ojciec zginął w walce z heretykami próbującymi zdobyć jakąś rafinerię promethium na krańcu sektora. Jak było w rzeczywistości, nie wiadomo, ale nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że jakiś nadgorliwy żołnierz „przypadkiem” go postrzelił podczas walki z siłami wroga. Człowiek nie był zbyt lubiany przez regiment.
-Jak to komisarz, Schola Progenium do tej roli wybiera tylko najgorszych skurwieli. -stwierdził Marcus, notując coś na data-slacie. -Wyślę ich na placówkę we wschodnim Sybellusie. Dzieciak wychował się na Scintilli, niech się uczy, jak przeżyć w ulu.
-Jesteś tego pewien? Jeśli coś pójdzie źle, zrobimy z niego kryminalistę. Sam wiesz, jak tam jest.
-Prowadzimy te szkoły od dziesięcioleci i nic złego się jeszcze nie stało.-odparł Dorian bez przekonania w głosie.
-Oczywiście.
To były ostatnie słowa tej konwersacji. Marcus i Dorian obserwowali, jak dwaj nieświadomi swojego przeznaczenia chłopcy mierzyli się ze sobą na pięści w standardowym treningu. Czytaj dalej ‘Quint Cromwell, sługa Jego Boskiego Majestatu’

19
mar
11

A weźcie się wy ode mnie odtańcujcie.

Do napisania tej notki zainspirował mnie piątkowy program TVNu. Że niby co? Już wyjaśniam.

Piątek, dzień na SUPERkino weekendowe na wspomnianej wcześniej stacji. Wszystko ładnie, pięknie i wesoło. Zwłaszcza, że miał być Matrix, którego chętnie bym ponownie obejrzał. Ale co się okazuje? O dwudziestej zamiast hitu braci Wachowskich, który silnie wpłynął nie tylko na kinematografię, ale także na rynek gier komputerowych (bullet time), dostajemy jakiegoś gniota o tańcu. Spoko, gdyby to był jakiś Step Up albo inne tałatajstwo, może bym to przebolał, chociaż z pewnością bym nie obejrzał. Ale nie. Godzina dwudziesta, dostajemy na twarz filmidłem o jakże oryginalnym i niesztampowym tytule “Kochaj i tańcz”. Filmidło jest polskie, co najwyraźniej pozwala mu konkurować z amerykańską superprodukcją. A co pozwala mu zwyciężyć? Dwa fakty. Tematyka, czyli taniec i miłość, oraz fakt, że produkcją zajął się TVN. Dziękuję, nie mam więcej pytań.

No dobra, mam. Do tego kilka zdań typowego zrzędzenia. Ale to w dalszej części notki. Czytaj dalej ‘A weźcie się wy ode mnie odtańcujcie.’

13
sty
11

Dr. Gracz i Mr. Postać

…czyli o konflikcie koncepcji postaci i zdolnościach gracza do wprowadzenia jej w życie.

Każdy z nas, podejrzewam, spotkał się w swoim życiu z sytuacją, kiedy tworzone w domowym zaciszu ambitne plany i scenariusze sukcesu sypią się w drzazgi w prawdziwym świecie, bo brakuje nam jakiejś cechy pozwalającej je doprowadzić do końca. Tworzenie postaci do eRPeGów nie jest w żaden sposób wolne od takiego splotu okoliczności, a skutki potrafią być równie irytujące, jak te z życia codziennego.

Opierajac się na przykładach dwóch moich postaci, postaram się opisać podstawowe problemy, jakie pojawiają się w miejscu, gdzie koncepcja postaci ściera się z wiedzą i umiejętnościami gracza. Poszczególne partie tekstu będę też wspierał przykładami z moich własnych doświadczeń, aby lepiej zobrazować naturę zagadnienia. Zapraszam.

Czytaj dalej ‘Dr. Gracz i Mr. Postać’

12
sty
11

Jak rozmawiać z Mongwardem, cz. 1 : “Przepraszam” i inne kurtuazyjne śmiesznostki

Dzisiaj bez obrazka, bo nie mogłem znaleźć nic adekwatnego jednocześnie do tematu i do mojego podejścia do sprawy. Detale, detale, jak mawiają graficy.

Z różną częstotliwością zdarza mi się słuchać, a znacznie częściej czytać, znajomych, kiedy mi piszą o swoich problemach małych i dużych. Nie widzę w tym nic złego, absolutnie, miło mi, jeśli uznają mnie za osobę, której mogą się wygadać przynajmniej w pewnym stopniu. Zaufanie, te sprawy, ya catch the drift, dontcha. Czasem nawet rzucę jakąś radę, chociaż absurdalnie często mówią mi o kwestiach, w których jestem nikłym bądź żadnym autorytetem i jedyne, co mogę robić, to aktywować coś na wzór połączenia empatii, logiki, wyobraźni i osobistych przemyśleń. Bladego pojęcia nie mam, czy można to jakoś zebrać w jeden termin. Tak, czy owak, rozmowa się toczy, słowa płyną, ale zanim runą wartkim potokiem w dół kanionu Swobody, ZAWSZE zatrzymywane są na moment na dwóch tamach, o których w dalszej części notki.

Czytaj dalej ‘Jak rozmawiać z Mongwardem, cz. 1 : “Przepraszam” i inne kurtuazyjne śmiesznostki’

11
sty
11

40 tysięcy lat minęło…

…a Imperator wciąż ten sam.

Chwilę temu rozpocząłem wątek WarHammera 40k, w wydaniu Dark Heresy, czyli grania popierdółkami Inkwizycji. Nie będę się rozpisywać szczegółowo o podręczniku i im podobnych, tym zajął się już Qendi w swojej recenzji podręcznika podstawowego. Ja zamierzam opisać moją znajomość z systemem i co mnie w nim urzekło. Czytaj dalej ’40 tysięcy lat minęło…’

08
sty
11

Ścieżka mądrości

Ta przypowieść jest tak głęboka, że nadal dokopuję się do kolejnych jej znaczeń…you know. Wstawiłem, aby wszyscy skorzystali z tej niezwykłej mądrości.

07
sty
11

Zmiany, zmiany… i trochę o czym innym.

Od pewnego czasu miałem ambitny zamiar ożywić ten mój nieszczęsny blog. Wstawiać ciekawe wpisy, dzielić się z ludźmi moimi jakże głębokimi spostrzeżeniami dotyczącymi istoty wszechrzeczy i imponować maluczkim moją monstrualną erudycją. Potem się obudziłem, ale chęć wskrzeszenia tej zabiedzonej działki, wydzielonej dla mnie na nieskończonych połaciach internetu, pozostał. Mocno zubożała w zakresie planowanych zmian i tego, jak ambitne wpisy mają być, ale sam sos pozostał. Postanowiłem wskrzesić blog, być może jako drobny krok postawiony w kierunku dalszych zmian, ewolucji, postępu, doskonalenia w innych, może trochę lub znacznie ważniejszych dziedzinach mojej codziennej egzystencji.

Ile z tego wyszło, wychodzi, wyjdzie? Zapraszam do dalszej części notki na poczęstunek…erm, na dalszy ciąg programu… Czytaj dalej ‘Zmiany, zmiany… i trochę o czym innym.’

24
gru
10

Nazywam się Mallear Ferrus…

Jakiś czas temu razem z Qendim, Altherem, Sethem i Troyem zaczęliśmy kampanię WarHammera 40k, a konkretnie: Dark Heresy. System jest na tyle interesujący, że można o nim pisać w nieskończoność, co udowadnia każdego dni 4chanowe /tg/. Nadszedł czas, abym podzielił się wrażeniami z gry, stopniowo. Czytaj dalej ‘Nazywam się Mallear Ferrus…’




Follow

Otrzymuj ka?dy nowy wpis na swoj? skrzynk? e-mail.